Selfie

Jestem w pomieszczeniach kotłowni, przy zsypie koksu. Mroki otoczenia rozświetla słabym żółtym światłem pojedyńcza żarówka. Czuć smarem, dymem i potem setki ludzi. W momencie gdy się nad tym zastanawiam następuje wybuch. Wybiegam na korytarz, w koło pogięte blachy, wyje syrena, mruga czerwona lampa i wszystko płonie. Płoną ściany, sufit, płoną ludzie. Kocioł numer jeden przestał istnieć. Zrywam się i biegnę w stronę śluzy. Po drodze ciągnę jeszcze za wielką wajchę awaryjnego zrzucenia ropy. To powinno dać nam trochę czasu, statku nie powinna już rozerwać na strzępy duża eksplozja ale będzie miał czas samemu pogrążyć się w odmętach oceanu. Za moimi plecami zatrzaskuje się stalowa gródź, ledwo zdąrzyłem się wydostać. Biegnę schodami na górę, statek powoli zaczyna się już przechylać. Tam w dole kto nie spłonął ten się utopił gdy został ugaszony zimną wodą oceanu. Po dłuższej wspinaczce wydostaję się drzwiami serwisowymi na wyższych poziomach statku. Tutaj widok jest zdecydowanie inny, piękne zdobienia, loże, fortepian i przestronne wyłożone mahoniem reprezentacyjne schody. Teraz leje się po nich woda zmywając w dół pasażerów w miejsce gdzie zarwała się podłoga. W pewnym momencie dostrzegam siostrę i mame. W jakiś sposób przeciwstawiają się prądowi wody, stojąc w niej i robiąc sobie selfie z katastrofą. Krzyczę do nich że musimy uciekać ale szum wody mnie zagłusza, staram się podejść bliżej i wtedy kolejna fala wody zgarnia mnie ze sobą. Płynę w dół po zdobionych schodach na barierkę. Tuż przed, uderzam o jakiś mebel i odbijam się w bok. Główny strumień wody przelewa się przez barierkę i spada kilka pięter w dół do głównej sali bankietowej zabierając ze sobą kilkoro gości w garniturach i sukniach wieczorowych. Kolejna fala zakręca wzdłuż barierki jak rzeka w korycie, zgarnia mnie ze sobą i rzuca na stołek pięknego białego fortepianu. Skoro już tu siedzię, to sprawdzę jak się na nim gra. Zaczynam przebiegać palcami po klawiszach, fortepian bulgocze w rytm krzyków gości przelewających się przez barierkę. Statek nabiera coraz więcej wody, trzeba się zbierać! Docieram do siostry i mamy:

- czas spadać!

- jeszcze chwila, nie mam zdjęcia z tym fortepianem - mówi mama.

Robimy kilka selfie, siostra, mama, ja, fortepian i topiący się goście. W tym momencie połowa statku wznosi się już ponad tafle wody. Za niedługo całość przełamie się na pół i pogrąży w odmętach pochłaniając ze sobą rozbitków, którzy nie zdąrzyli się oddalić na bezpieczną odległość. Docieramy do naszej szalupy ratunkowej. Dzielny oficer z pistoletem w ręce upewnił się, że nikt nieproszony do niej nie wsiądzie. Wsiadamy do środka, szalupa jest na 12 osób więc dla oficera nie ma już miejsca. Z resztą ktoś musi zostać z tyłu żeby zwodować łódź. Gdy jest już po wszystkim, a po statku pozostała tylko bulgocząca powierzchnia wody, moja siostra odwraca się do nas i z żalem w głosie mówi:

- Szkoda, to był na prawde piękny fortepian.

 

(14 marca 2026)

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania