sen
kurwo jebana!
przeglądam się w lustrze,
a tam tylko cień,
znowu mam podły sen,
czy to jest dzień czy noc,
ile sekund zostało do końca,
może wiesz?
skąd kto jest,
gdzie dalej będę szedł,
ile minut zostało by mówić że zasnę,
ile minut trwa minuta ciszy,
w słuchawce słysze śmiech,
czy ty go słyszałaś też,
boli mnie to że się kurwisz,
mogłem tak zrobić,
bo chciałem,
czy nie,
za późno kochać się,
sen się śni,
w nim ty,
ja też jestem w piekle,
łzy tulą mnie do snu,
więc obiecaj,
że będziesz tylko moja,
że nie dotknie cię żaden łach,
na skwarze skwar,
napiłbym się moczu,
bo tak chcę,
o jezu,
o boże,
boże skrawki płoną,
ty na gitarach grasz,
w mych snach,
jak łotr albo gnom,
czuje już tylko wstręt,
jak chcesz to się żeń,
mnie już nie będzie tu,
odejdę na zawsze,
w mrok, w cień,
w cisze martwych serc,
pizdzi trochę, trochę grzeje,
deszcz miesza się z krwią,
w tle rajan rejnolds,
coś gra, też bym chciał tak grać,
chyba pizne cię w łeb,
bo wkurwiasz mnie,
niemiłosiernie,
pierdole się z kimkolwiek bo chcę,
a ty nie,
bo ja się kurwie od urodzenia,
bo jestem dziwką,
jak paris hilton,
ale nie mam hoteli,
tylko zapyziałą norę,
w porę,
to mówisz ,
gdy światło gaśnie,
gasną reflektory,
może byłbym chory,
gdybym zachorował,
ale niestety jestem zdrowy,
stety niestedy,
wszystko dla hecy,
gwoździe wbijam do trumien,
bo jestem walnięty,
w walentynki ,
walę tynki,
walę prochy po zmarłych,
robie z smerfów kryształ,
mów mi gargamel,
stoje na straży lutni,
w krótkiej ciszy lęku,
śpi niedojebany pies,
też cierpie,
też pragnę,
ściany się kręcą,
sufity tańczą na stropach,
w szalunku jucha martwych zwierząt,
w pizdzie jestem,
no bo gdzie,
mam fiuta więc bym poruchał,
może zjedz śliwke albo gołąbka,
ja zapcham ryj twoim gównem,
bo pierdolony koprofil ze mnie,
nie wstydze się swych namiętności,
już nie robie w nocnik,
ale chętnie zabiore cię,
na swój pomnik,
w ekstazie się bawie,
leje tak jak papież,
smutki,
brudnym niedojebanym wiernym,
wiary tu nie ma, honoru też nie,
hluby za nic,
za nic sarkazmu,
śpiewam to na pętli,
jak jakiś jebnięty,
bo boli mnie mózg,
gdy widzę jak ssiesz innemu,
jak wkłąda ci w dupe fiuta a potem spowrotem w mordę,
to nonsens,
jak twoje życie,
bo ja jestem hipisem,
a ty to zwykły biceps,
tyle masz rozumu co on,
umiesz tylko wystawić dupę i tam coś włożyć,
szkoda że nie moje prącie,
bo mimo że jesteś dziwką,
to chętnie bym cię bzykał,
bo jestem jeszcze jak dziewica,
jaak matka teresa z kalkuty,
jak jan paweł drugi,
albo nawet jak ten pierwszy,
też jebnięty jak ich owieczki,
to skręty i zakręty brudnej nędzy,
jak wierci kołek w głowe śrubę tak ty
jesteś dureń,
jem hubę bo tak uważam,
uważam co zechcę na wietrze,
na szali leży coś i strasznie wali,
nerwy mam ze stali,
mimo że ręce się trzęsą,
bo gubię się w pokoju twych chorób,
nasa to bydle,
nie chce zdrowia bo jak już mówiłem chcę chorowaać,
to moja wola nie twoja,
moja uroda moja trwoga,
jakie uczucia takie myśli,
ktoś myśli ktoś nie myśli,
róża wpadła przez otwarte okno,
nie uśmiechasz się bo nie masz szczęki,
i też trochę śmierdzisz,
ja za to ładnie pachnę,
zachowuje się strasznie,
jak wiedźma,
znowu skucha, znowu nędza,
piekielna forma,
pełna pełnia,
gdzie jest rzeź tam rzeźnia,
jem własne strupy,
ty chuju głupi,
masz już luty, u mnie nadal styczeń,
bo tak chcę lub nie,
bo tak umiem więc tak robię,
to wszystko nie jest tobie a sobie,
bo to ja jestem najważniejszy,
pomimo nędzy brak mi pieniędzy,
mam rzeczowników pełno, pełno przysłów,
przymiotniki i przysłówki,
w koło pełno durni, pełno przygłópów,
same czubki, zabiłbym za zwykłą pokruszoną kość,
bo ja wpierdalam poza gównem tylko kości,
nie ważne czy ludzkie czy zwierzęce,
matrix w koło w koło pruchno,
kto uje ten kreskóje,
kto chujem ten nie dureń,
w sobie pełno gówna w tobie ostra chujnia,
na dworze smukłe wiosny,
żadnych zim tu nie ma,
nie ma nas i ciebie,
tylko strupy po ranach wojennych,
na pieniądze chęci,
dla pieniędzy wszystko,
zostanę dziwką choć nią nie jestem a może jestem,
mam pinezke, mam amnezje,
mam co zechce,
bo to jam jest królem a ty giermkiem,
to może trochę denne,
jak twe tętniące życiem serce,
moje jest pogięte i nie stuka w rytm twój,
idzie własnym zakrętem,
na nową nerke to mnie nie stać, a nie ciebie,
więc skącz narzekać,
gdy to nie ciebie klepie bieda,
to moja wena, moja ameba,
moja gehenna, moje smutki,
nie dla ciebie tylko dla niej,
bo w niej widze diament a w tobie hifa,
na niby tańczę chóralnie jak jaskółka w lecie,
trzymam babie lato w garści,
mów i mi garfield?
albo inspektor gadżet,
śni się kubuś puchatek i prosiaczek,
w kielni pustka, pustka w mózgu,
pustka czubka,
choruje na chorobe wściekłych krów,
jestem zwykły buc, czub jak czub,
czubek góry w preclu,
na choince w mym sercu,
duże małe bombki, same gwiazdki,
jestem syrenką i babą jagą,
bo na stole siedzi jakiś gamoń,
nie mamią mnie wódką,
czy prostytutką,
bo sam nią jestem ,
puszczam się z kim zechcę,
czy w pizie czy w dreznie,
mi to hobbit czy lotto,
wczoraj futro, jutro w paski kropki,
na nocnik klne bo wyjadam z niego gówno,
no cóż mówi się trudno,
trudno tak jak i ciężko,
nie o to chodzi tutaj tylko tam,
u was gorzej jest,
bo jesteście tępi,
zaśpiewam ci to w pętliu by wywołąć mętlik,
to jest kurwo proza nie poezja,
to tylko ja tak twierdze, no i mam racje,
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania