Sens kosztuje, ale go kocham

Siedzę. Żyję. Oddycham.

Myślę.

Czuję swoje serce — bije nieprzyjemnie, zmęczone, jakby niosło za dużo.

Czuję ciało — jest dziś ciężkie.

Wiem, co powinienem robić, ale sens rozmywa się we mgle.

Siedzę, ale mnie tutaj nie ma.

Żyję dla siebie.

Innym pomagam i kocham nie z obowiązku, lecz dlatego, że kocham sens.

Bo sensem jest życie, radość i miłość.

A jednak — radość jest dziś nieobecna.

Gdy jej nie ma, ciało szuka ucieczki.

Chciałoby przyjemności, która nie jest radością.

Dusza chce sensu, lecz sens bywa zagadką.

A gdy sens się pojawia, nie przychodzi za darmo.

Wymaga drogi.

Drogi w górę — stromej, pełnej burz, wątpliwości i nieprzyjaznych, dzikich zwierząt.

Nie mogę zawrócić, bo moja wola chce zobaczyć, co jest na szczycie.

Nikt oprócz mnie nie wie, jaka jest moja droga i jaki jest jej cel.

Czy depresja jest wyborem?

Może.

Próbowałem ją wymazać z istnienia, ale muszę ją przyjąć jak dawną przyjaciółkę.

Ta przyjaciółka chce mi pomóc.

Ciało chce uciec od moich ciężkich emocji.

Czuję zbyt mocno. Czasem boleśnie.

Jest w tym ognista wściekłość, ukryta we mnie.

Jest też pustka.

Dziś jednak dominuje wściekłość i irytacja,

chyba skierowane ku sobie.

Nie udaję.

Nie wybieram cierpienia.

Widzę za dużo, by być ignorantem.

Na świecie jest dobro i zło. Światło i mrok.

Czy wybierając dobro, muszę wyprzeć mrok w sobie?

Nie.

Chcę go spotkać. Poznać. Oswoić.

Nie po to, by stać się zimnym — lecz odpornym.

Z tą odpornością na mrok może przyjdzie odporność na dobro.

Kim się wtedy stanę? Obserwatorem?

Bycie świadomym bywa okrutne bez radości.

Ale w najcięższych chwilach mam jej zawsze trochę.

Bo mam siebie.

I to jest moja najgłębsza nadzieja:

zawsze mieć siebie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania