sens w bezsensie
Początek wakacji.
Spostrzeżenia są takie: ciagle dożywam jakiś wydarzeń, które mają coś zmienić, choć nigdy nie zmieniają. Byle do piątku byle do majówki byle do wakacji, ale ten piątek wakacje czy majówka nie zmieniają nic, sprawiają ze czuje się jeszcze gorzej ponieważ moje nadzieje okazaly się daremne. Oczeczuje jakiegoś cudu, istnienia siły wyższej, usprawiedliwiam tym samym swoją stagnację. Zauważyłam również ze ja nie żyje ja dożywam, trwam. Może kiedyś istniałam? Teraz nie wiem jak miałoby wyglądać życie.
Wzorzec beznadziejności mojego istnienia zdaje się niewystarczającym źródłem odwagi by wyrwać się z pułapki, ale wystarczającym, by wątipc ze koniec będzie końcem. Więc lawiruje. Chwieje się na pograniczu życia i śmierci, euforii i depresji. Ale nic nie jest już czarno białe, euforia jest tylko lżejszą depresja. Nie jest tak czystą jak kiedyś.
Pisanie tego jest jak pisanie artykułu w języku, którego nikt we wszechświecie nie zna.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania