Sensacja
W lodach Arktyki załoga USS Ohio dokonała wyjątkowego odkrycia, znaleziono zamrożonego mężczyznę. Wstępne wzrokowe oględziny wskazywały, że jest to załogant kutra dalekomorskiego UST 1054. Statek wypłynął z Ustki w 1978 roku na połów kryli, a jeden z marynarzy zaginął w nie wyjaśnionych okolicznościach. Prowadzone w tej sprawie śledztwo nie wyjaśniło przyczyny utraty jednego członka załogi. Nagle po trzydziestu pięciu latach, odnalazł się zaginiony. Wielkie było zaskoczenie naukowców z całego świata, bo po odmrożeniu ciało zaczęło wykazywać funkcje życiowe. Wnikliwe analizy medyczne wykazały, że stężenie alkoholu we krwi wyniosło piętnaście procent. Potwierdziło to hipotezę profesora Forda o rozcieńczalności krwi przed zamrożeniem. Media całego świata informowały o cudzie w Arktyce.
Pierwsze problemy pojawiły się przy wybudzaniu odnalezionego, który już po tygodniu odzyskał świadomość. Pierwsze słowa jakie wypowiedział do grona naukowców, brzmiały „ do cholery dajcie coś do picia suszy mnie”. Postęp w medycynie pozwolił na błyskawiczny odwyk i już po dwóch tygodniach pacjent został wypisany. Nastąpiło uroczyste przekazanie zaginionego stronie polskiej na lotnisku w Warszawie, które nigdy jeszcze nie było tak pięknie udekorowane. Premier zaczął wygłaszać przemówienie, które po półtorej godzinie zostało brutalnie przerwane. Witany nie wytrzymał i powiedział „co on pieprzy lać mi się chce”. Następnie pomimo niezadowolenia przedstawiciela rządu rekonwalescent udał się do swojego rodzinnego miasta. Podróż z Warszawy do Ustki nie przebiegała tak sprawnie jak przed laty i już na początku dowiedział się o nieważności biletu. Miał bilet na Przewozy Regionalne, a korzystał z usług Intercity i musi zapłacić karę. Niestety PKP jako jedna firma już nie istniało.
Po przyjeździe do rodzinnego miasta, udał się do swojego domu. Jakie było jego zaskoczenie gdy okazało się, że w domu mieszkała jakaś obca rodzina, która kupiła go od niego w 1995 roku za 500 tysięcy złotych. Umowa kupna została sporządzona przez notariusza. Zgłosił popełnienie przestępstwa, a sam spędził noc na ławce. Rano udał się do swojego zakładu przetwórni ryb, która już nie istniała. Podobnie jak stocznia i inne zakłady pracy w mieście i regionie. Zgłoszenie zagarnięcie mienia przyniosło tylko taki rezultat, że urząd skarbowy przypomniał sobie o nie zapłaconym podatku od spadku i sprzedaży czyli wraz z odsetkami 800 tysięcy złotych. Dodatkowo Sąd Rejonowy ukarał go karą trzech lat pozbawienia wolności z zawieszeniem, za składanie fałszywych zgłoszeń na Policji. Prokuratura wszczęła postępowanie, za obrazę premiera. Straż Miejska domaga się zapłaty, za parkowanie pojazdu w strefie płatnego parkowania. Strefa powstała w 1997 roku i stoi tam pojazd marki fiat 125, a opłata wraz z odsetkami wynosi obecnie 200 tysięcy złotych. Gwarancyjny Fundusz Ubezpieczeń domaga się opłaty za OC. Ubezpieczenie zdrowotne też nie opłacone i trzeba uregulować opłaty za opiekę medyczną. Zasiłek dla bezrobotnych też nie przysługuje , brak zatrudnienia za ostatnie dwanaście miesięcy. Całe lato spędził na pozowaniu do zdjęć i udzielaniu wywiadów. Wszystkie zarobione pieniądze przeznaczył na zakup małej żaglówki, którą wypełnił wysoko procentowym alkoholem. Przypadkowy turysta mówił, widziałem jak odpływa na północ. Słyszałem jak do siebie mówił „Robert, spieprzaj dziadu z tego kraju”.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania