Sensacyjna wiadomość

Niemal bez przerwy jesteśmy atakowani sensacyjnymi wiadomościami z różnych nośników, jedne są dla nas bardzo ważne, drugie mniej, a jeszcze inne w ogóle nas nie dotyczą, pomimo tego, że dla innych są na wagę złota, lub jeszcze cenniejsze. Najbardziej pożądane są zawsze te, które dotyczą naszego podwórka, albo najbliższej okolicy. Inną stroną medalu jest osobiste uczestnictwo w niezwykłym dla innych wydarzeniu. Niejednokrotnie bohaterowie sensacji dnia nie chcą o tym rozmawiać i to nawet z najbliższymi. Prawdopodobnie w ich ocenie każdy zachowałby się w tej sytuacji identycznie i postąpiliby tak jak on czy ona.

Kiedy wróciłem po robocie do domu, zastałem żonę przed telewizorem z zapałem przerzucającą kanały informacyjnie. Była szybka jak błyskawica w posługiwaniu się pilotem, robiła to z taką wprawą, że ja mogłem jej tylko zazdrościć, ponieważ aż taki szybki na sportowych nie jestem. Pełen podziwu przez chwilę przyglądałem się jej czynnościom. Tak bardzo pochłonęły ją poszukiwania powtórek, że części składowe obiadu leżały dalej na blacie kuchennym. Wystarczyła mi chwila na podziwianie elementów niedoszłego papu, by stwierdzić, że jedzonka ciepłego dzisiaj nie będzie. Pozostała mi jedynie do wykorzystania opcja suchego prowiantu, więc wyjąłem z chłodziarki opakowanie próżniowe pełne kiełbasy. Nawet nie wiedząc, czemu, nigdy mi się to nie zdarzyło, zacząłem czytać wykaz składników upchanych wewnątrz sztucznego flaku. Mogłem to zrobić podświadomie pod wpływem osób, z jakimi spędziłem dzisiejszy dzień pracy.

Dzionek zaczął się zwyczajnie, jak wszystkie poprzednie, czyli od podpisania listy obecności, nastawienia czajnika z wodą i późniejszym wychyleniem kubka kawy. Dopiero pokrzepiony aromatycznym napojem, mogłem zacząć się przebierać w przydzieloną odzież roboczą. Z tym szykowaniem zeszło mi do drugiego śniadania, byłem gotowy do jego konsumpcji, kiedy herbatka przestygła.

Jednak kierownik był szybszy, wpadł bez słowa przepraszam za zakłócenie spokoju i słowem dzień dobry na ustach, ze zleceniem. Chamidło nieokrzesane rzuciło mi papiery na chlebek i rozdarło ryja.

- Nie siedźcie tak, weźcie się w końcu za robotę!

Szybciej wybiegł niż wszedł, wiedział, co robi, nie dał mi szansy na ponowne zapytanie o podwyżkę. Przez ten czas broszura konspiracyjna, ciśnięta w kanapkę, zdążyła wyssać w siebie połowę tłuszczyku ze słoninki. Podniosłem papier, pooglądałem i mocno się zmartwiłem, że chlebuś dzisiaj będzie postny.

- Piotrek, co tam nabazgrali? – zapytał kolega, który dochodził do siebie po powrocie z odwiedzin rodziny w Grecji.

Jeszcze raz rzuciłem n okiem a zlecenie i mówię.

- Mamy zaraz jechać z komornikami na egzekucję.

- To, co mam wziąć miecz czy topór – odpowiedział starym dowcipem Julek.

W pośpiechu wyskoczyliśmy z pomieszczeń socjalnych, ponieważ komornicy od dwudziestu minut na nas czekali i wykonali przez ten czas tysiące telefonów. Gdyby wydzwaniali do biura kierownika to pal licho, jednak łobuz podał numery naszych komórek. Dłużej wysiedzieć w małym pomieszczeniu się nie dało i zgarniając ze stołu jedzenie i picie wyszliśmy do roboty. Dostojnym krokiem podążyliśmy w kierunku podstawionego auta. Na tą akcję przyszykowali nam busa i przez to zmuszeni zostaliśmy do ograniczenia naszej prywatnej strefy osobistej. Komornicy rozsiedli się z przodu przy kierowcy i zaczęli truć o zdrowym odżywianiu. Jeden zerknął do tyłu i jak spostrzegł, z czym mam chleb, to taki mi wykład zrobił, że mało się nie udławiłem. Nieprzyjemnie zrobiło mi się ustach, więc chciałem je przepłukać, przywiezioną z Grecji przez Julka Metaxą. Jednak w pospiechu nie zabraliśmy szkła, a z butelki w busie nie mogłem pociągnąć. Jakąś literatkę miałem nadzieje znaleźć podczas egzekucji komorniczej.

Kiedy podjeżdżaliśmy pod blok, musieliśmy być bacznie obserwowani przez dłużniczkę. Kobieta, która nabrała pożyczek i teraz zgodnie z decyzją sądu miała być pozbawiona majątku. Wyczekała korzystny dla siebie moment i przed samym wejściem komorników do mieszkania, obwiesiła się. Urzędnicy po wejściu do chałupy, jak zobaczyli wisielca, dostali cykora i zwiali.

Chciałem koniecznie w szafkach kuchennych znaleźć szkło, lecz wszystko przed egzekucją komorniczą zostało ukryte. Podobnie w pokojach nic przydatnego do rozlania flaszki nie znalazłem. Zmuszony byłem zapytać niewiastę, gdzie literatki pochowała, jednak ta na moje grzeczne pytania, poparte potrząsaniem, tylko charczała. Dyndałaby pewnie jeszcze długo, aż ducha by wyzionęła, jednak tyle czasu nie miałem, pragnienie dokuczało. Dopiero jak sznur odciąłem i ta gruchnęła na podłogę, z kluchą w gardle powiedziała.

- Wszystko wyniosłam do sąsiadki.

Kobieta z naprzeciwka tylko chwilę stawiała opór w swojej twierdzy, nie chcąc otworzyć. Jednak groźba surowej kary za napaść na urzędników państwowych, utrudnianie egzekucji komorniczej i najważniejszy argument wyważenia drzwi poskutkował. Błyskawicznie udostępniła wejście do swojego mieszkania, a tam naszym oczom ukazały się wszelkie dobra zakupione z funduszy bankowych i przez dłużniczkę zdefraudowane.

Sąsiadka przez otwarte drzwi zobaczyła swoją wspólniczkę w przestępstwie, leżącą na podłodze i myślała, że jak wezwie policję i pogotowie to nas do więzienia zamkną. Chciałoby się ubliżyć niewiaściee za takie podejście do uczciwych ludzi, jednak gratulacje, jakie na mnie później spadły za udzielenie pomocy, winę jej wymazują. Nawet nieokrzesany typ kierownik po powrocie z akcji, gratulował mi obywatelskiej postawy. Jednak moja wrodzona skromność podczas powinszowań nie pozwoliła mi, na upomnienie się kolejny raz o podwyżkę.

Widocznie jestem znacznie bardziej doceniany przez obcych ludzi niż własną żonę, która chce mnie na śmierć zagłodzić pozbawiając obiadu. Jeszcze ocierając się, jak mi uświadomili komornicy, o śmierć stałem się wrażliwszym człowiekiem. Widocznie przez to zdobyłem następny argument, że własna kobieta czyha na moje zdrowie i życie. Koronnym dowodem jest zakup dla mnie kiełbasy zawierającej w swoim składzie sześćdziesiąt pięć procent błonnika, a nie dziewięćdziesiąt dziewięć mięska.

Dłuższy czas przebywałem dzisiaj w towarzystwie ludzi wykształconych i uświadomionych przez własne żony o konieczności prawidłowego odżywiania. Dlatego wiem, że moja przeze mnie ukochana żona, podstępem wykańcza mnie jedzeniem, które kiedyś zarezerwowane było wyłącznie dla niewolników.

Jeszcze ma czelność przyjść do kuchni, gdzie przeżywam dramat rozczarowania połowicą i powiedzieć.

- Piotruś, czy słyszałeś, że w naszym mieście egzekucja komornicza przebiegała dzisiaj dramatycznie.

Kiedy to mówiła, podwijałem rękawy koszuli. Jeszcze chwila i ona weźmie udział w nowej sensacji dnia tym razem z jej udziałem, za trucie współmałżonka pędami bambusa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Adam T 14.04.2017
    Uważam, że tekst jest świetny. Czarny humor, swojskie klimaty, egzekucje, moda na zdrowe odżywianie - świetnie opisałeś naszą "szara" codzienność. Czyta się wartko, jest śmiesznie i złośliwie, jest strasznie i zabawnie, chyba zaczynam się powtarzać... Kończę więc, bardzo mi się podobało. Gwiazd poszło aż pięć :))
  • fanthomas 14.04.2017
    No rzeczywoście taka trochę czarna komedia, dobrze napisana, ale humoru mi nie poprawiła, więc 4,5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania