Serce które przestało czekać

Kochałam cię tak wiernie,

jak drzewo kocha ziemię,

nie pytając, czy dostanie wodę,

nie pytając, czy doczeka wiosny.

 

Stałam przy tobie

jak światło przy oknie w ciemną noc,

choć ty zamykałeś zasłony

i udawałeś, że mnie nie ma.

 

Byłam lojalna jak pies

czekający pod drzwiami domu,

który dawno już spłonął.

 

Czekałam na krok,

na słowo,

na gest,

na przyszłość,

która nigdy nie miała nadejść.

 

Oddawałam ci swój głos

po kawałku,

aż pewnego dnia

nie potrafiłam już mówić własnym.

 

Oddawałam ci siebie

tak długo,

aż stałam się cieniem kobiety,

którą kiedyś byłam.

 

Zdrada nie zawsze krzyczy.

Czasem zdrada

to cisza.

To obietnica bez pokrycia.

To oczy odwrócone w inną stronę.

To czyjeś „może”,

które rani bardziej niż „nie”.

 

Leżałam potem na ziemi

z sercem ciężkim jak kamień,

z rękami pustymi,

z imieniem, którego już nie poznawałam.

Ale ziemia, na której upadłam,

stała się fundamentem.

 

Zebrałam swoje odłamki,

każdy ostry, każdy bolesny,

i złożyłam z nich nową siebie.

Każda blizna nauczyła mnie siły.

Każda rana dała odwagę.

Każda łza oczyściła drogę,

której wcześniej nie widziałam.

 

Już nie czekam pod cudzymi drzwiami.

Już nie proszę o miłość,

która nie umiała zostać.

Już nie milknę,

aby ktoś inny mógł mówić głośniej.

 

Dziś stoję sama,

ale stoję prosto.

Na własnych nogach.

We własnym świetle.

Z własnym głosem,

który wrócił silniejszy niż kiedykolwiek.

A ta mała iskra,

którą ledwie chroniłam w dłoniach

pośród ruin,

rośnie.

Oddycha.

Tańczy.

Płonie.

 

I wiem,

że pewnego dnia

zamieni się w ogień tak wielki,

że ogrzeje całe moje życie na nowo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania