SERCE Z Lodu I ZŁOTA

ROZDZIAŁ 1: Dom ze spękanego kamienia

Dom, w którym mieszkała jedenastoletnia Elma, nie miał w sobie nic z ciepła. Stał na ponurym, wietrznym wrzosowisku, a jego ściany zbudowano ze spękanego, szarego kamienia, który zimą niemal czerniał od wilgoci. W tym domu rządzili ludzie o twardych sercach i ciężkich rękach – jej dalecy krewni, u których znalazła się po tym, jak mgła zabrała jej rodziców.

Dla Elmy nie było tam miłego słowa. Całe dnie spędzała na szorowaniu kamiennych podłóg, noszeniu ciężkich koszy z drewnem i słuchaniu, że jest tylko niepotrzebnym ciężarem. Najgorsze były jednak wieczory, gdy chłód wdzierał się przez nieszczelne okna jej małej komórki pod schodami, a krewni rzucali w jej stronę spojrzenia pełne niechęci. Elma czuła, że jeśli zostanie tu jeszcze trochę, jej własne serce zamieni się w bezużyteczny, zimny kamień.

Miała jednak swój sekret. Pod siennikiem ukrywała starą, poszarzałą mapę i mały, szklany odłamek, który znalazła kiedyś w lesie. Gdy patrzyła przez niego na płomień świecy, światło załamywało się pod dziwnym kątem, tworząc lodowate, błękitne iskry.

– Gdzieś tam jest – szeptała, tuląc bose stopy do piersi. – Lodolandia. Kraina, o której opowiadała mi mama. Tam zima nie rani, lecz chroni. Tam nikt nie krzyczy.

Wiedziała, że musi uciec. Czekała tylko na noc, w której mróz będzie tak silny, że zamrozi nawet strach.

ROZDZIAŁ 2: Ucieczka przez zamarznięty las

Ta noc nadeszła w połowie stycznia. Wichura wyła za oknem tak głośno, że całkowicie zagłuszyła skrzypnięcie drzwi komórki. Elma, ubrana jedynie w za krótką sukienkę i stary, podszyty wiatrem wełniany płaszcz, przemknęła przez ciemną kuchnię. Na stole zostawiła nietknięty kawałek suchego chleba – nie chciała brać ze sobą niczego, co należało do tego złego domu.

Gdy pchnęła ciężkie rygle drzwi wejściowych, lodowaty podmuch uderzył ją w twarz, niemal zapierając dech w piersiach. Nie cofnęła się jednak ani o krok. Ruszyła przed siebie, wprost w ciemną ścianę lasu, która majaczyła na skraju wrzosowiska.

Śnieg sięgał jej do kolan. Każdy krok wymagał ogromnego wysiłku, a mróz boleśnie kąsał jej dłonie i policzki. Wokół niej drzewa trzeszczały od zimna, brzmiąc jak żywe istoty, które ostrzegają ją przed niebezpieczeństwem. Elma szła przed siebie, kierując się intuicją i blaskiem gwiazd, które tej nocy świeciły wyjątkowo jasno.

– Nie wrócę – powtarzała sobie, a w jej głosie, mimo drżenia, brzmiała ta sama niezłomna siła, jaką mieli Jonatan i Karol z opowieści o Lwim Sercu. – Choćbym miała zamienić się w sopel lodu, nie wrócę tam.

Po godzinach marszu, gdy jej siły zaczęły słabnąć, a nogi stały się ciężkie jak z ołowiu, las nagle się przerzedził. Elma dotarła do krawędzi głębokiego, skalistego wąwozu. Na jego dnie, w poświacie księżyca, lśniło coś niezwykłego – zamarznięte, idealnie gładkie jezioro, które wydawało się świecić własnym, wewnętrznym, błękitnym światłem.

ROZDZIAŁ 3: Przejście przez błękitną taflę

Elma zsunęła się po zaśnieżonym zboczu na brzeg jeziora. Gdy jej zniszczony but dotknął tafli, lód nie zatrzeszczał. Był twardy jak diament i czysty jak kryształ górski. Dziewczynka podeszła na sam środek czarownego lustra.

Wyciągnęła z kieszeni szklany odłamek i uniosła go do góry, patrząc przez niego na księżyc w pełni. W tym ułamku sekundy stało się coś niezwykłego. Świat wokół niej ucichł. Wiatr przestał wyć, a płatki śniegu zawisły w powietrzu, jakby czas na moment się zatrzymał.

Pod jej stopami, w głębi lodu, zaczęły zapalać się tysiące małych, błękitnych gwiazd. Tworzyły one świetlistą ścieżkę, która wiła się w dół, w głąb zamarzniętej wody. Elma poczuła, że lód pod nią przestaje być barierą – stał się miękki i przejrzysty jak gęste powietrze.

Nie czuła już strachu. Poczuła ogromną, bezgraniczną ulgę. Zamknęła oczy, zrobiła jeszcze jeden krok przed siebie i zaczęła powoli opadać w dół, otulona błękitnym, świetlistym blaskiem, który zamiast ziębić – ogrzewał jej zmęczone ciało.

ROZDZIAŁ 4: Lodolandia

Kiedy Elma otworzyła oczy, nie było już ciemności ani złego domu na wrzosowisku. Leżała na miękkim, puszystym śniegu, który nie topniał pod wpływem ciepła jej dłoni, lecz mienił się wszystkimi kolorami tęczy.

Nad nią rozciągało się seledynowe niebo, po którym tańczyły zielone i fioletowe wstęgi zorzy polarnej. W oddali strzelały w górę majestatyczne, kryształowe wieże zamków, które wyglądały, jakby wyrzeźbiono je z najczystszego lodu. Powietrze pachniało czystością, wolnością i miętą.

Elma wstała. Ku swojemu zdumieniu zauważyła, że jej stary, potargany płaszcz zmienił się w piękną, śnieżnobiałą szatę tkanką z lodowych nici, która lśniła przy każdym ruchu. Jej dłonie były ciepłe, a w piersi czuła lekkość, jakiej nie doświadczyła nigdy wcześniej.

Zza najbliższych, oszronionych drzew wyłoniła się postać – wielki, biały niedźwiedź o mądrych, głębokich oczach, na którego grzbiecie siedział mały chłopiec w srebrnej zbroi. Skłonił się przed nią nisko.

– Witaj w Lodolandii, Elmo Lwie Serce – powiedział chłopiec, a jego głos był pełen ciepła i szacunku. – Czekaliśmy na kogoś o tak odważnym i czystym sercu. Tutaj nikt cię już nie skrzywdzi. Jesteś w domu.

Elma spojrzała na kryształowy zamek, potem na swoje jasne szaty i po raz pierwszy od wielu lat uśmiechnęła się całym sercem. Wiedziała, że jej długa, samotna podróż właśnie dobiegła końca.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania