Poprzednie części: seria limitowana
seria limitowana 14
Człowiek wchodził na wyżyny latami nie raz
Z radością nie widząc kreatywności szału
Zaścianek odżywa nad lekkością malejącego cierpienia
Jestem pełen witalności dostrzegając taniec anioła
Rozkwita następny duch rozmiaru arbuza
Jeszcze wcześnie by rozwinąć skrzydła
Komentarze (49)
Bob, no ładne to jest.
Dobrze napisane , nic dodać nic ująć :)
Zdarzenia z życia monarchy i jego poddanych.
W noworoczny poranek roku 1997 telewizja tradycyjnie wyemitowała wiedeński
koncert noworoczny.
Był to występ Orkiestry Filharmoników Wiedeńskich.
Zakończył go " Marsz Radetzkyego", którego kompozytorem
jest Johann Strauss Starszy.
P wysłuchaniu tego wspaniałego koncertu przyszły mi na myśl
czasy austriackie, a zwłaszcza czasy panowania przedostatniego
władcy monarchii - cesarza Franciszka Józefa I, o którym jako
dziecko wiele słyszałem od starszych.
Okres rządów tego cesarza wspominany był zwykle jako dobry dla
poddanych monarchii, w tym również dla Polaków, którzy od pierwszego
rozbioru Polski znaleźli się e granicach Austrii.
O tamtych czasach przypomina również Leszek Mazan w swojej
pięknie wydanej książce " Zdarzenia z życia naszego monarchy"
Między innymi przytacza w niej anegdotę o wielkiej awanturze, która
wynikła z tego, że cesarza tu i ówdzie nazywano " starym pierdołą"
Dopiero poloniści z Krakowa, profesorowie Łoś, Nitsch i Rozwadowski,
wyjaśnili cesarzowi, ze określenie to oznacza " dobrotliwego staruszka"
i to monarchę i jego otoczenie udobruchało, a wręcz zadowoliło.
Ja tamtych czasów nie pamiętam - urodziłem się na parę tygodni przed
wybuchem I wojny światowej.
Ale kiedy chodziłem do gimnazjum, to nieraz prosiliśmy naszego profesora,
Franciszka W., aby nam coś o cesarzu opowiedział, mając nadzieję, że
odsunie to od na nas widmo odpytywania.
Któregoś dnia profesor przypomniał sobie taka historię:
Kiedy byłem w wojsku i służyłem w 45 Pułku Piechoty Austriackiej
powołano mnie do odbycia manewrów z oddziałami z Przemyśla,
Rzeszowa i Jarosławia.
W ostatni dniu, w odczyszczonych mundurach, ustawiono nas kompaniami
na Błoniach i tam mieliśmy czekać na przejazd jakiegoś generała.
Po chwili oczekiwania usłyszeliśmy turkot kół i oczom naszym ukazał się
wspaniały powóz, z którego - ku naszemu zdziwieniu - wysiadł cesarz
Franciszek Józef I.
Orkiestra grała " Marsza Radetzky ego", myśmy stali wyprężeni, a na
dany znak trzykrotnie wznieśliśmy okrzyk "Niech żyje".
Tymczasem cesarz zaczął przechadzać się między szeregami,
co jakiś czas zatrzymując się przy którymś z żołnierzy.
Zatrzymał się także przede mną i zapytał: "Jakie jest twoje imię
i nazwisko żołnierzu?"
Odpowiedziałem: "Nazywam się Franciszek W."
"A to dobre" - odparł cesarz i się uśmiechnął.
- Ja Franciszek i ty Franciszek, d dziś będziemy mówić sobie przez ty."
Do dziś nie wiem, czy to opowiadanie było prawdziwe.
Za to historia następna z całą pewnością wydarzyła się naprawdę.
W Zagórzu mieszkała rodzina Kisiołków, od dziada-pradziada
nafciarzy.
Około roku 1905 obok domu tej rodziny rozpoczęto budowę
kilku innych, co z biegiem czasu coraz bardziej utrudniało
Kisiołkom dojście do swojej realności.
Właściciel domu skarżył się władzom miejscowej gminy i
pisał skargi do starostwa miasta, ale to nie pomagało.
Dlatego też po jakimś czasie, nie mając dojścia ani dojazdu
do swego domu, wobec braku reakcji władz na jego zażalenia,
postanowił zwrócić się z prośbą o pomoc w tej sprawie do
cesarza austriackiego Franciszka Józefa I.
Sprawę opisał w języku niemieckim i przesłał list do kancelarii
cesarskiej w Wiedniu.
Po kilku tygodniach w zalakowanej kopercie z godłem państwa
austriackiego nadeszła odpowiedz.
Było to uprzejme zaproszenie do przyjazdu w wyznaczonym dniu
do Wiednia i do zgłoszenia się w kancelarii cesarskiej.
Cała rodzina treścią pisma była zaszokowana, ale gdy nadszedł
wyznaczony dzień, Kisiołek, wraz z małym..,
dziesięcioletnim chyba, synem Władysławem wyjechał pociągiem
z Zagórza przez Łupków do Wiednia.
Dodam jeszcze, ze z treści listu wynikało, iż mają prawo do
bezpłatnego przejazdu w obie strony wagonem klasy I.
W Wiedniu na stacji czekał na nich urzędnik cesarski, który
"wyłapywał" z pociągu przyjeżdżające zaproszone osoby...
i dorożką dowoził do pałacu monarchy - Hofburga. Tam umożliwiano
im skorzystanie z umywalni, potem zaś zostali...
zaproszeni na śniadanie do pięknej jadalni. Młody Kisiolek z apetytem
zajadał się ciastkami, które poodsuwał im lokaj
Po śniadaniu pojawił się urzędnik kancelarii i zaprowadził przybyłych
do sali audiencyjnej, do której wiodły wspaniale schody.
Wszędzie na ścianach, poza bogatą dekoracją, wisiały
wspaniałe obrazy w złoconych ramach
Kiedy zjawił się tam elegancko ubrany mistrz ceremonii,
ustawił przybyłych w półkole wedle sporządzonej listy,
a jednocześnie poinformował ich o tym, jak należy się
zachowywać podczas audiencji.
Zaznaczył, że nie należy nic mówić, aż do czasu,
kiedy cesarz sam o coś zapyta.
Po długiej chwili oczekiwania otwarto szerokie drzwi i do
sali wszedł sam cesarz. Ubrany w biała...
bluzę z orderem i w czarne spodnie z lampasami, był szczupły,
dystyngowany i miał bardzo miły głos.
Na powitanie skinął głową na prawo i lewo, i od razu
podszedł do pierwszego petenta.
Obok cesarza stał sekretarz czy też adiutant z okazałą księga
w ręce, z której wyczytywał nazwiska przybyłych i...
Teraz będziesz tutaj pisał monologi?
Fantastycznie!
Duch wielkości arbuza mnie przywalił i nie kogę się pozbierać. :(
nie mogę
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania