Serum cz.1
W czasie snu można przezyc duzo ciekawych rzeczy. Wspomnień, bo tym głównie operuje mózg podczas snu, złączonych w nie zawsze spójne wydarzenia. Widzimy wtedy różnych ludzi, przedmioty i miejsca ktore zapamiętał nieświadomie nasz umysł. Podobno w czasie snu swiadomego, można nawet na własne życzenie się obudzić. Nie zawsze tak jest lub.. nie zawsze to sen.
Obudził mnie stukot cięzkiego metalu. Nie podniosłem się od razu, było ciemno, bolała mnie głowa a na dodatek nie wiedziałem gdzie jestem. Impreza u Jacka, pomyślałem i lekko się usmiechnąłem. Tam wczoraj byłem z racji rozpoczęcia wakacji i zorientowałem się, że.. nic nie pamiętam. Dziwne biorąc pod uwagę, że tego wieczoru skusiłem się na tylko jednego drinka. Miałem zawroty głowy przez co wydawało mi się że łóżko się kołyszę. Usłyszałem głośniejszy stukot, albo dopiero na prawdę się obudziłem. Ból glowy był tak silny, że pozbawiał mnie ochoty na otwarcie oczu i wogóle cokolwiek. Coś mi dosypali, pomyślałem powstrzymując odruch wymiotny który zmusił mnie do spojrzenia na podłogę. Wsłuchałem się w stukut otwierając oczy nieco szerzej.
- Co jest ?! - wrzasnąłem, poderwałem się z całych sił i runąłem na podłogę. Z niewiadomych mi przyczyn nie miałem siły ustać na nogach.
- Coś mi dosypali.. - ta myśl znów przewinęła mi się przez głowę. Nie wiele można zobaczyć z perspektywy leżącej tym bardziej, że upadek wzmożył piekielny ból glowy a oczy znów samoistnie się zmrużyły. Teraz słyszałem stukot jakby przez filtr wodny i miałem zbyt wiele chaotycznych myśli na raz żeby sobie przypomnieć skąd go znam. Podłoga również się kołysała ale szybko doszedłem do wniosku, ze mogą być to skutki uboczne.
- spokojnie Jed.. tylko spokojnie.
- Wziąłem głęboki wdech i podparłem się rękoma podłogi aby ocenić czy dam radę się podnieść. W głowie miałem teraz dziwny szum, który powodował silne zdekoncentrowanie lecz mimo tego udało mi się unieść i usiąść na łóżko. Teraz nie wydawało się już tak ciemno. Rozejrzałem się powoli, byłem w małym pomieszczeniu z wąskimi drzwiami,cdwoma długimi siedzeniami ustawionymi równolegle do siebie tuż przy zasłoniętym oknie i małym chowanym w boczną szafkę łóżku. Teraz stukot metalu był wyraźniejszy a ja w końcu zrozumiałem.
- Do licha.. Jestem w pociągu. Ale co ja tu .. to pewnie jakiś glupi żart jacka i reszty - przerwałem sam sobie - Wsypali mi coś do drinka i wsadzili tu. Pewnie są gdzies w innym wagonie.
- Teraz czoło marszczyło mi się ze złości. Wstałem podpierając się ścian bocznych i złapałem za rozsuwane drzwi przedziału które prowadziły na korytarz. Było pusto. Głowa jakby trochę przestała boleć, pozostał tylko szum w uszach. Ruszyłem korytarzem do sąsiedniego przedziału który okazał się pusty. Kolejny - pusty. Następne dwa także.
- Dziwne.. - burknąłem ze zdziwieniem i ruszyłem dalej. Przetrząsałem wagon po wagonie praktycznie w biegu z nadzieją, że kogoś zastanę. Nagle zrobiło się ciemno. Serce niemal wyskoczyło mi z klatki piersiowej, oddech stał się ciężki i nie potrafiłem go opanować. Trwało to może kilka chwil ale wierzcie mi, że w mojej głowie zdążyły pojawić się myśli rodem z horroru. Nagle znow zrobiło się jasno a ja po dość szybkim badaniu wzrokowym zorientowałem się ze stoje w ostatnim wagonie. Ogarnęła mnie niepewność kiedy polożyłem rękę na szybie zablokowanych drzwi za którymi roztaczał się widok oddalającego się tunelu. Musiałem zebrać myśli a przyznam, że w tamtym momencie nie należało to do rzeczy najłatwiejszych. Nagle wpadła mi do głowy kluczowa myśl
- konduktor ! - przecież ktoś musi ten pociąg prowadzić. Ruszyłem biegiem przez korytarz mijając jak szybko zliczyłem dwanaście oddzielonych od siebie drzwiami, pustych wagonów. Przed wejściem do kabiny sterowniczej był mały przedsionek wyposarzony w szafki po dwóch stronach i o mały włos z pośpiechu nie zderzyłem się z jedną z nich. Drzwi były nie wielkie, przez małą szybkę ujrzałem starszego smuklego pana wyposażonego w niebieski kombinezon i czapkę z krótkim daszkiem która przypominała cylinder. Kiedy starałem się zwrócić na siebię jego uwagę krzycząc i waląc w drzwi on zajmował się wciskaniem kilku z kilkudziesięciu guzików na desce sterującej.
- Nie słyszy mnie - rzuciłem pod nosem. - Walnąłem pięścią w szybę. Ogarnęła mnie złość.
- MOŻE ! - uniosłem głos jednocześnie uderzając w drzwi do kabiny.
- JESTEŚ ! GŁUCHY ! - wrzasnąłem. Było to możliwe, czytałem że czasem linie kolejowe zatrudniały przygłuchych konduktorów, bo na ich stanowisku pracy słuch nie stanowił aż tak dużego znaczenia. Ale wtedy o tym nie myślałem zauważyłem sporą gaśnice tuż obok drzwi i bez namysłu za nią złapałem. Rozległ się trzask pękającego szkła pod mocnym kanciatym spodem gasnicy a ja od razu otworzyłem zamek przekladając rękę miedzy ostrymi kawałkami szyby. Wparowałem do środka, rozejrzałem się ale nikogo tam nie było. Ciężko opisać co wtedy poczułem.. tak jakby złączyc zdziwienie, przerazenie, niedowierzenie i strach w jedno uczucie. Nawet nie wiem kiedy znalazlem się na podlodze. Sam w pędzącym pociągu.. Tylko dokąd ?.
- Wstawaj Jed ! - zerwałem się z łóżka. Jeszcze nigdy tak sie nie cieszyłem na widok mojego starszego brata, wysokiego smukłego bruneta o krótkich włosach, w dresowych wytartych spodenkach. - jak możesz spać do poludnia w pierwszy dzień wakacji ?
- Może właśnie dlatego, że to ten dzień - odpowiedziałem jeszcze ospały - miałem dziwny sen - zamyśliłem się rozciągając ręcę.
- Ja zawsze takie mam, gotowy na imprezę u Jacka ?
- Otuż to. - oboje wymieniliśmy uśmiechy a terry zniknął za drzwiami. Znalazłem się w kuchni, czas szybko leciał. Brat przygotowywał coś co miało pełnić rolę obiadu. Od śmierci rodziców to na niego spadły wszystkie obowiązki a ja, oczywiście w miare możliwości go w tym wspierałem.
- Kiedy zjemy, pójdziemy do marketu, musimy zrobic małe zakupy na imprezę. - Skinąłem głową przyglądając się jak nakłada papkę na talerz. Może nie był mistrzem kuchni ale nigdy nie wybrzydzałem. - Pozmywasz poźniej ? - taka była kolej rzeczy. On gotuje, ja zmywam. - Jasne - chociaż nie ukrywam że tego nie znosiłem - chodzmy już.
Wyszliśmy z domu, ruszylismy wąską aleją w stronę głownej drogi. Montrees nie było co prawda dużym miastem ale ruch był tu na podobnym poziomie a mieszkanie tuż przy centum, mimo że tanie miało swoje minusy. Market znajdował się dwie ulice dalej. Dotarliśmy do przejścia na drugą stronę.
Gdy przechodzilismy, bylem tuz za terrym gdy obracając glowę spostrzegłem tuż przed sobą pędzący samochód. Pisk opon, krzyk terrego, zacisnąłem powieki z przerażenia. Nagle nastała całkowita cisza, gdy otworzyłem oczy byłem lekko zdezorientowany. Ujrzałem guziki, wajchy i liczniki - zasnąłem siedząc na podłodze w kabinie sterującej pociągu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania