SIEDEM MASEK

Druga trzydzieści, godzina między psem a wilkiem,

gdy śmierć rozchyla uda, a odrodzenie szczerzy kły.

Noc rzyga metalem, pod skórą wyje mechaniczna bestia,

serce tłucze się o żebra jak więzień skazany na rozbiórkę.

Rozbijam lustro, niech posłuszeństwo wykrwawi się na kaflach,

krwią smaruję usta, połykam odłamki własnego milczenia

i przechodzę przez szkło, zostawiając dawną siebie na rzeź.

Na ścianie siedem twarzy, siedem wyroków wykutych w kolorze.

Różowa iluzja zszywa pęknięty sen złotą nicią kłamstwa.

Woal zaciska się na oczach, bym widziała wszystkich,

nie będąc widzianą.

Kamienne milczenie obrasta lodem tam,

gdzie człowiek zostawił zęby.

Ukryte oko pożera ciemność,

licząc cudze drżenia pod skórą.

Zielony smutek wypluwa poranek,

a purpura zamyka chaos na kłódkę.

Ognista prawda szczerzy dziecięce kły

i każda z tych twarzy zna moje imię.

Stoję przed nimi, a pod skórą

coś jeszcze próbuje wyrwać się na powierzchnię.

Róż obiecuje mi spokój,

kamień, że już nigdy nie zaboli,

purpura zna wszystkie sposoby milczenia,

a ogień pamięta dziecko,

które chciało tylko wyjść z tego miejsca bez szwanku.

Nie wyciągam ręki.

Za plecami lustro zaciska szklaną ranę.

Na dłoniach stygnie krew,

a siedem twarzy nieruchomieje,

jakby czekały na gest,

który pozwoli im wejść pod moją skórę.

Ale ja nie zakładam żadnej.

Nie różu, który pudruje rozkład.

Nie kamienia, który udaje kręgosłup.

Nie ognia, który musi płonąć,

żeby udowodnić, że jeszcze nie umarł.

Stoję.

Jakbym na kogoś czekała.

Jakby ktoś miał dopiero przejść przez lustro.

Jakby brakowało tu jeszcze jednej twarzy

tej, której nie potrafię sobie przypomnieć.

Jakby ta historia nie była zamknięta,

lecz dopiero zbierała oddech

w ciemnym gardle świata.

I stoję u wejścia,

z krwią na dłoniach,

z sercem wyjącym w piersi.

Nie wiem, kto przyjdzie pierwszy:

on, ona

czy ta część mnie,

którą zostawiłam po drugiej stronie.

Wiem tylko jedno.

Przekroczyłam próg.

Nie ma już drogi do tamtej kobiety.

A tutaj świt nie przynosi przebaczenia.

Tutaj świt zawsze jest krwawy.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania