Siłownia

Pomimo upływu wielu lat od dnia urodzenia, praktycznie we mnie niewiele się zmieniło, a zwłaszcza to, że dalej jestem głupi i naiwny. Nawet nie próbuję usprawiedliwić swojej dziecinnej naiwności, ponieważ tak łatwo mną manipulować i podpuszczać do robienia czegoś, co sprawia później przykrość.

Zawsze coś ma początek i koniec, lecz zacząć jest znacznie łatwiej i szybciej niż doprowadzenie do szczęśliwego zakończenia. Można jeszcze w trakcie realizacji się poddać i ze skulonym ogonem powrócić, choćby nie dosłownie tylko w przenośni, lecz fakt zaistnienia pozostanie.

Zwichnięcie w kostce nastąpiło przez pozostawienie czegoś śmierdzącego na chodniku i nie sprzątnięcie przez właściciela czworonoga. Gdybym dorwał wtedy drania lub ją z pewnością nogi z dupy powyrywałbym, a jak nie to udusiłbym, taki byłem wściekły. Salta, jakiego podczas upadku wykonałem z pewnością nie powstydziłby się najlepszy akrobata, tylko on z takich popisów cyrkowych wychodzi bez szwanku. Natomiast ja mocno poobijany po oczyszczeniu ubrania, wylądowałem w gabinecie lekarskim. Mężczyzna w białym fartuchu od razu nie spodobał mi się, ponieważ był inny od tych, z jakimi miałem dotychczas do czynienia. Tamci spojrzeliby przelotnie na mnie, tylko po to żeby stwierdzić, że zajmuję niepotrzebnie przestrzeń gabinetu i siląc się na wysiłek powiedzieć.

- No i co tam?

Wtedy ja przeszukując zakamarki pamięć opowiedziałbym o przykrości, jaka mnie spotkała na chodniku i gdzie odczuwam ból po upadku. Jednak ten lekarz musiał przechodzić szkolenie w szpitalu klinicznym w serialowej Leśnej Górze, lub naoglądał się popularnych tasiemców o ratowaniu chorego.

Jednak ten odmieniec, kobiecie przydzielonej mu do pomocy i przykutej niewidzialnym łańcuchem, ponieważ nikt z własnej woli nie pracuje za tak marne pieniądze, polecił wykonanie u mnie kilku badań. Chudzina chcąc zadowolić chłopa, pchała po kilku korytarzach z wielkim trudem wózek, na którym dla wygody personelu medycznego mnie posadzono. Szybko wyszedł u niej syndrom niedożywienia, przez to zasapała się i spociła z niewielkiego wysiłku fizycznego. Żal mi było patrzeć na nią, nie dość, że kobita w wieku emerytalnym to na niej tylko skóra i kości. Nie zauważyłem najmniejszego kawałka kobiecego ciała, gdzie można by było oko zawiesić.

Na badaniach okrutnie mnie wymęczyli, aż wyłem z bólu. Dopiero, gdy mało nie zemdlałem, z powrotem przywieźli do gabinetu, z którego rozpocząłem zwiedzanie szpitala. Jednak wózkowym był już facet, tamta sierotka padła, lub urwała się z łańcucha i prysła. Nigdzie jej w pobliżu nie było widać, więc lekarz musiał teraz pracować za dwie osoby i nie mógł nikomu niczego nakazać. Radość moja trwała krótko i kiedy miałem nadzieję na usłyszenie słów.

- Może pan tym wózkiem jechać do domu, opłatę za wynajęcie naliczymy przy zwrocie.

Ten wyskoczył ze standartową formułką.

- Proszę nie palić, pić i konieczna jest w pana przypadku redukcja wagi ciała?

- Pierwszy zarzut mogę od razu obalić, nastała wiosna i centralne wygasiłem aż do jesieni nie będę palił. Jednak na zabronienie mi picia się nie zgadzam, ponieważ nie jestem wielbłądem i pić muszę. Alkohol stale spożywam tylko po posiłku dla lepszego trawienia.

- Patrząc na pana tuszę przypuszczam, że pan stale je i pije?

- O przepraszam, czasami sypiam – odpowiedziałem wyraźnie zły na nietaktowne docinki i wypominanie tuszy.

- Pozostaje panu ostatnia deska ratunku, przed szybkim zejściem, koniecznie trzeba zmniejszyć i to drastycznie wagę ciała. Wyniki nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości, najwyżej za dwa lata zostanie pan klientem najbardziej zaprzyjaźnionych zakładów ze służbą zdrowia – powiedział rozbawionym tonem.

- Jakie zakłady ma pan na myśli?

- Tylko takie świadczące ostatnie usługi, a jak jeszcze dziś podpisze pan umowę, dostanie pan w ramach promocji trzydzieści trzy procent rabatu.

Oblał mnie zimny pot i nie wywołał go ból towarzyszący usztywnianiu kostki. Nic tak dobitnie nie potrafi przemówić do wyobraźni przyszłego klienta zakładów pogrzebowych, jak wizja trumny o rozmiarze XXXL z dostawką na niemieszczącą się w części zasadniczej resztę ciała. Będąc pod wpływem własnej wyobraźni nieopacznie wyraziłem chęć zadbania o własną kondycje fizyczną. Wtedy nawet nie przypuszczałem, że będę bardzo żałował zawartej w pospiechu umowy.

Lekarz wzorem poczty polskiej chcąc polepszyć swoją sytuację materialną, w czasie wizyty świadczył dodatkowe usługi. Można było u niego podpisać umowę z zakładami ostatniej szansy, przedłużyć umowę na świadczenie usług radiowo telewizyjnych i telefonicznych, zakupić bilety na imprezy sportowe, kulturalne, oraz lotnicze. W swoim nieograniczonym arsenale posiadał też karnety do siłowni i z tego skorzystałem. Umowa prawie identyczna jak wszystkie obecnie będące w obiegu na terenie kraju, zawierała wpis niekorzystny dla klienta.

Składając podpis w rubryce nabywca, podobnie jak inni, nie zapoznałem się dokładnie z treścią umowy i klamka zapadła. Usługa zaczęła obowiązywać już od północy i przypomniał mi o tym automat, dzwoniąc. Odebrałem pierwsze połączenie i nie potraktowałem go poważnie, drugie było po piętnastu minutach i kolejne w takich samych odstępach czasowych. Już po dziesiątym nie mogłem spać, a informacja o naliczeniu pięćsetzłotowej kary za niestawienie się do siłowni, podziałała bardziej ożywczo niż zimny prysznic. Miałem możliwość ją anulować pod warunkiem odbicia karty klienta do piętnastu minut w automacie przy drzwiach wejściowych.

Nie traciłem czasu na przebranie, w piżamie i na boso z pomocą laski gnałem nocą po ulicach miasta. Ostatkiem sił i momencie dopadłem do czytnika, z zadowoleniem wcisnąłem w niego karnet. Szybko usłyszałem sygnał otwarcia i informację o anulowaniu kary. Jeszcze musiałem wejść do środka by odbić wejściówkę na wyjście i spokojnie mogłem wracać do domu. Droga powrotna bardzo mi się dłużyła, jednak jakimś cudem dowlokłem się.

Automat pilnujący mnie i trzymający na łańcuchu, pozwolił mi na wylegiwanie się na podłodze w przedpokoju do południa, a później znowu zaczął mi grozić. Kolejny bieg na siłownię był trudniejszy niż ten pierwszy, stale towarzyszył mi ból kostki i zakwasów. Jeszcze podczas wysiłku przypomniałem sobie, że wcześniej miałem żyć jeszcze dwa lata, teraz najprawdopodobniej do końca tygodnia nie dociągnę i w taki sposób wyląduję tam gdzie miałem.

Niestety nie był to koniec użalania się nad sobą. Kiedy wszedłem na salę pełną różnego sprzętu, przeznaczonego do wymyślnych tortur, dostrzegłem kilka zgrabnych, szczupłych dziewczyn, które intensywnie ćwiczą i nie widać u nich wysiłku. Cholery bezczelnie patrzyły na mnie i ze śmiechem komentowały mój wygląd. Chcąc przynajmniej nie spoglądać im w oczy z wysiłkiem wdrapałem się na jakieś ustrojstwo i jak tylko nim poruszałem, już wiedziałem, że optymistycznego wariantu, jaki przed wejściem do słowni przyjąłem, chyba nie dotrzymam, wykituję maksymalnie jutro.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Okropny 26.04.2017
    Szkoda, że rozkręciłeś się tak późno (lekarz z karnetem) i potem tak niewiele zostało. Ogólnie - jest potencjał, człowieku
  • motomrówka 26.04.2017
    Jeśli to fragment większej całości - czekam na więcej. Pojechałeś fajnym absurdem, szkoda by było gdybyś jutro wykitował. Cóż, jak mówią ucywilizowani inaczej - shit happens. Ode mnie 5.
  • KarolaKorman 01.05.2017
    ,,- Jakie zakłady ma pan na myśli?'' - tu padłam :)
    Z humorem podszedłeś do całej tej historii. Psia kupa, piruet, opis pielęgniarki, siebie i całego tego zamieszania. Może wcale nie miało być to śmieszna, ale czytałam z uśmiechem. 5 i nie umieraj, olej siłownię :)
  • Pasja 01.05.2017
    Lekarz był bardzo przedsiębiorczy, zapewniał swoim pacjentom kompleksowy cykl badań i rehabilitację. Człowiek head & shoulders. Fajny pazur i pokazanie naszej służby zdrowia. Pozdrawiam serdecznie 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania