Siodłata

Rytm pijanego konia, gwizdy podpitych, mordujące bezruch skrzypce. Zapętlenie. Wyzwalająca moc karuzeli. Tnący drewno niestrudzony bas. Fastrygowane dźwięki. Wątpliwa trzeźwość, nikła świadomość. Pieszczona oparzonymi stopami zahipnotyzowana błona - czujny uczestnik potańcówki. Jarmarczny Lublin. Miała zamknięte oczy, gdy prowadziłem ją pomiędzy miniaturowymi imitacjami tornad. Uśmiech na smaganej innymi warkoczami twarzy. Oto zwieńczenie dnia zatwierdzone rozgrzanymi do czerwoności podeszwami. Oto ona, ukochanie wplątane w zachłanne kłącza pląsu. Oblana rumieńcem, pachnąca wakacyjnym ogniskiem. Miłość - jeśli istnieje - była tam.

 

Każdy zalążek posiada jakieś perspektywy. Wielki Praplemnik przypomina wyplutą żelatynę. Kiedy wybucha w Hiroszimie i Nagasaki, chce nakarmić swe potomstwo sobą. Wszczepić im potrzebę pędu. Niezniszczalny, pancerny wieloryb.

Przekazywanie, nawet nacechowane przypadkiem - uzbrojone jest w tajemnicę. Dzięki niej przeobrażamy się w podszytego czujnością uciekiniera. Porzucony przez niego świat tonie w stęchliźnie. Ten oczekiwany - w nimbie. Nowość, jakość. Podążajmy za gwiazdą!

Cisza. Batystowa płachta na byka. Jej wyjaśniające spojrzenie. Wtedy zrozumiałem, że przeznaczeniem tiulowych, satynowych, tych drugich skór - piór kiecek, jest szafa. Kir. Komoda. Nasz nowy wspaniały świat. Ktoś zaanonsował, ktoś zełgał.

A miesiąc wcześniej?

Obserwowaliśmy drożdżowe ciasto. Dłoń w zetknięciu z materiałem nie natrafiała na śladowe ilości tłuczonego szkła. Poślizg kontrolowany. Piaskarki zaspały w zaciszu domowym utkanym z pieluch. Ślisko - słodko.

- Kurwa szatana - zostało wysączone w nocy, w skuleniu, oświetleniu księżycowym. Z zimną precyzją wykreślała błędy swojego opowiadania. Na czerwono. Na krwawo. Potem wzięła moje. Wyrzucając śmieci przypominała inkwizycję. Jej serce.

Trwałem beznadziejnie. Knajpy, mordownie, lokale, bary i speluny. Maraton intoksynacji, błoto. Suchy kołnierzyk, zgnieciony żołnierzyk. Kadm w miejscu serca. Kasacyjne dojrzewanie bólu.

W Cipkach i Poroninie dorzynaliśmy przeszłość. Berbeć wojny - ostateczne starcie, część osiemdziesiąta trzecia. Watahy rozjuszonych mołojców miażdżone bezlitosnym trepem. Założenie: nie bierzemy jeńców, kończymy się jak Metallica wydająca pierwszy album, wysadzamy pusty pociąg do Dachau. Zrzucamy zmurszałe, pomarszczone powłoki. Uskuteczniamy skoki wzwyż na trampolinowym popiele albo popielatej trampolinie. Wówczas oswojone wadery podchodzą blisko. Z ich oczu spadają łuski płochliwego sadyzmu. Nie bój. Nie bój a podbój.

Kapela grała. Ciało przy ciele, daleko za muzyką, porzuceni, wyrzuceni, wyczerpani, udręczeni eksplozją minionych ruchów. Zapadając się w siebie, zlizywaliśmy cukier potu, my i tylko my. Słoma włosów w ustach, szepty o tym jak bardzo. Wygraliśmy. Duże szepty.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Absolutnie cudowny tekst. Tak mnie oczarowal, jak dawno zaden. Żonglowaniem barokowymi ornamemtami słownictwa z nadludzką zręcznością i niewymuszonym wdziękiem.

    To piękne:
    ,,mordujące bezruch skrzypce"

    ,,Każdy zalążek posiada jakieś perspektywy. Wielki Praplemnik przypomina wyplutą żelatynę. Kiedy wybucha w Hiroszimie i Nagasaki, chce nakarmić swe potomstwo sobą. Wszczepić im potrzebę pędu. Niezniszczalny, pancerny wieloryb.

    Przekazywanie, nawet nacechowane przypadkiem - uzbrojone jest w tajemnicę. "




    To tak niesamowite, ze brak slow:

    ,,- Kurwa szatana - zostało wysączone w nocy, w skuleniu, oświetleniu księżycowym. Z zimną precyzją wykreślała błędy swojego opowiadania. Na czerwono. Na krwawo. Potem wzięła moje. Wyrzucając śmieci przypominała inkwizycję. Jej serce.

    Trwałem beznadziejnie. Knajpy, mordownie, lokale, bary i speluny. Maraton intoksynacji, błoto. Suchy kołnierzyk, zgnieciony żołnierzyk. Kadm w miejscu serca. Kasacyjne dojrzewanie bólu."
  • jolka_ka 21.01.2019
    Niesamowicie utkane.
  • Wrotycz 21.01.2019
    Tytuł przyciągnął. Kwintesencja połączenia prozy i poezji. Historia w metaforyce skojarzeń, przybliżeń.
    Świetna proza poetycka w rytmie niepozwalającym się oderwać od linijek.
    Bardzo, bardzo... brawo!
    Przedstawienie uczuć językiem nieumarłym w banalności zużytych po wielokroć słów.
    5!
    Pozdrawiam, zazdroszcząc po całości.
    Dziękuję.
  • Canulas 21.01.2019
    Jest ostatnio na Ciebie popyt i... naprawdę: kaptury z głów. Utkane przednio.
  • pkropka 15.02.2019
    Pięknie żonglujesz słowami. Zmuszasz do skupienia, nie da się przelecieć tego tekstu od tak. Albo wszystko, albo nic.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania