Skarbiec
Wstęp: Kontakt
Admirał James Worthington stał na środku swojego pomostu flagowego jako dumny człowiek. Miał prawo być dumny, najmłodszy admirał floty, na pokładzie najmłodszego ciężkiego krążownika, okrętu flagowego najpotężniejszej eskadry ciężkich krążowników tejże floty. Sześć pokoleń przodków służących w European Union Navy również patrzyło na niego z dumą. Jak przystało na wychowanka najlepszej uczelni wojskowej w Europie był również cierpliwy. Wiedział doskonale, że wszechświat jest uporządkowany i dający się zmierzyć, zważyć i zaszufladkować w odpowiedniej przegródce. Teraz jednak jego cierpliwość, z każdą chwilą malała. Powodem był kontakt wyświetlany na holoprojekcji taktycznej. Kontakt, który nie dość, że pojawił się bez ostrzeżenia dosłownie kilkadziesiąt kilometrów za ostatnim okrętem eskadry (co jak na warunki kosmiczne było w zasięgu splunięcia i to niezbyt energicznego) to jeszcze był naprawdę ogromny. Największe drednoty floty były przy nim nic nie znaczące. Jak tak potężny okręt pojawił się niezauważony przez żaden okręt eskadry nie było admirałowi wiadome. Drażniło to dumę i cierpliwość admirała. Okręt, który tak zirytował unijnego oficera miał 6 kilometrów długości, około 800 metrów szerokości, w kształcie zwężającego się ku dziobowi stożka. Powierzchnia była nieregularnie upstrzona różnymi wypukłościami. Sygnatura energetyczna wyskakiwała w ogóle ponad skalę i jeśli czegoś admirał Worthington był właśnie pewien to nie był to statek zbudowany przez człowieka. Ludzkość od ponad 300 lat wiedziała, że nie są sami we Wszechświecie, ale nigdy nie spotkano żadnego okrętu obcych w przestrzeni.
- uruchomić procedurę pierwszego kontaktu – zarządził
- procedura w toku – odpowiedział jeden z wachtowych na pomoście – brak odpowiedzi
- nadawać dalej, Panie Bruckner proszę powiadomić kapitana, że proszę o zdjęcie palców ze spustów. Strzelać będziemy tylko na mój rozkaz. – zwrócił się do swojego szefa sztabu.
- kapitan Ortega potwierdził rozkaz – odpowiedział Bruckner, nadal brak odpowiedzi, kontakt oznaczony jako Bandyta 1
Litanię rozkazów i odpowiedzi przerwał okrzyk jednego z wachtowych mostka kapitańskiego.
- kontakt zniknął – nowy kontakt 200 klików przed dziobem – mikroskok!
- potwierdzić! – rzucił kapitan Vincenzo Ortega
- SI potwierdza kapitanie – odpowiedział pierwszy oficer Kohut, to był mikroskok na odległość 200 kilometrów
- powiadomić admirała , że w przypadku konfliktu nie będę w stanie dogonić okrętu przeciwnika i skutecznie go namierzać.
- admirał już wie panie kapitanie – odpowiedział oficer – ma podgląd danych w czasie rzeczywistym
Fundamentalna zasada skoku grawitacyjnego głosiła, że nie można go próbować w pobliżu dużych źródeł masy w systemie planetarnym. Jak widać była to fundamentalna zasada dla ludzi, bo obcej techniki to nie dotyczyło. Nagle w jednej sekundzie zgasły wszystkie urządzenia i ekrany na mostku. Kilku marynarzy wpadło w panikę w kompletnej ciemności dopóki donośny głos kapitana nie zamroził wszystkich wokół
- spokój !!! siedzieć na miejscach ! Nie ruszać się. – rzucił kapitan Ortega
Razem z oficerami wachtowymi wyjęli latarki ze skrzynek awaryjnych i oświetlili mostek. Ze smug światła wyskakiwały przerażone twarze niektórych marynarzy.
- spokój Panowie i Panie. Spokój mogę się założyć, że ekipy awaryjne już pracują.
Światło i zasilanie wróciło tak jak zniknęło. Niespodziewanie. Komputery na mostku uruchamiały się, wracały czujniki, ekrany i komunikacja wewnętrzna. Na środku ekranu głównego, widniała informacja w nieznanym nikomu języku.
To ne bel napad. To bela demonstracija. Dalša kolonizacija v směru Omega Centauri jest zabranjena. To ne jest prošba. To ne jest vaš teren i ne hočemo vas tut. Odidite dok možete.
Trwało chwilę zanim SI rozpoznało coś w rodzaju słowiańskiej hybrydy i wrzuciło pełne tłumaczenie na ekran. Na pomoście flagowym admirał Worthington widział dokładnie to samo co kapitan na swoim ekranie. Stał chwilę nieruchomo i w końcu odwrócił się komandora Brucknera
- Proszę wysłać wiadomość na Ziemię jeżeli już jesteśmy w stanie nadawać. Wiadomość priorytet 1, oznaczenie flash. Treść „Znaleźliśmy ich. Gromada Omega Centauri. Czekam na dalsze rozkazy.” Proszę dołączyć nasz dziennik pokładowy do tej wiadomości.
Komandor Bruckner skinął głową - Nadane admirale! – odpowiedział.
* * *
Trzysta osiemdziesiąt lat wcześniej…
— — —
— Witamy w kolejnym, pieprzonym, poranku na Sybiraku – każdemu z wypowiadanych słów towarzyszył akompaniament młotka wbijającego bolce trójnoga w skałę. Pochylony mężczyzna, walił młotkiem z uporem godnym lepszej sprawy
— A teraz do roboty — powiedział - palce mężczyzny zatańczyły na przypiętym do przedramienia tablecie
Głowica wiertnicy zaczęła powoli opuszczać się i obracać, przyspieszając w miarę opadania. Błyskawicznie przebiła cieniutką warstwę tego, co od biedy uchodziło tutaj za glebę. Tutaj czyli na Sigma Slavonis, 4 planety układu o tej samej nazwie. Oficjalnie, administracyjnie, Slavia, kolonia Konsorcjum Wschodnioeuropejskiego, dla mieszkańców tego zapomnianego przez Boga i ludzi miejsca – Sybirak. Nazwa nadana po pierwszej zimie na planecie przyjęła się błyskawicznie. Z tym, że mieszkańcy Syberii uznaliby swoje zimy za przedwiośnie i rześkie poranki po spędzeniu tego co uchodziło za zimę na Slavii. Klnący mężczyzna, geolog z zawodu i zamiłowania. Inżynier Wojciech Zalewski. Specjalista od poszukiwań złóż minerałów. Ostrogi i sławę zdobył w poszukiwaniach złóż na Antarktydzie, po upadku Układu Antarktycznego w 2187 roku, kiedy państwa-strony układu przestały udawać, że badania życia seksualnego pingwinów są tak ważne. Jego firma odnalazła, opisała i skatalogowała więcej i lepszych złóż niż jakakolwiek konkurencja. Menedżerowie firm wydobywczych śmiali się, że Zalewski potrafi wywąchać lit pod 4 kilometrową warstwą lodu. I wiele się nie mylili, wkrótce mały start-up z Polski zdominował biznes poszukiwania złóż na Antarktydzie, a Zalewski stał się bardzo bogatym i bardzo znudzonym szefem konsorcjum poszukiwawczego. Co raz mniej pracy w terenie i coraz więcej przekładania papierów na biurku, czego serdecznie i całkowicie nie znosił.
— I dlatego wylądowałem na tym zadupiu i w dodatku na własne życzenie — pomyślał.
Wiertnica wgryzała się w skałę, powoli i metodycznie, pierwsze odczyty głowicy magnetycznej spływały na tablet podręczny. Rutyna. Mężczyzna poprawił maskę na twarzy, długie oddychanie bez wspomagania dodatkowymi dawkami tlenu powodowało bóle głowy, nudności, trudności ze wzrokiem i skupieniem. Dodatkowo maska ogrzewała twarz i powietrze przed nabraniem w płuca, co często w przypadku Slavii było bardzo wskazane.
— Gryź ty złomie – pieklił się Zalewski na coraz bardziej zwalniającą głowice. Z reguły był bardzo spokojny i zrównoważony aż do przesady, ale 14 lat na Sybiraku wyczerpało jego odporność i zrównoważenie. Zalewski był specjalistą od szukania złóż minerałów, na planecie na której od 14 lat nie znalazł nic bardziej ekscytującego niż płytkie i w dodatku kiepskiej jakości złoża żelaza. Żadnych uranowców, żadnych ziem rzadkich i żadnej ropy i nic wartego eksportu na Ziemię co przyniosłoby kolonii jakiś zysk i zasiliło sypiący się budżet, nic co mogliby użyć do produkcji nowego sprzętu zanim ten, który zabrali ze sobą z Ziemi odmówi całkowicie posłuszeństwa.
— I zaczynamy poważną zabawę - pomyślał, kiedy robotyczne ramię wiertnicy dopasowało kolejną rurę- przedłużkę. Głowica mimo klątw inżyniera robiła swoją robotę. Zalewski uspokoił się i rozejrzał po okolicy. Pofałdowane wzgórza, które tutaj uchodziły za góry i tundra. Slavia była pofałdowana, ale lodowiec zadbał o to, żeby nic większego niż wzgórza nie psuło ludziom widoku szarego widnokręgu.
— Klejnot kurwa w koronie — zaklął soczyście, rozglądając się po terenie z wyrazem niesmaku. Jak myśmy się na to zgodzili — dodał w myślach. Bo nie mieliśmy żadnego wyboru — odpowiedział sam sobie.
Slavia. Zasiedlona w 2203 roku. Jedyna opcja wyboru dla Europejczyków gorszego sortu. Oczywiście nikt tego tak nie ujął. Jednak rzeczywistość była taka jaka była. Kiedy dwóch młodych Węgrów dla zabawy przerzuciło puszkę coli na Słońce i otworzyło ludziom drogę do gwiazd 60 lat temu, okazało się, że każdy może ruszyć w gwiazdy. No prawie każdy. Każdy kto miał infrastrukturę i know-how do wynoszenia ładunków na orbitę i budowy stacji oraz stoczni na orbicie, bo warunkiem napędu skokowego Kovácsa i Fehéra był skok daleko od dużych źródeł masy. Żadnego startu kosmolotu z podwórka. Nie mając możliwości samodzielnego zbudowania statku na orbicie jesteś uziemiony równie dokładnie jakbyś się przykuł do matki Ziemi. Chyba, że ładnie poprosisz kogoś kto ci taki statek na orbicie zbuduje. Poprosisz, poczekasz w kolejce aż ważniejsi od ciebie znajdą czas i możliwości, żeby zbudować statek eksploracyjny i później kolonizacyjny. Polacy poprosili ESA, nawet ładnie i grzecznie poczekali w kolejce, aż łaskawie znajdą dla nas czas. Kiedy pierwsze statki eksploracyjne i naukowe zaczęły wracać z danymi i informacją o tym, że życie w kosmosie wcale nie jest tak rzadkie jak mogłoby się wydawać i że to wszystko czeka na każdego kto pierwszy wyciągnie po te planety rękę, a żadnych Obcych ani widu ani słychu, zaczęło się Wielkie Dzielenie Łupów. Unia dostała swoją część oczywiście. I to nawet sporą i wiele wartą, wszak to unijni naukowcy wynaleźli napęd skokowy i nam się to należy. Prawda? Prawda, ale tylko częściowa. O ile jesteś właściwym rodzajem Europejczyka, bo unijne statki kolonizacyjne zabierały wyłącznie tych co mieszkali do linii Odry. Poza nią jak widać Unia Europejska się kończyła. Polacy i reszta tych co mieli niefart mieszkać za tą linią protestowali oczywiście. Nie, nie to żaden rasizm dbamy o narodowościową równowagę kolonii. Nie, nie zapominamy o Was przyjdzie wasza kolej. Nie, nie ma to nic wspólnego z faworyzowaniem „starej Europy”. I tak to szło kolejne 20 lat, od wielkiego skoku ludzkości, Słowianie patrzyli z niedowierzaniem na to co się dzieje. I nie tylko Słowianie. Do tych co machali Anglo-Sasom, Francuzom, Niemcom czy Hiszpanom na pożegnanie zaliczono również Rumunów, Bałtów i Węgrów oczywiście, którzy nie mogli uwierzyć własnym oczom, że wynalezienie skoku daje im dokładnie tyle samo do powiedzenia co Polakom, czyli nic. Jak to żartobliwie ujął jeden z unijnych biurokratów w prywatnej rozmowie z węgierskim ambasadorem, który próbował wymusić na Brukseli „sprawiedliwość” w dzieleniu tortu: „…trzeba było opatentować ten wynalazek, a nie głupio wrzucać do sieci”. Ci co zostali z tyłu nigdy nie zapomnieli tych słów, a Węgrzy szczególnie. Kiedy w końcu łaskawie zaproponowano utworzenie kolonii dla „Zapomnianych” jak już nazywała nas unijna prasa jedyną dostępną opcją została Sigma Slavonis 4, wtedy nosząca nikomu nic nie mówiący numer katalogowy. Ach i musicie sobie sami to sfinansować, bo w międzyczasie unijne fundusze na kolonizację się wyczerpały. Tak powstało Konsorcjum Wschodnioeuropejskie, które zebrało fundusze, sprzęt, statek i kolonistów, i wysłało ich na Slavię. Jak pewnie nietrudno się domyślić Slavia to nie był klejnot w unijnej kolonizacyjnej koronie. W zasadzie był to odpad. Nikt tego cuda nie chciał. Zimna, odległa planeta, pokryta lodowcem, a na równiku arktyczną tundrą i tylko latem. Badania z orbity nie mówiły nic o mineralnej biedzie, fluktuacjom pola magnetycznego planety, okresowym niedoborom tlenu, zwłaszcza zimą, wietrze wyjącym w zasadzie stale i nieprzerwanie. Na Slavii nie brakowało tylko zimna, wiatru i lodu, no i przy okazji energii elektrycznej dzięki wiatrakom. Dzięki temu kolonia w ogóle mogła powstać, bo żyć mogłeś w zasadzie tylko pod kopułami lub pod ziemią jak kret. Dziwnym trafem na Slavii nie chciały się przyjąć najbardziej modyfikowane genetycznie rośliny z Ziemi. Jedyne co się udawało wyhodować to ryby w hodowli (a te rosły do naprawdę gigantycznych rozmiarów, wyobraźcie sobie łososia wielkości rekina białego i nikt nie wiedział dlaczego!) jadalne glony i drożdże w kadziach. Zdrowa, jarska dieta jak mawiano z przekąsem na Slavii. Nagle jego zamyślenie przerwał dźwięk alarmu w tablecie
— Co jest … - obejrzał odczyty. Głowica stanęła w miejscu, program wiertnicy wyrzucił kolejne błędy i ostrzeżenia. Wszystkie 3 czujniki, magnetyczny, termometr i gęstościomierz padły na raz. Teoretycznie niemożliwe, praktycznie jak widać… z ust Zalewskiego wypłynęło kolejne soczyste przekleństwo. Najdziwniejszy odczyt dawał czujnik temperatury. Na tej głębokości i przy prawie zerowym wulkanizmie nie powinno być tak ciepło…a było. Geolog w myślach analizował miejscową sygnaturę geologiczną. Nic co leżało mu pod nogami nie powinno wydzielać takiego ciepła. Z zaciśniętymi ustami rozpoczął rozbieranie wiertnicy. Na szczęście miał zapasowy sprzęt. Zawsze woził ze sobą rezerwę wszystkiego co zabierał w teren. Rozebrał głowicę wiertnicy w ciągu 20 minut, ręce zaczynały mu bieleć od zimna. Na szczęście w środku miejscowego „lata” nie groziły mu całkowite odmrożenia. Po złożeniu uruchomił sprzęt ponownie. Głowica ruszyła. W ciągu 30 sekund alarmy rozległy się ponownie. Zalewski zdębiał. To już nie było niemożliwe. Kolejna potrójna awaria wykraczała dalece poza sensowne prawdopodobieństwo. Tym razem nie klął. Coś tu było bardzo nie w porządku. Zajął się analizą odczytów tej i poprzedniej głowicy. Komputer wiertnicy meldował błędy, bo dostawał sprzeczne ze sobą odczyty. Gęstościomierz pokazywał twardość materiału skalnego na poziomie hartowanej stali wysokiej odporności, czujnik magnetyczny wskazywał zmienne pole magnetyczne w okolicach głowicy jak przy poszukiwaniu złóż metali, których na tej głębokości nie miało prawa nawet być. Czujnik temperatury pokazywał różnicę aż 3 stopni w stosunku do mierzonej przy wierceniu. Bezsens. Wrzucił obraz na ekran gogli. Szczęka dosłownie zjechała mu do szyi. Czujnik magnetyczny obydwu głowic dawał obraz regularnych zakłóceń. Na wyświetlaczu widział kwadraty, prostokąty i linie. 40 metrów pod ziemią…
— No to panie Wojtku masz pan koncertowo przesrane — pomyślał. To musiała być awaria sprzętu. Nic innego nie wchodziło w grę. To oczywiste. Wmawiał sam sobie. Chwycił za komunikator
— Baza tu Zalewski, jak mnie słyszysz baza? – trzaski w radiu mówiły, że dzisiaj fluktuacje pola magnetycznego planety są naprawdę duże
— Baza odezwij się , tu Zalewski jak mnie słyszysz – podnosił głos próbując przekrzyczeć trzaski
— Zalewski tu baza — odezwał się w końcu żeński głos – melduj Wojtek
— Veronika mam awarię sprzętu, potrzebuję pomocy. — przekazał. Chwila ciszy w radiu pokazała jak bardzo była zaskoczona tą prośbą o pomoc jego rozmówczyni.
— Wojtek co się dzieje ? — zapytała.
— Weronika spakuj nową wiertnicę i przyjedź do mnie. Weź ze sobą Radka. – teraz chwila ciszy była jeszcze dłuższa
— Zalewski, tu baza, powtórz prośbę
— Weronika zrób o co proszę. Spakuj nową wiertnicę, tak wiem, że ostatnia! Weź ze sobą Radka i goń na moją pozycję!
— Wojtek odbiło Ci? To nasza rezerwa na nieprzewidziane wypadki!
— Kochana, to właśnie jest nieprzewidziany wypadek! Nie zobaczysz to nie uwierzysz a ja mam dość stania na tym wietrze dłużej niż to konieczne! Bierz sprzęt, bierz Radka i dawajcie do mnie.
— Wojtusiu – jeżeli to nie jest złoże uranu o wartości handlowej to lepiej sam się powieś zanim Cię dopadnę – czekaj na pozycji, baza bez odbioru ! Ta pogróżka wyszła z ust Weroniki Caputovej. W zasadzie jego przełożonej, koordynatorki Działu Badań Geofizycznych kolonii. Wspomniany Radek to Radko Mladić. Chorwat, dawny współpracownik Zalewskiego jeszcze z czasów Antarktydy, któremu inżynier ufał jak samemu sobie. Czasami nawet bardziej niż sobie. Po około 2 godzinach kulący się w kabinie swojego łazika, Zalewski usłyszał dźwięk w komunikatorze.
— Wojtek tu Weronika – namiar pozycji – pinezkę proszę – Zalewski wysłał potwierdzenie pozycji . Będziemy u Ciebie za 10 minut. Czekaj.
Kulący się w kabinie Zalewski w końcu zobaczył światła drugiego łazika. Wyszedł z kabiny jednocześnie zaciągając maskę i gogle.
— Chodźcie ze mną — powiedział jednocześnie witając się nowo przybyłymi – patrzcie na to, to wskazania pierwszej głowicy. Byłem pewien, że to awaria. Potrójna. Cała trójka pochyliła się nad wyświetlaczem aparatu. Zamontowałem nowy sprzęt, patrzcie teraz – obydwoje aż westchnęli… i teraz o tu! Wskazał palcem.
— To niemożliwe! - wyrwało się Radkowi
— Właśnie dlatego potrzebna nowa wiertnica. Nie tylko głowica, chce nowy komputer, nawet cholerne nowe ramię ładowarki. Chcę być pewien.
— Ściągamy z paki – zdecydowała Weronika. Montujemy!
Po około 15 minutach szybkiej pracy, zamontowali nowy trójnóg, świeżo rozpakowanej z fabrycznej folii wiertnicy. Szybki test diagnostyczny nie wykazał żadnych błędów. Maszyna ruszyła, cała trójka zbierała dane jednocześnie na 3 tablety i pilnie je obserwowała. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Nagle cała trójka jednocześnie uniosła wzrok i spojrzała się na siebie.
— No to kto zacznie – pierwszy odezwał się Zalewski – kto pierwszy to powie i zrobi z siebie durnia lub fantastę ?
— No to raczej nie jest awaria sprzętu… – ostrożnie zaczęła Weronika
— Jeżeli uwierzymy w potrójną awarię, w tym fabrycznie nowego sprzętu – to nie – potwierdził Zalewski
— To sztuczne struktury — przerwał ten taniec Mladić
Patrzyli po sobie w ciszy.
— I tak trzeba będzie kopać, potrzebujemy ludzi i sprzętu – nic lepszego i o większej rozdzielczości odczytu nie mamy , bez wbicia łopat się nie obejdzie, pokręcił głową patrząc wymownie na Weronike
— Cholera i ja mam się tym zająć? – skrzywiła się Caputova. Rada Koordynatorów była znana ze swojego gadulstwa, szukania dziury w całym i utrącania każdego projektu, niezwiązanego bezpośrednio z przeżyciem kolonii, jako „marnowanie cennych zasobów naszego wspaniałego projektu”
— Nie krzyw się – chcesz to sprawdzić tak samo jak ja — odpowiedział Zalewski. Bierz się za to kochana! — dodał z szerokim uśmiechem
Wystawiony wymownie środkowy palec zakończył dyskusję.
ROZDZIAŁ II
Siedzący w sali konferencyjnej ludzie, wyglądali na lekko znudzonych i naprawdę marzących o znalezieniu się gdzieś indziej. Wszyscy oprócz zakochanego w swoim własnym głosie Ignacego Popławskiego – koordynatora generalnego Kolonii Konsorcjum Wschodnioeuropejskiego Slavia. W żadnym wypadku nie gubernator! To by brzmiało za mało demokratycznie! Za plecami nazywany ironicznie Generałem. Przez duże G. Osoba o której dało się powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że nadawała się na swoje stanowisko. Wszyscy wiedzieli, że to aparatczyk z politycznego nadania, którego w ramach jakiś „zasług” wykopano w górę, z Polski na zbity pysk, a dalej niż na Sybirak się nie dało. Ignorowano powszechnie jego wytyczne, wskazówki i polecenia do natychmiastowego wykonania, które wysyłał ze swojego biura w tempie iście tytanicznym. Maile, okólniki, raporty, zestawienia i narady na żywo to było całe jego życie i sens istnienia. Jednak nawet on nie mógł zignorować, że plan spotkania właśnie się wyczerpał.
— I jeżeli nie mamy innych spraw na tym zakończymy spotkanie — stwierdził swoim „oficjalnym” głosem, który jak na polityka przystało naprawdę sugerował kompetencje i zdecydowanie przywódcy
Zebrani poruszyli się i zaczęli wstawać
— Ja chciałabym przedstawić radzie prośbę w imieniu swoim i współpracowników — odezwała się milcząca dotąd Weronika
Ci z zebranych, którzy zdążyli wstać usiedli z westchnieniem z powrotem.
— Chciałabym poprosić o dodatkowe wsparcie dla naszych badań w terenie. W sektorze 7G, inżynier Zalewski zebrał dane, które w tej chwili oczywiście intensywnie analizujemy. Niestety bez głębokiego wykopu nie jesteśmy w stanie ruszyć dalej z opracowaniem wyników odwiertu. Państwo doskonale sobie zdajecie sprawę, że cały nasz dział to raptem 5 osób i 3 łaziki… bez wsparcia nie będę mogła przedstawić radzie sensownych wyników tego…znaleziska
— O jakim konkretnie wsparciu Pani mówi pani profesor? — zapytał spłoszony Popławski .
— Potrzebujemy ludzi i ciężkiego sprzętu…konkretnie czego i ile będę mogła powiedzieć po konsultacjach z panem Syrskim – skinęła głową do masywnego Ukraińca, koordynatora Działu Budowlanego
— Naprawdę nie wiem czy… w takim czasie, wie pani…naprawdę … to będzie raczej nie… - zaczął motać się Popławski
— Za pozwoleniem panie koordynatorze generalny… – z końca stołu, odezwał się cichy głos. Paweł Jakubowski, koordynator Działu Biologicznego. W zasadzie karmiciel ich wszystkich, odpowiedzialny za wszystkie hydroponiczne hodowle. I z racji charakteru i inteligencji oraz swego rodzaju sojuszy jakie potrafił zawierać z różnorodną mieszanką narodowościową jaka zebrała się na Slavii, szara eminencja kolonii. W rzeczywistości to on decydował o tym kto i co może. Wiedzieli o tym wszyscy obecni. – jak dotąd profesor Caputova nie zgłaszała żadnych próśb, które moglibyśmy uznać za nieuzasadnione , w tej sytuacji może dajmy pani profesor szansę na przedstawienie sprawy zanim podejmiemy wiążące decyzje.
— Tak, tak oczywiście…ma Pan rację …do tego zmierzałem – reszta zebranych skrzywiła się niemiłosiernie słysząc ten występ Popławskiego
— Zechce Pani rozwinąć temat pani profesor – spytał spokojnie Jakubowski
— W sektorze 7G natrafiliśmy na silne anomalie magnetyczne, chwilowo nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić charakteru i zasięgu…anomalii. – musimy dokonać dalszych badań o czym już wspominałam — odpowiedziała
— Jakiego rodzaju anomalie ?– proszę wybaczyć to inkwizytorskie przesłuchanie ale ja i reszta zebranych chcielibyśmy podjąć decyzję co do alokacji rzeczywiście dość ograniczonych sił i środków dysponując pełną wiedzą na temat sytuacji
— Tak to oczywiście zrozumiałe – uśmiechnęła się lekko Caputova – wszyscy wiedzieli, że Jakubowski nie podejmie decyzji bez rzeczywistego zapoznania się ze sprawą i nie bardzo jest podatny na wodolejstwo i omijanie tematu – przygotowałam dla Państwa pewne surowe dane – może to pomoże w zrozumieniu naszej prośby. Proszę spojrzeć na ekran – uruchomiła swój tablet i laserowy wskaźnik konferencyjny – to wyniki trzech pomiarów z głowic wiertnic, dwa wykonane przez inżyniera Zalewskiego i ostatni to pomiar z nowej wiertnicy, który wykonaliśmy wspólnie z inżynierem Mladiciem na miejscu odwiertu – uczestnicy spotkania chwilę analizowali obraz, nie mając doświadczenia w interpretacji wyników skanów magnetycznych nie do końca wiedzieli na co patrzą – Jakubowski aż wstał ze swojego fotela i podszedł do ekranu
— Pani profesor , jeżeli dobrze rozumiem te dane … - urwał w połowie zdania – widziałem podobne wyniki badań geomagnetycznych w pracach mojej żony dodał wyjaśniająco - Wspomniana żona, Ukrainka, Oksana Baturlin była archeologiem. Poleciała na Slavię za Jakubowskim, z miłości raczej niż z powodu tego, że jej specjalność się do czegoś przyda. I z każdym rokiem czuła się coraz bardziej niepotrzebna, tak jakby jej życie i praca nie miała żadnej wartości. Gryzło ją to strasznie, ale jak dotąd nie pozwalała sobie okazać tego otwarcie.
— Właśnie dlatego chcemy prosić o to wsparcie — odpowiedziała Caputova
Reszta uczestników konferencji wpatrywała się wygłupiona w ekran. Syrski, aż poczerwieniał z nerwów
— Niestety jestem tylko zwykłym murarzem, możecie mi po prostu powiedzieć na co patrzymy i co takiego niezwykłego widzimy ? — zapytał . Ta wstawka o byciu zwykłym murarzem była lekką przesadą. Volodymyr Syrski był taką samą sławą w dziedzinie budownictwa jak Zalewski w poszukiwaniu złóż.
— Na to panie inżynierze – celowo podkreślił Jakubowski – i zakreślił wskaźnikiem interesujące miejsca
— O bladź… – wyrwało się Syrskiemu , znowu poczerwieniał ale tym razem ze wstydu – Państwo wybaczą , przepraszam… Po tej prezentacji pozostali koordynatorzy też wstali ze swoich miejsc i podeszli do ekranu. Ich oczy były szeroko otwarte.
— Szanowni Państwo zanim przejdziemy dalej chciałbym w tym miejscu odejść od naszych standardowych procedur – chciałbym na to spotkanie zaprosić moją żonę… wiem, że to raczej nietypowe, ale jestem prawie pewien, że jej obecność tutaj i tak okaże się niezbędna – poprosił Jakubowski.
— Ja naprawdę nie wiem na co patrzycie — odezwał się płaczliwie Popławski
Wszyscy odwrócili głowy od ekranu wyświetlacza i spojrzeli na swojego, teoretycznie, szefa.
— Panie koordynatorze generalny - wycedziła przez zęby Caputova. Sądzimy, że to co znaleźliśmy to nie są naturalne formacje skalne o dziwnym magnetyzmie. Mamy powody sądzić, że to może być rodzaj sztucznie zbudowanych struktur, leżących 40 metrów pod powierzchnią gruntu… - i nadal produkujących ciepło, które jesteśmy w stanie zmierzyć… - teraz i Popławski zerwał się z miejsca
— Muszę natychmiast skontaktować się z siedzibą konsorcjum i naszym rządem – wykrzyknął
— Nie — odezwał się cicho Jakubowski – na razie niczego nigdzie nie przekażemy…
— Nie Pan tu będzie …! — zaczął podniesionym głosem Popławski
— Właśnie, że on – podkreślił zdecydowanie Andras Nemeth , Węgier i przy okazji koordynator Działu IT i szef techników łączności. Nie było nic dziwnego w tym, że bez wahania poparł Jakubowskiego. Po upokorzeniu jakie odebrali Węgrzy z Brukseli, nie było chyba na świecie bardziej zajadłych przeciwników unijnej biurokracji. Przekazanie czegokolwiek na Ziemię , do Polski, było równoznaczne z wysłaniem tego na biurko unijnego urzędasa. – możemy głosować jak Pan chce, ale odradzam… nie przekaże niczego, nigdzie i nikomu bez jednomyślnej zgody Rady. Jednomyślnej podkreślam, a teraz jestem przeciw – usiadł i patrzył na Popławskiego spokojnie
— To bunt! – ja was …!
— Pan się uspokoi Panie Popławski i posadzi dupę na miejscu — odezwał się Syrski . Bunt to będziesz Pan miał jak zaczniesz kłapać dziobem na prawo i lewo zanim cokolwiek ustalimy z całą pewnością. I jak nie chcesz Pan mieć regularnej wojny na orbicie, to zaczniesz Pan myśleć , a dopiero potem mówić ! – Co nie pomyśleliście o tym mózgowcy? – uśmiechnął się szeroko – a jak myślicie ilu będzie chciało położyć na tym łapy jak ogłosimy to co wszyscy w głowie myślimy? I unijna flota to będzie nasze najmniejsze zmartwienie…
— O kurwa… – wyrwało się Jakubowskiemu –
Pół godziny później w sali konferencyjnej zostali Jakubowski, Caputova, Syrski i Oksana Baturlin. Stała teraz przed ekranem i wpatrywała się długo w wyniki skanów widniejące nadal na ekranie. Pozostali mieli przerwę, oficjalnie po to, żeby Oksana mogła spokojnie zapoznać się z wynikami zanim udzieli jakiejkolwiek odpowiedzi radzie. Nieoficjalnie, żeby nie prowokować dalszych wybuchów patriotyzmu u co niektórych. Dalece nie wszyscy byli zachwyceni pomysłem utrzymania odkrycia w tajemnicy. Nikt co prawda nie wygłupił się jak Popławski, ale kilka skrzywionych min i zaciśniętych szczęk dało się zauważyć. Tylko deklaracja Nemetha zapobiegła dalszym dyskusjom w temacie ujawnienia znaleziska i kiedy należy to zrobić.
— I co sądzisz? — odezwał się w końcu Jakubowski
— Nie mogę być 100% pewna, dopóki nie zejdę do wykopu, ale już teraz mogę wam powiedzieć, że byłabym bardzo zdziwiona jeżeli nie jest to struktura podziemnych komór i korytarzy łącznikowych. Widziałam i robiłam podobne badania, i w Egipcie, i w Anatolii. Macie pomiary temperatur jak widzę. To kolejna wskazówka. Tego domyślacie się sami, inaczej byście mnie nie wzywali. Problem polega na tym, że trzeba znaleźć wejście do kompleksu. Nie buduje się takich rzeczy bez zapewnienia wejścia i wyjścia, a najlepiej kilku dla bezpieczeństwa w przypadku struktur podziemnych. To raz. Dwa, nie wiemy w jakim stanie są te komory. Tego, że nie zbudowano ich wczoraj też się pewnie domyśliliście. Z tego co nam wiadomo, oprócz zwiadu kolonialnego jesteśmy tu pierwsi. Zwiad był standardowy, 2 tygodnie i do domu, więc nie ludzie to zbudowali. Jaką dysponowali techniką? Z czego to budowano, jak dawno temu i w jakim stanie jest kompleks, bo to jest cały kompleks i to nie mały jak przewiduję. Musimy być ostrożni więc żadnego bum,bum Volodia spojrzała podejrzliwie na Syrskiego. Ten uniósł ręce w obronnym geście
— Zdam się na twoje polecenia - odpowiedział
— Po trzecie, wyniki nie spadną jutro z nieba. Uświadom to wszystkim Paweł. Nie byłam nawet na miejscu odkrycia, nie mówiąc o wykopie kontrolnym. Nie oczekujcie cudów. Rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki, ale cuda zajmują mi trochę czasu, a na koniec, po czwarte – zostawicie mnie w spokoju dopóki nie skończymy badań! Mam mieć warunki do pracy. Nie znoszę amatorów kręcących mi się pod łopatą. Chcecie mieć wiarygodne wyniki? Chcecie, bo jak to wypłynie, to pożar w burdelu będzie niczym w porównaniu do tego co nas czeka. I uwierzcie mi padną zarzuty o fałszowanie wyników badań. I nie tylko to. Od tego momentu dokumentujemy wszystko i wszystkich, więc jeśli nie chcecie potem zeznawać przed komisjami, sądami i Bóg wie czym jeszcze to będziecie się trzymać z daleka ode mnie, od Volodymyra i ekipy geologów. Spojrzała surowo na męża
— Kochanie nie denerwuj się zrobimy co zechcesz – odparł z uśmiechem – tylko otwórz nam ten Sezam
— O ile to w ludzkiej mocy otworzę - odrzekła. Teraz do roboty. Volodia potrzebni są ludzie. Tylko naprawdę dobrzy ludzie, trzymający gębę na kłódkę. Będziemy pracować głównie ręcznie. Dopóki nie przekonam się, że jest bezpiecznie ciężki sprzęt nie wejdzie na teren wykopaliska. Robimy wykop kontrolny za 3-4 dni od dzisiaj. Ilu ludzi i na jak długo określę po wstępnych badaniach stanowiska. Najpierw za pozwoleniem pani profesor ruszymy na miejsce i jeszcze troszkę poskanujemy. Muszę określić wielkość tego co tam leży pod ziemią. Wątpię, żebyśmy dzisiaj widzieli całość. Będą potrzebni Pani ludzie i sprzęt. To możliwe?
— Oczywiście. Tak samo chcemy zobaczyć co tam na nas czeka jak pani — odpowiedziała Caputova. Wojtek z Radkiem przewidzieli co pani powie. Skanują już od samego rana. Może uda się trochę przyspieszyć pani wykop. Pozostała dwójka też będzie na pani życzenie dostępna, ale chwilowo wolałabym ich zostawić tam gdzie są.
— Dobrze, zobaczymy co tym dwóm arktycznym kopaczom udało się zrobić. A teraz kochanie, zwróciła się z promiennym uśmiechem do męża. Wytłumaczysz wszystko Popławskiemu. Tak żeby zrozumiał!
— Może to rozrysuję — odpowiedział zrezygnowany Jakubowski
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania