Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Skręty myślowe
Nie chcę być ani taki, ani owaki, testuję różne możliwości i sposoby. Stawiam na wszechstronność i bogactwo. Wszystko jest finalnie formą ćwiczenia, poznawania słowa pisanego od nowa i od postaw.
Ponownym procesem nauki budowania ekspresji, gdy człowiek stał się znowu dojrzalszy, ale jego pisanie nie dojrzało w tym sensie, że nie wypracowało kolejnego mocnego głosu literackiego, który będzie adekwatny do aktualnego etapu życiowego i twórczego.
Ten materiał to obróbka głosu, jego strojenie i poszukiwanie, to badanie własnych ograniczeń oraz przyczyn, dla których istnieją lub powstały. Własnych niemożności i miejsc, gdzie kontakt się urywa - nie z czytelnikiem, lecz z myślą i przesłaniem samymi w sobie, co często kamuflują metafory, które mają oderwać uwagę od tego problemu. Tak samo, jak ja oderwałem lub nie utrzymałem uwagi z powodu mnogość myśli, niemożność pochwycenia ani jednej, ani wszystkich, ani ich połączenia, ani podzielenia. To po prostu czysta, niekontrolowana twórczość, surowa, ale prawdziwa, mglista, ale realna, ciężko namacalna, ale obecna.
Co więcej, nie dążę do tego, by zyskać teraz kontrolę nad tym, co piszę, w trakcie procesu, dążę do całkowitego zrzeczenia się kontroli na rzecz pierwotnej, naturalnej, silnej i wyrazistej ekspresji. Dążę w zasadzie do tego, by ambicje, fantazje, wymysły, by stres, presja, by wyobrażenie i dążenie, by wszystko to, co składa się na literackie ego człowieka, którym jestem, zaczęło myśleć, a przynajmniej nie ingerować w proces w jego trakcie, by porzucić wszystko, co wiem, wiedziałem, rozumiem i zrozumiałem, potrafię i umiem, aby w ten może sposób dotknąć czegoś nowe, coś nowego zrozumieć lub zobaczyć.
To jest właśnie istotą rozwoju swojego rzemiosła dla mnie - odwaga w porzuceniu tego, co człowiek potrafi, wie i umie, szczególnie, gdy coś tam albo całkiem sporo jest już w stanie ogarnąć, by ponownie przejść przez lęk i niepewność, a po przejściu tym cofnąć się ponownie w nieskrępowaną niczym formę, która przywraca w oczach radość dziecka, ale w umyśle zasiewa ziarno szaleństwa.
Była najpierw tylko wstrzemięźliwość. Siwiejące głowy udawały nadmorskie ptactwo, a wolność, którą malarz nakreślił jak horyzont, rozmyty, zamglony i odległy, z początku równa bogom, z czasem przyjęła mocniejszy kontur, jak brwi na twarzach kobiet, które zaczęły stosować kredki (może to jeden z powodów dla którego niektóre z nich zdziecinniały).
Wiem, że snuję swą opowieść bez wyraźnego składu, jednak to, z czego jestem złożony zależy nie tylko od wiatru, ale też temperatury powietrza, jego wilgotności, pudełka, do którego schowałem wczorajsze sny i otwieram tylko czasem, jakbym sięgał po gorzką czekoladę.
Wiem, że snuję swe opowieści i każda z nich jest już w trakcie, gdy doganiam ją słowem. Lecz przyszło mi szukać schronienia w świecie pozornej abstrakcji, namacalnego absurdu, logiki surowej do tego stopnia, iż zdaje się rozkładać(bezradna), a teraz nawet już pewnie gnije i nikt nie chce jej tykać, jak nie chcą tykać matek z dziećmi samozwańczy samce alfa.
Mogłem przecież usiąść, wziąć na plecy ciężar lat, które przeżyłem tylko w myślach, dotkliwy i posępny, by przybrać maskę moralizatora, bo nie można stawić etyce czoła nagim, jako człowiek, by nie przerazić się obrazem, który napotkam.
Pojąłem jednak wartość błazna i odludka, szaleńca, śmiech stał się lekarstwem, lecz nie na całe zło, a pomimo. Nie leczy przyczyn, a objawy, dlatego wielu poszukuje objawienia, praprzyczyny, lecz tą stanowi życie samo w sobie. Więc, za każdym razem, gdy wracam do źródła, ciężko, bym ustrzegł się od stwierdzenia, iż mam to wszystko w piździe.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania