Skrzydła motyla

Nie było krzyku, ale u skroni widniało skrzydło motyla. Nim się uniosło, podszedł do mnie jeden ziomek, który w ręku trzymał szklaną butelkę. Mówi, że może się napiję, bo nie było to pytanie, a raczej sugestia, z której nie byłem chętny skorzystać. Motyl nieznacznie poruszył skrzydłami, a mnie przeszyło mrowienie wzdłuż kręgosłupa i odruchowo wypiąłem do przodu biodra, napinając nie tylko pośladki, ale też uda i to miejsce gdzieś w okolicach pachwiny. Poczułem, jak lekko nadyma się siurak i podnosi już głowę. W takich chwilach mam dwie, trzy opcje: albo zachować spokój i się powstrzymać albo zaśmiać, lub coś dojebać. Wybór nigdy nie jest prosty, bo pierwsza opcja wymaga pokory, druga błyskotliwości, a trzecia stanowi zachętę do ataku. Lubię atak, ale często kończy się na bójce, gdy pijany w barze jest po prostu pijany i łatwo daje się podejść. Błyskotliwy żart może dałby radę, ale błyskotliwość ma w sobie coś z faktu, bez tego ciężko zdobyć się na puentę, a żart jest żartem tylko dlatego, że kiedyś ktoś go nazwał żartem, by inni umownie mogli go powtarzać, a ci, którzy go usłyszeli i znają, wiedzieli, że jest żartem i łatwo zrozumieli, że to moment, w którym należy się zaśmiać. Napiąłem na chwilę szyję, opuszczając podbródek bliżej krtani, ale potem zrezygnowałem i powiedziałem, że nie piję.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • zardak godzinę temu

    tu jest 'marzena' deklarująca tekstami przywiązanie do realnej rzeczywistości
    podobnie, ale spośród innego sztafażu i z innym temperamentem jednak!!;
    jako samozwańczy kum, zachęcam cię....
    nb. lubię cię czytać - mam słabość do używanej rekwizytorni

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania