Skutki uboczne covidowych szczepień
Zorganizowano nam akcję szczepień, w której pokładamy wiele nadziei, a jednym z priorytetów jest uodpornienie społeczeństwa na koronowirusa. Pozostałe zadania może są i mniej istotne, lecz równie ważne, choćby zniesienie odpowiedzialności z decydentów i usprawiedliwienie nieudolnych poczynań władz przynajmniej od roku.
Od początków pandemii tak jak cała reszta społeczeństwa oczekiwałem na wynalezienie skutecznego lekarstwa na super wirusa, niesłychanie zdolnego do samoczynnych modyfikacji. Informacje o unowocześnionych wersjach wpływały na psychikę ogółu i szerzyły panikę oraz równie powszechną negację jego istnienia. Kiedy pojawiły się szczepionki, razem z nimi eksplodowały różne zachęty do ich unikania. Część z nich była niesłychanie trudna do zweryfikowania, choćby smażenie się w piekle, lecz z większością uwiarygodnianie przebiegało sprawnie i błyskawicznie. Moja małżonka bezkrytycznie popierała stanowisko antyszczepionkowców i przy każdej kolacji skrupulatnie z nimi mnie zapoznawała. Osobiście byłem wyjątkowo chętny do przyjęcia dwóch dawek i w taki sposób wyzwolenia się z narzuconych ograniczeń, a wraz z nimi powrotu do normalności, jaka istniała przed wynalezieniem COVIDA. Codzienne uświadamianie, że w szczepionce jest umieszczony chip, który ma przejąć nade mną kontrolę, a później uśmiercić, akurat tych wywodów nie traktowałem poważnie. Natomiast ostrzeżenia o wcześniejszym zgonie, były niemożliwe do weryfikacji od ręki, więc na wszelki wypadek nie pojawiłem się w punkcie szczepień w wyznaczonym terminie.
Pewnego dnia, jakiś tydzień później, przy kończeniu pochłaniania pierwszego dania, gdy wróciłem późno z pracy, żona powiedziała mi coś tak niezwykłego, że zakrztusiłem się zupą kremem.
- Dowiedziałam się sporo od znajomych mojej koleżanki Danki i zgłosiłam cię na szczepienie na koronawirusa u pielęgniarza ze Słowacji.
- Ty mnie?
- Nawet zapłaciłam siedemset złotych za pierwszą dawkę.
Tych rewelacji nawet jak na mnie było za dużo i długa seria kaszlu zakończona wytrzeszczonymi z bólu oczami, powinna jej wypowiedzieć mój zdecydowany sprzeciw, płacenia za coś, co jest za darmo. Tym bardziej że ostatnio nawet młodzież zachęcają do wzięcia udziału w akcji, zwiększania odporności narodowej na wypadek kolejnej fali pandemii, a tu nagle taki hojny gest po wielomiesięcznym zniechęcaniu mnie do szczepienia.
- Tym razem druga głowa mi nie urośnie, jak zaszczepi mnie obcokrajowiec i to ma być lepiej niż przez pielęgniarkę krajową? – zapytałem, a właściwie plunąłem jadem, by ją wkurzyć za to, jak mnie traktuje.
- Ponieważ u nas nie ma Sputnika- dodała, jakby mnie w ogóle nie słyszała.
Tym razem przesadziła i mocno mnie wkurzyła, emocje sięgnęły zenitu. Dlatego nie panując nad przyjętą zasadą, lepiej milczeć, niż dać powód do kolejnej awantury, zareagowałem.
- Przypadkiem na tych twoich antyszczepionkowskich portalach nie wyczytałaś, że jak się weźmie w lewą rękę Sputnika, a w drugą chińską. To po drugiej serii dostanie się licencję pilota rakiet balistycznych.
- Jak zwykle się czepiasz, miliony ludzi zostały zaszczepione tymi szczepionkami i jakoś nikt nie słyszał, żeby po nich ktoś dostał wstrząsu albo umarł.
Słuchając, musiałem przyznać jej rację, ponieważ wszelkie negatywne opinie dotyczyły szczepionek dawkowanych w kraju. Jedynie jakakolwiek wzmianki o Sputniku na terenie Unii dochodziły ze Słowacji, Niemiec oraz Węgier, w których nawet premier został zaszczepiony rosyjskim wynalazkiem i nic mu się nie stało. Gdy przeanalizowałem wszystkie za i przeciw. Doszedłem do wniosku, że oprócz szkody finansowej, innych kosztów nie poniosę, a do zyskania mam odporność.
Przez kolejne dwa tygodnie, nie wiedząc dlaczego, żona przeszła na zdrowe odżywianie i karmiła mnie jakimś zielskiem. Badyle i porosty miały oczyścić mój organizm z toksyn i polepszyć moje samopoczucie oraz zwiększyć wydolność organizmu. Szykany dzielnie znosiłem i miałem nadzieje, że wkrótce jej się to znudzi i mi odpuści wyniszczającą psychicznie kurację.
Udręczony i wygłodniały zjawiłem się w lokalu, który wskazała małżonka, celem przyjęcia pierwszej dawki. Słowak, przed zaszczepieniem, wypytał mnie o różne objawy chorobowe, jakie jak się okazało w tym wywiadzie wszystkie miałem. Widocznie przeszedłem test, albo zostałem zakwalifikowany do hipochondryków, ponieważ bez dalszej dyskusji, wstrzyknął mi to świństwo. Zanim tego dokonał, dokładnie sprawdziłem pojemniczek z płynem, jego fabryczne zabezpieczenie, by wyeliminować panujące w naszym kraju powszechne oszustwo.
Następnie zostałem poinformowany o możliwości pojawienia się niewielkiej gorączki i wystąpienia pewnego rodzaju dyskomfortu. Zmierzając do domu, zaopatrzyłem się w zalecane tabletki i po wejściu do mieszkania, położyłem je na kuchennym stole. Kiedy postawiłem czajnik na kuchence, małżonka powiedziała.
- Idź się wykąpać, bo śmierdzisz szpitalem.
Takiego, ani innego nieprzyjemnego zapachu od siebie nie czułem, lecz dla świętego spokoju wziąłem prysznic.
Dolegliwości zaczęły mnie dopadać jakieś dwie godziny po przyjęciu dawki, lecz nie miało to niczego wspólnego z podwyższeniem temperatury i łamaniem w kościach. Gdybym nie sprawdził rosyjskiego pojemniczka z zawartością, byłbym przekonany, że wlano we mnie coś, co powoduje, płoniecie konara. Tylko efekt był znacznie potężniejszy od reklamowanych w telewizji i tych niebieskich. Dość szybko spodnie okazały się za ciasne i byłem zmuszony je ściągnąć. Żona musiała przewidzieć nadejście nieprzyzwoitej sytuacji, ponieważ dzień wcześniej wywiozła dzieci do swojej siostry nauczycielki matematyki, by nadrabiały zaległości powstałe przy zdalnym nauczaniu.
Sama dość szybko doszła do wniosku, że nasze małżeństwo z wieloletnim stażem ma spore zaległości i powinniśmy je jak najszybciej nadrobić. Sypialna do tego wydawała się idealnym wyjściem i w niej wylądowaliśmy. Błyskawicznie, czyli po jakich dwóch godzinach z niewielkimi przerwami nadrobiliśmy i przystąpiliśmy do działań bieżących. Niestety, byłem zmuszony zaciągnąć u ślubnej spory kredyt na przyszłość, lecz i to okazało się niewystarczające. Kolejnych współżyć już nie mogłem zrealizować, ponieważ zaspokojona żona uciekła do matki, dwie ulice dalej. Pozostałem sam ze swoim obolałym problemem i przystąpiłem do gaszenia amatorskiego. Jedynym wyjście, jakie znalazłem w ulżeniu cierpienia, było moczenie konara w zimnej wodzie. Obniżałem temperaturę dodając kostki lodu, tylko chłód na mocno nagrzane miejsce nie skutkował. Trwałem w niewygodnej pozycji do godzin przedpołudniowych i dopiero wtedy uzyskałem teleporadę u lekarza, ponieważ czułem opór przed opowiedzeniem swojej historii kobiecie. Mój przypadek w ocenie pana doktora musiał być tak niesamowity, albo niezwykły, że z własnej woli zapowiedział się z wizytą.
Drzwi otwierałem przed medykiem w masce, żeby go nie zarazić i owinięty ręcznikiem. Lekarz, widząc mnie z wybrzuszeniem w okolicach krocza, uśmiechnął się i powiedział.
- Podczas rozmowy miałem wrażenie, że pan mocno przesadza, lecz ciekawość była silniejsza.
Cofnąłem się do wnętrza i umożliwiłem mu wejście do mieszkania. Siedząc skrępowany w nienaturalnej pozycji, odpowiadałem na niewygodne pytania. Starałem się mówić wyczerpująco, a on wszystko skrupulatnie notował. Kiedy wyczerpałem temat przebiegu szczepienia, niepożądanej reakcji, a nawet trybu życia i sposobu odżywiania, usłyszałem.
- Mam pewne przypuszczenia, lecz muszę je skonsultować, a to trochę potrwa. Jedynym wyjściem przyśpieszenia diagnozy, jest elektroniczna konsultacja z moimi utytułowanymi kolegami.
Odpalił laptopa i nawiązał połączenie po mojej wcześniejszej zgodzie i krótko omawiał mój przypadek. Znacznie więcej czasu poświęcił, na pokazywaniu w przybliżeniu mojego masztu. Początkowe głosy męskie, zostały wymieszane z kobiecymi, a ja zostałem zmuszony przez panie do odpowiadanie na krępujące mnie pytania. Konsylium wybitnych medyków ustaliło, że niepożądane dolegliwości miną po trzech dniach, jak w przypadku innych szczepionek i mieli rację, tak się stało.
Pocztą pantoflową dowiedziałem się, że nielegalnego w naszym kraju Sputnika, Słowak podaje chętnym panom w minimalnych ilościach. Efekty uboczne utrzymują się przez cztery godziny, o ile stosują dietę, jak się okazało, stworzoną przez moją małżonkę. Odpowiedni poziom minerałów i mikroelementów, witamin zapewnia takie, a nie inne skutki niepożądane.
Zastanawiam się podobnie jak inni zaszczepieni czy powinienem przyjąć drugą taką samą dawkę po takich dolegliwościach, albo zmienić rodzaj szczepionki, na rekomendowaną przez Ministerstwo Zdrowia.
Komentarze (1)
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania