Skyrim: Przygody Qu'arri - Rozdział I

Słowem wstępu:

 

Przygody Qu’arri to fabularyzowany zapis mojego gameplayu z gry Skyrim. Nie jest to więc typowe fanfiction, a bardziej próba przełożenia doświadczenia growego na język literacki. Jednocześnie jednak będę się starać miejscami ubogacać całość, tak by dało się to czytać jako samodzielne dzieło, niewymagające (zbytnio) znajomości gry. Na potrzeby pisania mógłbym się skupić tylko na głównym wątku, lecz Skyrim to przede wszystkim zadania poboczne i eksploracja, więc będzie tu zapewne dużo wpisów, w których pozornie nic ciekawego się nie dzieje – no ale cóż: tak właśnie wygląda życie awanturnika, który chce poznać każdy skrawek fascynującej krainy.

A jako że to jest zapis grania, to kolejne części będą powstawać wraz z moim postępem w samej grze. Całość ma formę dziennika, a jako że w trakcie jednego dnia w grze da się zrobić dość sporo, trochę mi tych rozdziałów wyjdzie. Niczego nie obiecuję, ale sam sobie stawiam wyzwanie, by w miarę regularnie grać i przerabiać moje doświadczenia na formę literacką.

Rozdziały mam zamiar, póki co, publikować co tydzień. W późniejszym czasie być może będę publikować częściej, gdy już nazbiera mi się duży zapas materiału.

 

Rozdział I: Smok

–––Ostatni Siew, 17-ty, 4E 201–––

 

Skyrim, Skyrim, Skyrim… Co mnie podkusiło, by przybyć do tej skutej lodem i pogrążonej w wojnie krainy? Cóż, to wiedzą chyba tylko bogowie, choć jestem świadoma, że każdy kolejny dzień w Cyrodiil byłby stratą czasu, a powrót do Elsweyr skończyłby się dla mnie śmiercią, a w najlepszym wypadku żebractwem. Tak czy owak – oto jestem, ja Qu’arri, dumna kocica, i piszę ten dziennik dla siebie i dla potomnych, o ile jakichś doczekam. Przeżyłam już wiele rozczarowań, więc mam nadzieję, że ten jeden ostatni raz naprawdę będę mogła zacząć nowe, szczęśliwe życie.

Ledwie parę dni minęło od kiedy przybyłam do Skyrim. Byłam w Helgen, zwiedziłam Falkret, aż w końcu postanowiłam rozbić obóz w lesie, gdy wredny karczmarz nie chciał mi wynająć pokoju, gdyż, jak mówił, "nie obsługuje brudnych Khajiitów". Aż dziwne, że taki prostak w ogóle poznał z kim ma do czynienia, gdyż z Khajiitów, których tu się widuje mam tylko uszy i ogon. Tak czy owak niech Arkay ma tego biednego człowieka w opiece, ponieważ to dzięki niemu nadal żyję. Helgen bowiem zostało zniszczone przez smoka, czego byłam naocznym świadkiem. Może to trochę nadużycie z mojej strony, gdyż większość ataku przespałam, lecz zdążyłam się zbudzić, by zobaczyć odlatującą w dal bestię, która pozostawiła po sobie jedynie dymiące ruiny. Gdybym nie ufała sama sobie uznałabym, że to sen lub halucynacje po skoomie, lecz byłam pewna – oto ujrzałam potwora niewidzianego w Tamriel od wieków. Kierowana ciekawością postanowiłam przeszukać zgliszcza. Widok był okropny. Zwęglone ciała, dogasający ogień, zwalone domy i zniszczone mury, które przez wieki chroniły tę przygraniczną mieścinę przed zagrożeniami. Nie znalazłam żadnej żywej duszy, lecz dzięki notatkom pewnego nieszczęsnego więźnia dowiedziałam się, że pod fortem Helgen znajduje się sieć jaskiń, gdzie mogli się skryć ocaleni. Nie planowałam bawić się w bohaterkę, lecz sumienie podpowiadało mi, że powinnam to sprawdzić – jeśli naprawdę ktoś przeżył, z pewnością będzie wiedzieć o ataku smoka o wiele więcej niż ja. Odnalezienie ujścia jaskini nie było trudne – znajdowało się ledwie kawałek za miastem, skryte wśród drzew i zarośli. W środku odnalazłam rannego mężczyznę przywdzianego w zbroję Gromowładnych. Był w całkiem niezłym stanie, nawet próbował coś do mnie mówić, lecz widocznie potrzebował czegoś, co postawi go na nogi. Dałam mu więc miksturę uzdrowienia, którą schowałam w moim plecaku i wyprowadziłam go z walącej się jaskini. Gdy tylko wyszliśmy na światło dzienne, przedstawił się jako Ralof. Powiedział, że jego siostra, Gerdur, prowadzi tartak w pobliskiej mieścinie – Rzecznej Puszczy – i właśnie tam powinnyśmy się udać, by poinformować nieświadomych mieszkańców o ataku smoka. Uznałam, że to dobry plan, szczególnie że potrzebował on dodatkowej pomocy medycznej, a i ja nie miałam zamiaru spędzać reszty dnia, a co dopiero nocy w obozie koło miasta, które zaatakował smok.

Z rozmowy z Ralofem dowiedziałam się również, że on i jego towarzysze, w tym przywódca rebelii, Ulfrik Gromowładny, mieli być skróceni o głowę po tym jak ich schwytano z okolicach Czarnego Ruczaju. Szczęśliwie, o ile można tak to w ogóle określić, zaatakował smok, dzięki czemu Ulfrik zdołał uciec. Ralof zdawał się nie martwić losem swoich poległych towarzyszy, mówiąc coś o jakimś Sovngardzie – cóż, widocznie to prawda, że Nordowie nie obawiają się śmierci. Po drodze natrafiliśmy na Kamienie Przeznaczenia. Według słów Ralofa przekazują one każdemu godnemu człowiekowi cząstkę swej mocy, co może być po części prawdą, gdyż gdy tylko dotknęłam chropowatej powierzchni Kamienia Wojownika, poczułam jakbym przez moment stała się trochę silniejsza. Cóż, może dzięki temu błogosławieństwu łatwiej mi będzie przetrwać w tej pełnej zagrożeń krainie? Po niedługim czasie dotarliśmy do Rzecznej Puszczy. Mieścina ta, skupiona wokół tartaku i gospody, wydała się mi być dość urokliwym i spokojnym miejscem. Tuż obok płynęła wartka, błyszcząca w słońcu rzeka, a liczne drzewa rzucały chłodny cień. Mury obronne, choć drewniane i skromne, wydawały się być solidne, a brak strażników nie wydawał się być czymś złym – widocznie każdy tu potrafił zadbać o swoje bezpieczeństwo. Nie było jednak czasu na zwiedzanie, gdyż Ralof zaprowadził mnie do Gerdur tak szybko, jak tylko mógł. Kobieta ta, dobrotliwa, a zarazem twarda, wysłuchawszy naszej historii, poleciła bym udała się do Białej Grani, aby ostrzec jarla Balgruufa przed nadciągającym zagrożeniem, a przy okazji poprosiła go, by przysłał do Rzecznej Puszczy strażników na wypadek ataku smoka. Nie mogłam jednakże ruszyć od razu, więc Gerdur w swojej dobroduszności pozwoliła mi przenocować w jej domu. W ten sposób poznałam również jej męża Hoda, postawnego mężczyznę o prostej, zmęczonej twarzy i ich syna Frodnara, który, według własnych słów, był najlepszym psotnisiem w całej okolicy. Zjedliśmy razem obfity obiad, na który składała się pieczeń z dzika i pyszne, rozpadające się w ustach podpiekane warzywa. Dawno nie zjadłam czegoś równie smacznego i sycącego, więc nie omieszkałam się prosić o kolejną porcję, co gospodyni odebrała jako przejaw moich dobrych manier i wdzięczności za gościnę.

Był ledwie wieczór, więc postanowiłam, że rozejrzę się jeszcze po mieście. Udałam się w stronę rzeki, by móc pooglądać w jej tafli ostatnie promienie zachodzącego słońca. Po drodze spotkałam jednak leśnego elfa – Faendala – który wyglądał na wyraźnie zmartwionego. Trochę mi się nudziło, a więc zapytałam, co go trapi. On mi odpowiedział, że kocha siostrę miejscowego handlarza, Camillę Valerius i obawia się, że wybierze ona barda Svena, który również zabiega o jej względy. Faendal obmyślił więc plan – wręczył mi list, rzekomo napisany przez Svena i polecił bym dostarczyła go Camilii. Takie podstępne zagrywki dobrze mi były znane i z Elsweyr i z Cyrodiil, i choć nie pochwalałam tego pomysłu, postanowiłam, że pomogę temu elfowi. Plan zadziałał – Camilla naprawdę uwierzyła, że te wszystkie okropne, prostackie słowa napisał Sven. Powiedziała, że już więcej nie będzie się z nim zadawać, co oznaczało, że mogłam wrócić do Faendala po nagrodę. W podzięce wręczył mi garść monet i zapewnił, że w razie potrzeby jego łuk będzie do mych usług. Oddaliłam się więc, życząc mu powodzenia w miłości.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • MKP miesiąc temu
    Aż się łezka w oku zakręciła na wspomnienie o godzinach spędzonych w tym cudownym świecie:) Czekam ze zniecierpliwieniem na Skyrim 2, ale niestety sobie poczekamy :(
  • MKP miesiąc temu
    Rozmarzyłem się i zapominałem dodać, że bardzo dobrze opisane początki gry. Zaczynałem zabawę jakieś 4-5 lat temu i tekst wyciągnął intro
    z otchłani pamięci.
  • zsrrknight miesiąc temu
    Nie Skyrim 2, a The Elder Scrolls VI :)
    I dziękuję za komentarz. Fajnie, że przywołałem wspomnienia, choć akurat u mnie początek jest troszeczkę inni niż w grze.
  • Vespera miesiąc temu
    zsrrknight No tak, nie było kultowej sceny na wozie :) Kiedyś zaczynałam Skyrima ze trzy razy, ale zawsze kończyło się na zwiedzaniu jaskiń i oglądaniu widoków, bo jakoś zadania w ogóle mnie nie wciągnęły.
  • MKP miesiąc temu
    Vespera Ja kończyłem jak miałem najlepszy pancerz i broń, gdzieś w połowie gry :)
  • MKP miesiąc temu
    zsrrknight Kolejna część będzie w Skyrim, więc obie wersje są formalnie równorzędne:)
  • Vespera miesiąc temu
    MKP Troszkę mię się kolorystyka w tej grze nie podobała, bardzo bura.
  • zsrrknight miesiąc temu
    Vespera kolorystykę można zmienić modami, choć to już jednak trochę zabawy...
  • Vespera miesiąc temu
    zsrrknight Eee, takiej niedzielnej graczce, jak ja, to się nie chce...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania