Skyrim: Przygody Qu'arri - Rozdział II

Rozdział II: Walka w kopalni

–––Ostatni Siew, 18–ty, 4E 201–––

 

Norskie łóżka okazały się być naprawdę wygodne i ciepłe. Zbudziłam się wypoczęta, wygrzana i pełna energii. Dom był pusty – Gerdur i Hod udali się do pracy, a Ralof gdzieś zniknął. Skorzystałam więc z okazji i przygotowałam sobie parę przekąsek. Opiekane pory, pieczone ziemniaki – zawsze się przydają, gdy rusza się w drogę. Oczywiście jeszcze nie mam zamiaru wyruszać do Białej Grani. W okolicy jest parę ciekawych miejsc, które muszę sprawdzić, a zresztą nie zanosi się, by smok miał się nagle znów pojawić. Udałam się więc do Alvora, miejscowego kowala. Twarz miał kwadratową i surową, podobnie jak większość tutejszych mężczyzn, lecz jego spojrzenie wydało mi się być pełne spokoju i delikatności. Sprzedałam mu parę gratów, które ze sobą niosłam, a jako że wydał mi się miły i chętny do współpracy, spytałam czy nauczy mnie podstaw kowalstwa. Uznałam, że taka umiejętność może się mi się kiedyś przydać, a zresztą już niegdyś tego próbowałam, gdy mieszkałam jeszcze w Cyrodiil. Natychmiastowo się zgodził, ciesząc się, że chociaż przez chwilę będzie miał ucznia. Nie poszło mi zbyt dobrze – sztylet wyszedł mi krzywy i tępy, a rzemieniowy hełm prawie się rozpadł, gdy próbowałam go założyć (Alvor powiedział, że to mogła być wina nieprzemyślanych otworów na uszy). Praca w kuźni nie jest tak łatwa, jak mi się wydawało, lecz zdaniem Alvora mam potencjał, by w przyszłości kuć broń w słynnej Niebiańskiej Kuźni. Z pewnością przesadził, chcąc poprawić mi nastrój, lecz i tak te słowa były niezwykle miłe i pełne szczerości. Przy okazji dowiedziałam się również, że kupiec Lucan Valerius, brat Camilli, ma jakieś kłopoty, więc wstąpiłam do jego sklepu, który znajdował się naprzeciw kuźni Alvora. Dowiedziałam się, że ktoś ukradł rodzinną pamiątkę Lucana – Złoty Szpon – i prawdopodobnie uciekł ze zdobyczą do ruin Czarnogłazu, które podobno służą za bazę wypadową grupy bandytów nękających drogę do Białej Grani. Kupiec powiedział, że hojnie mnie wynagrodzi, jeśli odzyskam Szpon, więc przyjęłam zlecenie, zastrzegając od razu, że na wyprawę ruszę najwcześniej jutro. Potem popracowałam chwilę w tartaku, zjadłam obiad i wyruszyłam za miasto. Nie udałam się jednak w stronę Białej Grani, lecz raz jeszcze ruszyłam drogą, którą tu trafiłam. Niedaleko Kamieni Przeznaczenia dostrzegłam ścieżkę prowadzącą w góry. Dotarłam nią do bronionego przez bandytę wejścia do kopalni. Nieszczęśnik nie był skory do rozmowy, więc niestety musiałam go pokonać. Walczył dzielnie, choć zdecydowanie odstawał ode mnie umiejętnościami. Postanowiłam, że zaryzykuję i udam się do wnętrza kopalni. Nieopodal wejścia rozstawiono pułapkę – linkę, która po zerwaniu miała zrzucić na ofiarę stertę wielkich kamieni. Całe szczęście, że dobrze widzę w ciemności, dzięki czemu od razu ją dostrzegłam i po prostu przeszłam nad nią. Dzięki temu udało mi się zaskoczyć dwójkę bandytów siedzących przy ognisku, nieopodal mostu, który przecinał podziemne jezioro. Zestrzeliłam obydwu z łuku, nim zdążyli się choćby odwrócić. Potem udałam się w głąb kopalni, gdzie znalazłam dźwignię, która spuściła kładkę otwierającą przejście do dalszej części kopalni. Dobrze, że zachowałam czujność i od razu się skryłam, gdyż chwilę potem pojawili się zaalarmowani bandyci. Jeden udał się w stronę wejścia, drugi zaś ruszył wprost na mnie. Wykorzystałam więc okazję i zabiłam ich pojedynczo, nie odnosząc żadnych ran. Wiedziałam jednak, że dalej nie będzie tak łatwo, więc przeszłam przez kładkę z myślą, że następna walka będzie bardziej bezpośrednia. Tak też się stało. Kolejny bandyta okazał się być wymagającym przeciwnikiem, lecz i jego pokonałam bez odniesienia większych ran. Dwa razy mnie drasnął w lewą rękę, lecz nie było to nic poważnego. Wyciągnęłam z plecaka kawałek bandaża i szybko opatrzyłam ranę – krwi było mało, lecz warto było zabezpieczyć się przed zabrudzeniem rany.

Idąc dalej znalazłam się w głównej części jaskini. Na dole znajdowało się zimne, pogrążone w mroku jezioro, na brzegu kuźnia, a powyżej taras, z którego to wszystko obserwowałam i mostek, który łączył się z półką skalną, prowadzącą w moją stronę. Po prawej dostrzegłam zejście na dół, do kuźni, lecz z niego nie skorzystałam. Dostrzegłam, że bandytów jest czterech – jeden przy kuźni, łucznik na moście i dwójka wojowników, która patrolowała skalną półkę i mostek. Nie zastanawiając się długo, zdjęłam z łuku mężczyznę wykuwającego miecz lub coś podobnego. Reszta usłyszała świst strzały, lecz nie odkryli od razu mojego położenia. Łucznik pozostał na moście, obserwując okolicę, a pozostała dwójka ruszyła w moją stronę. Skryłam się w cieniu i gdy tylko ich ujrzałam, wyskoczyłam, raniąc ich pazurami. Nie padli jednak od razu – parę ciosów uniknęłam, dwa lub trzy przyjęłam na ramiona i prawą nogę. Straciłam trochę krwi, rany bolały, lecz w końcu ich pokonałam. Skryłam się za cienkim filarem, który podtrzymywał sufit, wypiłam miksturę uzdrowienia i gdy tylko dostrzegłam, że łucznik nie jest jeszcze gotowy do strzału, ruszyłam sprintem przez półkę skalną i mostek. Cały czas słyszałam świst strzał, które minimalnie mnie mijały, lecz ani przez moment nie zwolniłam ani się nie zawahałam. W końcu dopadłam łucznika, przecinając pazurami jego odsłonięte gardło.

Mikstura powstrzymała krwawienie, a adrenalina blokowała ból, lecz byłam nieźle zmęczona i sponiewierana. Odsapnęłam chwilę, zmyłam krew wodą z podziemnego jeziora i zaczęłam przeszukiwać kopalnię. Znalazłam trochę septimów, parę kamieni szlachetnych i jakiś ładny, srebrny wisiorek. Wszystko to było najpewniej skradzione, lecz szukanie właścicieli nie miało sensu – uczciwie zapracowałam na ten łup, więc należał do mnie. Przy okazji zgarnęłam trochę pomidorów i soli z zapasów bandytów i wyszłam z kopalni drugim wyjściem, które znajdowało się trochę powyżej mostku.

Wróciłam na drogę i zamiast wrócić do Rzecznej Puszczy, ruszyłam raz jeszcze w stronę Kamieni Przeznaczenia, choć powoli zbliżał się wieczór. Znalazłam tam ścieżkę, która prowadziła w dół, nad brzeg rzeki. Siedziało tam dwóch mężczyzn, którzy głośno rozmawiali i pili miód. Jeden z nich był przewoźnikiem, który zaproponował mi przepłynięcie przez pobliskie jezioro Ilinalta, z którego wypływała rzeka, drugi zaś był rybakiem, który bardzo chciał się podzielić swoją wiedzą. Mężczyzna podarował mi wędkę i nauczył paru sztuczek na temat wędkarstwa. Co prawda potrafię łowić ryby, lecz dodatkowa wiedza, szczególnie gdy się przebywa w nieznanej prowincji, jest przydatna. Spędziłam tam trochę czasu i udało mi się nawet złowić ładnego srebrnego okonia. Robiło się już jednak ciemno, więc postanowiłam, że wrócę do miasta. Dostrzegłam jednak, że woda w tamtym miejscu była płytka, więc przeszłam przez rzekę na drugi brzeg, by sprawdzić, co się tam kryje. Ku mojemu zdziwieniu przy jednym z drzew znalazłam kupkę dymiących popiołów, które najpewniej były jeszcze niedawno człowiekiem, a paręnaście metrów dalej opuszczoną chatkę. W środku nie znalazłam niczego ciekawego, prócz paru książek i ziół, ale obok łóżka znajdowała się klapa prowadząca do niskiej, wykopanej w ziemi piwnicy. W środku znajdowały się narzędzia alchemiczne, stół do zaklinania i list, z którego treści dowiedziałam się, że mieszkanka tej chaty, wiedźma Anise, namawiała swoją krewną, by dołączyła do niej i zaczęła praktykować czarną magię. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc że nie muszę mieć do czynienia z tą wiedźmą i czym prędzej opuściłam tamto miejsce.

Raz jeszcze przeszłam przez płyciznę i powróciłam na drogę prowadzącą do Rzecznej Puszczy. Było już ciemno, a nocną ciszę przecinały wycia wilków i pohukiwania sów.

Nie chciałam się narzucać Gerdur, więc postanowiłam że spędzę noc w gospodzie Pod Śpiącym Gigantem. Właściciele, Orgnar i Delphine, okazali się być mili i gościnni, a w środku spotkałam również barda Svena i pijaka Embrego, z którym wypiłam butelkę miejscowego specjału – Miodu Czerwoniaka. Przy okazji Orgnar podzielił się ze mną zasłyszanymi ostatnio plotkami – o chłopcu z Wichrowego Tronu, który chce przyzwać Mroczne Bractwo, o Akademii Magów w Zimowej Twierdzy, o kaplicy Azury na północy i o „rzeźbiarzu twarzy”, którego można znaleźć w Pękninie. Potem wzięłam kąpiel, ogrzałam się przy ogniu, słuchając dość smętnego wykonania pieśni „Wiek Agresji” i w końcu poszłam do swojego skromnego pokoiku, by zasnąć.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • MKP 3 tygodnie temu
    "Oczywiście jeszcze nie mam zamiaru wyruszać do Białej Grani. W okolicy jest parę ciekawych miejsc, które muszę sprawdzić..." To zdanie opisuje idealnie mój styl gry: zawsze jest jakaś jaskinia w okolicy, która jest tą ostatnią przed głównym zadaniem.
    Sześć jaskiń później... :)
  • zsrrknight 3 tygodnie temu
    akurat taki styl gry jest dość powszechny wśród wielu graczy. Szczególnie że sama gra jakoś mocno nie zachęca do skupiania się na samym wątku głównym. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania