Śledztwo
(Mój troszkę starszy tekst napisany z limitem 1500 znaków na narzucony temat)
W Café Vert wybiła godzina jedenasta. Loren zacisnęła usta nad filiżanką gorącej herbaty, czując jak gorzki płyn rozlewa się po przełyku. Jej wzrok podążał za sekundnikiem wędrującym po tarczy staroświeckiego zegara, wpasowującego się w osobliwe wyposażenie kawiarni. Zakończony startym flekiem obcas uderzał miarowo o drewnianą podłogę, wystukując jednostajny rytm. Nie potrafiła nad tym zapanować.
– Jesteś dziś strasznie nerwowa – zauważył David. – To do ciebie niepodobne.
– Owszem – odparła lakonicznie.
Kiedy kilka godzin wcześniej wezwano ich do zatopionego w błocie Packarda Twin Six Coupe z tysiąc dziewięćset osiemnastego, zakładali, że będą mieli do czynienia z pordzewiałym wrakiem. Tymczasem wyciągnęli z bagna auto w całkiem przyzwoitym stanie. Zaskakująco dobrze zachowane ciała nadal spoczywały w kabinie, a zgodne z ówczesną modą ubrania nie zdążyły zbutwieć i nadal oblepiały mokrym uściskiem obie postaci. Przez sto lat torf mógł nieco zakonserwować szczątki, ale nie w takim stopniu. Loren wpadła na to, nim jeszcze usłyszała od Davida o wypełnieniu kompozytowym w jednym z zębów kierowcy. Nietrudno było go dostrzec, jako że głowę denata ktoś rozłupał na kształt makabrycznego tulipana. Czekał ich ciężki dzień. Normalnie poradziłaby sobie z tym bez większych problemów, ale świadczące o zaawansowanej ciąży wybrzuszenie pod sukienką pasażerki zupełnie wytrąciło ją z równowagi. Troskliwie położyła rękę na własnym brzuchu.
– Powinniśmy wracać do pracy – powiedziała.
Komentarze (16)
Trochę można by popracować nad przecinkami.
Wstyd mi to mówić(pisać), ale muszę się z tym zgodzić. Przecinki to moja największa bolączka.
Hmm... Mi się osobiście podoba. Lubię takie kryminalne zagadki:)
Dziękuję. :)
Jako część fragmentu bardzo dobra, sprawia, że chce się doczytać resztę. Jako całość, hmmm, całością tego nie nazwę. Na okładce grubej książki mógłby byc ten fragment jako zachęcający do przeczytania całości ;)
Zgadzam się, że jako "całość" nie wygląda to dobrze. Wiem, że dałoby się to rozwinąć i być może wyszłoby z tego coś przyzwoitego, ale niestety nie mam ani głowy, ani ręki do kryminałów. :(
P.J.Otter Opowieść o ludziach prowadzących śledztwo nie musi być kryminałem.
Zaciekawiony W sumie... prawda.
No to może teraz trochę bardziej szczegółowo:
"nad filiżanką gorącej herbaty, czując jak gorzki, gorący płyn" - skoro już trzeba było oszczędzać ilość słów, to głupio jakieś bardzo blisko powtarzać
"Zakończony startym flekiem obcas, uderzał " - no i na przykład tutaj nie powinno być przecinka. Rozdzielasz tutaj podmiot i orzeczenie w obrębie tego samego zdania nadrzędnego. W ogólnym skrócie: orzeczenie to czasownik mówiący co się dzieje z pewnym rzeczownikiem/osobą, czyli podmiotem. Tutaj masz oba tuż obok siebie - kto? obcas; co robił? stukał. I w takich miejscach się nie stawia przecinka, bo to wybija z rytmu i czasem może zaburzyć sens.
"zgodne z ówczesną modą ubrania, nie zdążyły" - dokładnie ten sam błąd "ubrania nie zdążyły"
"ale świadczące o zaawansowanej ciąży, wybrzuszenie" - i tu też "świadczące wybrzuszenie"
Nie widzę tam powtórzenia. Staram się takowych unikać. Chyba że chodzi o rozwinięcie tego zdania, w odniesieniu do ilości słów. Lubię kłaść nacisk na świat przedstawiony, szczegółowość wydaje mi się bardzo istotna w tekstach. Wydaje mi się, że te kilka dodatkowych linijek, które uzyskałabym po okrojeniu opisów nic by nie wniosło, a tak przynajmniej scena jest czytelniejsza.
Z tymi przecinkami to jest dramat! Wiem o tym i staram się poprawiać je na tyle, na ile jestem w stanie... a idzie mi to tak, jak widać na załączonym obrazku.
Ten krótki tekst na pewno wymaga korekty strony technicznej.
Dziękuję za szerszą wypowiedź. :)
P.J.Otter
GORĄCA herbata, a za chwilę synonim GORĄCY płyn. I to w ramach jednego zdania. Nie ma za bardzo sensu drugi raz powtarzać pojęcie, nawet innymi słowami, bo już i tak wiemy co takiego było pite.
Coś podobnego co chwila widzę w opowiadaniach, dwaj bohaterowie siedzą w karczmie i piją piwo. Autor, który nie ma pomysłu co właściwie opisać, mnoży więc kolejne określenia tego samego, mimo że po pierwszym czytelnik już wie co takiego się dzieje, mamy więc kolejno "pili piwo", "popijał gorzki płyn", "łyknął alkoholowy napój", "dokończył chmielowy napar" (autentyk!).
Zaciekawiony
Jejku, faktycznie powtórzyłam tam "gorący". To nawet nie synonim a perfidne powielenie słowa. Nie wiem jakim cudem tego nie zauważyłam, skoro stoi tam jak wół. Będę musiała jakoś to zmienić, bo będzie mnie teraz męczyć.
Ja akurat jestem zwolenniczką synonimów. Raczej nie przeszkadza mi, jeśli ktoś używa ich w dużych ilościach (oczywiście nie do przesady). Niemniej rozumiem odmienny punkt widzenia na tę kwestię.
P.J.Otter
Problemem nie jest samo używanie synonimów, tylko konstruowanie zdań i opowieści tak, że potrzebne jest częste powtarzanie tych samych pojęć, jakkolwiek je nazwać. Bo czasem nie jest potrzebne.
Zaciekawiony
Tak, wiem o co ci chodzi. Wydaje mi się jednak, że to zależy od tego co poprzez takie "powtarzanie" autor chce osiągnąć. W przypadku tego piwa, może to być np. wskazanie na upływ czasu, ukazanie charakteru postaci poprzez to w jaki sposób dane osoby to piwo piją, stworzenie atmosfery czy głupie rozbicie topornego bloku dialogów.
P.J.Otter
Znam takie konteksty, ale niestety często dodawanie synonimicznych opisów w dialogach to po prostu element wodolejstwa.
Zaciekawiony
Owszem, zdarza się i tak. Nie mówię, że nie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania