Ślimacza mądrość, czyli jak nie spieszyć się do wieczności
Padał deszcz. Taki delikatny, co nie męczy, tylko głaszcze. Trotuar zmienił się w błyszczącą autostradę marzeń – przynajmniej dla ślimaków. Wyszli tłumnie, jakby ktoś ogłosił wielką konferencję egzystencjalną. Jedni sunęli w prawo, inni w lewo, ale nikt nie biegł, nikt się nie spieszył. Bo ślimaki wiedzą to, czego my, sapiące stworzenia w butach, wciąż się uczymy: że życie nie ucieka – ono się toczy.
Pod krzakiem lawendy toczyła się właśnie ślimacza debata. Jeden z nich, z muszlą trochę obtłuczoną, ale błyszczącą jak medal za zasługi, uniósł czułki i powiedział z namysłem:
– Czas... czas to nie linia, moi drodzy. Czas to śluz. Zostaje za nami i błyszczy w słońcu tylko wtedy, gdy pada deszcz.
Drugi ślimak, młodszy i jeszcze trochę naiwny, westchnął:
– Ale czy to wszystko ma sens? Tak się ślizgać przez życie?
Na to najstarszy z nich – ślimak mędrzec, co ponoć raz widział księżyc w kałuży i od tamtej pory mówił tylko w metaforach – odpowiedział spokojnie:
– Mój drogi, sens to nie miejsce, do którego idziemy. Sens to ślady, które zostawiamy. A jeśli błyszczą po deszczu – znaczy, było warto.
Wtedy przeleciał obok gołąb i prawie ich wszystkich rozdeptał swoim skrzydłem obojętności. Ślimaki zadrżały, ale żaden się nie zwinął w sobie. Po prostu spojrzeli na siebie, wzruszyli czułkami i sunęli dalej. Bo według ślimaków świat czasem się rozpędza za bardzo – i trzeba go przeczekać.
I wiesz co? Patrzyłem na nich, na tych filozofów mokrego bruku, i pomyślałem, że może warto czasem zwolnić. Zamiast gonić wszystko naraz, lepiej się zatrzymać i spytać:
„Co po mnie zostanie? Pośpiech… czy ślad, który błyszczy?”
Komentarze (2)
a w ogóle fajne, ślimakowe.
:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania