Ślimak
Siedzę na ławce. Obok ławki ślimak. Nie wiem jak ma na imię, sam dla niego też jestem anonimowy. Spróbuję się zaprzyjaźnić... Chociaż nie. To głupota! To mezalians! Zresztą i tak on zaraz umrze. Na moje oko - max 2 lata. I co? Zaangażuję się emocjonalnie. A potem co? PUSTKA. Trudna sprawa. Ale nie jestem przecież tchórzem! Dam radę, wykonać ten pierwszy krok. A może on mnie odrzuci! Tak byłoby najlepiej. Ale jeśli to COŚ mnie odrzuci to co dopiero samiczka homo sapiens... Potrzebny jest afrodyzjak! Chciałbym wrócić się do domu po słynny serek na pierogi, ale w tym czasie źli ludzie mogliby zabrać mojego przyszłego przyjaciela. Zabrać?
Tak na oko to człowiek wydaje się o kilka rzędów wielkości większy od takiego tyciego stworzonka. Ślimak niby ma skorupę, ale jest ona tak krucha, że można by zniszczyć ją lewą ręką. "Można by"? Teoretycznie tak. Przecież drugiego człowieka też "można by" zabić. To jest teoria.
Liczy się teoria czy doświadczenie? Racjonalizm czy empiryzm? Śmię twierdzić, że mojego małego towarzysza takie rzeczy niezbyt interesują. On ma swoje życie: zielsko - robal - zielsko - robal. Zupełnie jak maszyna! Do czasu!
Muszę go uczłowieczyć! Jak to zrobić? Zacznę od nadania kompanowi imienia. Stawiam na Eryka. Czytałem, że jest to imię nordyckie, oznacza osobę honorową. Czy ślimak ma poczucie honoru? Szczerze to wątpię. Wbrew temu nadałem mu takie imię. Zrobiłem to, bo chciałem, żeby miał marzenia - coś do czego chce dążyć. Czy to wykracza poza jego możliwości? Sądzę, że tak. My też mamy reczy, które wykraczają poza nasze możliwości. Śmierć mamy, taty, brata, kolegi ze szkoly... Chociaż są poza zasięgiem ogarnialności, spotykają nas i niszczą. Bronimy się. Ale ten nasz bunt jest jak ślimacza skorupa. Nic nie znacząca w kontakcie z buciorem zła.
Ciekawą rzeczą jest, że ślimak, mimo tego, że ma nogę nie posiada obuwia. Można by rzec górnolotnie, że "posiadać rzeczą ludzką". Może nie tylko ludzką, ale mniejsza z tym... Na pewno nie ślimaczą.
Siedzę na tej ławce już dobry kwadrans. I wciąż obserwuję mojego Eryka (w gruncie rzeczy nie powinienem mówić "mojego", ponieważ Eryk stanowi byt wolny, nieposiadający właściciela). Chociaż porusza się w iście żółwim tempie (a może nawet wolniej), należy mu się Nobel za wytrwałość.
Zbliża się zmierzch. Zastanawiam się, co zrobić z Erykiem. Czy zostawić go na tam, gdzie jest i ryzykować, że ktoś go rozdepcze, czy może przenieść go w bezpieczne miejsce? Trzeba działać. Ktoś może mnie skrytykować, ale uważam, jestem przekonany, że każdy czasem potrzebuje takiej pomocy. Nieważne kim jest "każdy".
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania