słony smak
istniejemy
w nabrzmiałym pęcherzu powietrza
ułożeni w kołysce z dłoni
w ciał zespoleniu
i zawiązaniu istnień obojga
niedostępni
zniewoleni zgodnie
w ciemności
bezdechu
i ciszy
by
w nagłym zrywie
dreszczu rozkoszy
zachłannym zaspokajaniu głodu
upaść
w świadome przemęczenie
czerpiąc szczęście
z wyczerpania ciał
zastygać powoli
mając na ustach
słony smak miłości
Komentarze (6)
Fajna forma. 5
Piękna ekstaza, 5 :)
Ha! I know you!
Yoł, Bro!
ówczesny poszedł mail
Ciekawe to Twoje odrodzenie, dobrze że jeszcze bardziej emocjonalne niż dotychczas. Bardzo mi się podoba to rozdzielenie strof, przejście z ciszy do rozkoszy. Ogółem kompozycja wydaje się bardziej rozplanowana niż we wcześniejszych Twoich tekstach... No i zniknęły myślniki! :o Chociaż może to przypadek, więc idę sprawdzać dalej. A wiersz przepiękny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania