słów ulewa
Siedzę w pociągu. Za oknem ulewa, las, mgła. Kończy się zima, a ja czuję że we mnie wraca jesień.
Szaro-brązowe myśli.
Z niewiadomych mi przyczyn wielką ulgę da mi, jeśli napiszę, że ze słowami mam ostatnio problem. Jednocześnie żadnej ulgi to nie daje. I nie, nie chcę powiedzieć, że nie potrafię słów znaleźć. Potrafię, ale nie widzę w tym szukaniu sensu. Znasz to uczucie? Możesz powiedzieć dużo, ale wiesz, że jak powiesz, to słowa trafią w eter. Nie ważne kimś jesteś. Twoje słowa znikną, i nie zostaną w ludziach, ani nawet w jednej osobie. Nie wiadomo jak bliska by nie była.
Ulewa, las, mgła. Wdech. Wydech.
Chcemy mówić to, co czujemy, ale nie czujemy niczego. Wylewamy więc z siebie patetyczne eseje upchane we wzniosłości, w „ochy” i „achy”, udając że nasze serca jeszcze coś pobudza i przyspiesza ich bicie.
Nie wierzę w nic, co ostatnio słyszę.
Słowa się skurwiły. Wszystko działa na instynktach. Jakie to tanie.
Ciche dni świata są zwiastunem głośnych nocy.
Jest za dużo słów. Za dużo.
Komentarze (3)
Aż głupio cokolwiek powiedzieć po takim tekście... Od razu widać, że jest mocny. Zawstydzony postaram się maksymalnie streścić: bardzo klimatyczny i żywy tekst. Na pewno bardzo piękny, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Na pewno mądry, chociaż polemizowałbym z tym ogólnym przekonanien o inflacji słów. Słów jest "samo jak raz", tylko coraz mniej się je szanuje, dlatego chodzą odarte, zziębnięte i nie są w stanie dokazywać wielkich rzeczy.
Znam ten ból...znam ten ból.
No, jako tako podoba mi się. Nawet niezłe. Ogólnie ciekawe przemyślenia. I ten mocny akcent pod koniec naprawdę dobrze działa.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania