Slowa
Słowa
Całe lata zbierałam słowa i chowałam do skrzyni. Miałam zamiar wyciągać je potem losowo i układać w zdania, które pomogłyby mi wyrazić to, co myślę, co czuję i wyjaśnić, dlaczego w ogóle piszę. Jedynie taka selekcja miałaby sens.
W skrzyni lądowało wszystko co znalazłam, każde słowo złapane na ulicy, czy w rozmowie, wychwycone, wyszeptane, wypowiedziane od niechcenia – dosłownie każde. Nie pozbyłam się „krawężników”, „słabości”, „milczenia”, „kłamstwa” ani nawet “miłości”.
Kiedy miałam w końcu zabrać się do pisania, złożyć w całość tysiące znalezionych, odkrytych wyrazów, okazało się, że skrzynia jest dziurawa. Jakaś mysz zakradła się do niej w nocy i wydrążyła tunel w drewnianej płycinie. Słowa (prawie wszystkie) wyrwały się natychmiast, wysypały i uciekły, na swoje miejsca, przybierając różne formy, zazwyczaj odpowiadające ich znaczeniu lub miejscu gdzie najczęściej są wypowiadane.
Na szczęście nie wszystkie się wydostały. Niektóre nie chciały wracać tam skąd je wzięłam. Zagnieździły się głęboko, nieświadome swojej wielkości udawały, że są tak małe, że aż niewidzialne. Nie chciały być znalezione, ani rozłączone, dlatego musiałam się nimi zająć, uporządkować i połączyć w całość. Należało im się to. Tak mozolnie opierały się sile reszty uciekinierów, wypływających ze skrzyni dużym nurtem, że nadwyrężyły swoje litery i nie mając już sił na nic poddały mi się bezwiednie.
Wszystkie inne słowa znalazły już swoje dawne miejsca, a te pozostałe, oporne, idące pod prąd, nieujarzmione, poukładałam w zdania, po to, żeby znalazły spokój i nie gubiły się już więcej.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania