Słowo.
Oczy moje nie widziały, nie rozbłysły, nie jaśniały
Kiedy Króla zobaczyły, obojętne na to były.
Przygnębienie na mnie padło, serce moje nie odgadło
W tej postaci nic wielkiego, nic dobrego, niezwykłego.
Niepokój w mym sercu gościł, nie było w nim miłości.
Dawno zgasła iskra jasna, podeptana, zapomniana
Pogrążona na dnie serca w bez nadziei i bez mocy
Pospieszyli mi z pomocą przedziwni prorocy.
Jedno Słowo wystarczyło, aby coś się obudziło,
Pojaśniało, rozjaśniło, szare chmury przepędziło.
Bliskość jego ducha to jest słońce, blask i tęcza
Zdrowie, miłość, dobroć i powiew powietrza.
Odtąd wielka tęsknota była częścią mojego żywota.
On płomieniem na mej drodze, drogowskazem
Znakiem, próbą, on przybędzie już niedługo.
Prosta jest jego droga, bez zła, bez fałszu opoka.
Na tej drodze go spotkałam, całe serce mu oddałam
Wierność, zapatrzenie, ofiarowane wspomnienie.
Szeol minę, śmierć okłamię, nie ma ona wpływu na mnie.
Król jest nowy nam dodany, od patriarchów czekany
Prosty on i zwykły człowiek, nie otwiera żadnych powiek.
Sprawiedliwe jego słowa, sercu miła jego mowa.
Duszę moją poruszyła, ożywiła i wzbudziła
Nowe życie mi sprawiła, będę zawsze go sławiła.
Lea.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania