Słowotyk.
woda zamarza w kranach, w rurach,
krew nie płynie arteriami i nie ciepli,
a przecież ledwo styczeń, ledwo połów
zaczął przynosić korzyści obojga ramion.
Nieskładość, to wszystko.
Mieszają się szyki, przestawiają kolejność
w zdaniach szemranych do kojenia,
do podtrzymania balkonu, który schyla się,
jednoczy z gruntem zmarzniętym niezgorzej.
Przygniecie go.
Przytuli własnym ciałem, skoro nic indziej.
A przecież ledwie niedziela,
Ledwie wczoraj myślał o niej w kategoriach.
Nieskładość, za wszystko.
Za podpierania ścian i kanapki,
za serce w torebce herbaty i cukier,
który podobno tamuje, zatrzymał się w pikselach.
Wydrapie jeszcze tunel, powietrze uderzy
w policzkiem zwane gardy.
Oryginalnie, choć to bełkot osoby uznawanej
za martwe z natury.
A żyje przecież.
Przecież oddycha pod wodą,
nie topi się, gdy przytrzymać głowę,
a ramiona docisnąć do tła.
Komentarze (6)
Co u ciebie łysolku xD ?
😉
Jakby przedwiośnie i jeszcze trzyma mróz, chociaż dużo tutaj starań, żeby ocieplić klimat albo nie dać się zwariować.
Bardzo trudny wiersz, ciężki do odczytania, zobrazowania.
Taki miał być. Dzięki
gościu, ty ledwo mówisz po polsku
Nie jestem twoim gościem, koleżko
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania