Smaczne nóżki
Tytuł być może zabawny. Ale czytasz na własną odpowiedzialność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zrobię wszystko dla mojego synka. Dosłownie wszystko. Jestem wdzięczna ludziom, którzy się za mną wstawili i dzięki temu moje dziecko może ze mną żyć, mogę je wychowywać i obserwować jak dorasta. Ja leżę tylko w łóżku, kiedyś co dwa dni przychodziła moja ciotka, która pomagała mi przy Arturze, niestety nie było jej dane przeżyć chociaż trochę dłużej. Zresztą, on ma już 5 lat, jest bardziej samodzielny niż inne dzieci w jego wieku.
Leniwie mijają nam dni. On się bawi, a ja praktycznie cały czas leżę. Nie stać mnie na wózek, a na kulach się nie utrzymam, mam zbyt słabe ręce. Niestety, a może -stety, nie tak słabe by nie wykarmić Artura. Być może pomyślicie, że okropna ze mnie matka, że za wszelką cenę chcę zatrzymać dziecko przy sobie. Cholera, to drugie to prawda... Ale ja naprawdę chcę dla niego dobrze. Chcę też mieć dla kogo żyć, przy kim umierać...
Na stoliku przy moim łóżku leży nóż. Używam go często, gdy nie daję rady doczołgać się do kuchni i zrobić coś do jedzenia. Tak... Moje nogi nie są sprawne w żadnym stopniu, więc... Po co mi one?
Zaczęłam to robić niedawno, z bezsilności. Od kilku dni kroję po kawałku mojego mięsa dla mojego syna, by miał co jeść. Z tego co widzę, smakuje mu. Błagam, nie oceniajcie mnie!
Którejś nocy poczułam, że to chyba mój czas... Czas by odejść. Arturowi powiedziałam, że jeśli nie obudzę się do dwunastej w południe - ma wzywać pomoc. Pomoc, czyli sąsiadkę. Nic innego nie mógłby zrobić. Gdyby jednak się pogubił - postanowiłam zapewnić mu cokolwiek. Z wielkim bólem, szybkim ruchem ręki, pozbyłam się nienaruszonej jeszcze nogi. Dałam mu ją. Czego nie robi się dla ukochanej osoby. Mimo odczuwanego dyskomfortu, poszłam spać dalej.
Kilka minut, może godzin później usłyszałam drapanie i nucenie. Zobaczyłam mojego syna, który obdrapywał ścianę z beżowej tapety w białe kwiaty. Nucił coś, to dziwne, bo nigdy nie miał styczności z muzyką...
- Co robisz kochanie? - zapytałam.
On, nie przerywając drapania i nucenia, obrócił twarz w moją stronę. Jego spojrzenie było dziwne, takie puste i zimne.
Na podłodze zobaczyłam tylko kość. Zapewne pozostałość po mojej nodze, ale jak, do cholery, mój mały syn zjadł tę nogę tak szybko?!
Artur obrócił resztę swojego ciała w moją stronę, zaczął się powoli zbliżać nawet nie mrugając. Jego tęczówki były zbyt jasne jak na człowieka, a źrenice stały się podłużne poziomo. Nie spuszczał ze mnie wzroku, a mnie ogarnęło okropne przerażenie...
- Mamo, jesteś smaczna, ciekawe jaka jesteś w środku.
Zaczął oblizywać złowieszczo uśmiechnięte usta nienaturalnie długim językiem. Stał nade mną minutę, która dla mnie była porównywalna do nieskończoności. Ja już wiedziałam co za chwilę nastąpi. Ale... czego nie robi się dla ukochanej osoby...
Swoimi długimi, szpiczastymi pazurami podciągnął do góry moją koszulkę, po czym zaczął jeździć nimi po wklęsłym brzuchu oświetlonym światłem świecy, która stała na stole. Jednym szarpnięciem rozerwał moją górną partię ciała tak, że było widać wszystkie moje wnętrzności. Od tego czasu przyglądałam się wszystkiemu z góry. To chyba znaczyło, że umarłam...
Najpierw wyłamał wszystkie żebra razem z mostkiem tak, by bez problemu mógł widzieć serce i płuca. To pierwsze wyrwał bez zastanowienia, wciągnął w siebie na raz, zachwalał smak tak, jakby wiedział, że ciągle obserwuję. Później to samo zrobił z płucami, żołądkiem, wątrobą, jelitami... To już nie było moje dziecko. Mimo to, nadal je kochałam, co nawet dla mnie było niezrozumiałe i cieszyłam się, że moje wnętrzności mu smakują.
Po uczcie rozbiegł się w stronę okna, po czym... Nie wyleciał przez nie. To wyglądało jak sytuacja z filmu, gdzie ktoś wskakuje w jakiś, hmmm, portal.
Spojrzałam w dół. Nie miałam nóg, a mój brzuch powoli rozmywał się w powietrzu.
I zniknęłam.
Komentarze (13)
"Ja leżę tylko w łóżku, kiedyś co dwa" - zaczęłabym tutaj nowe zdanie
Liczby piszemy słownie, przynajmniej w przypadku wieku itp.
"nie tak słabe by nie wykarmić" - przed "by"
"gdy nie daję rady doczołgać się do kuchni i zrobić coś do jedzenia." - czegoś*
"Od kilku dni kroję po kawałku mojego mięsa dla mojego syna" - bez "mojego" w przypadku syna, bo wiadomo, czyj on jest i to słowo zbędne. Pamiętaj, żeby się ich wystrzegać ;)
"Kilka minut, może godzin później usłyszałam" - przed "usłyszałam" przecinek, bo to wtrącenie
"zaczął się powoli zbliżać nawet nie mrugając." - po "zbliżać"
"Ja już wiedziałam co za chwilę nastąpi" - bez "ja". Wiadomo kto, zbędne słowo.
"Ale... czego nie robi się dla ukochanej osoby..." - znak zapytania
"Swoimi długimi, szpiczastymi pazurami podciągnął do góry moją koszulkę, po czym zaczął jeździć nimi" - zawsze się tego czepiam, ilekroć widzę takie wyrażenie. Jeździć można raczej rowerem, samochodem, jeździć po kimś nawet. Ale jeździć paznokciami.... raczej przesuwać. Poruszać. Cokolwiek takiego.
"Mimo to, nadal je kochałam" - bez przecinka
Kurczę, do końca liczyłam, że to jakaś halucynacja. Dobrze wyszło Ci to opowiadanie, udało Ci się wywołać u mnie obrzydzenie. Właściwie nawet nie wiem za bardzo, jak to skomentować. Gdzie jakaś opieka społeczna, interwencja sąsiadów, cokolwiek? Zostawiam 4,5 za błędy i lekkie niedociągnięcia. Czyli ogółem 5 :)
Takie odczucia chciałam wywołać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania