Smak wspólnej chwili
Pewnego ciepłego popołudnia w małym miasteczku, gdzie czas zdawał się płynąć wolniej, Emilka przygotowywała się do podwieczorku. Na stole stały już świeżo upieczone ciasto jabłkowe i dzbanek herbaty, a przez otwarte okno wpadał zapach kwitnących lip.
Do kuchni zajrzał jej młodszy brat, Witek.
- Emilko, czy mogę spróbować kawałek ciasta? - zapytał, zerkając łakomie na stół.
Emilka uśmiechnęła się lekko, ale pokręciła głową.
- Jeszcze nie. Poczekaj chwilę. Zaraz przyjdzie babcia i wtedy zaczniemy podwieczorek.
Witek westchnął teatralnie i usiadł przy stole.
- Zawsze każesz czekać... A ja jestem głodny teraz!
- Wiem, ale to ma być wspólny podwieczorek - odpowiedziała spokojnie Emilka. - Obiecałam babci, że zaczniemy razem.
W tym momencie drzwi skrzypnęły i do domu weszła babcia, opierając się lekko na lasce.
- O widzę, że wszystko gotowe - powiedziała z uśmiechem. - Jak pięknie pachnie!
- Babciu! - zawołał Witek. - Czy teraz możemy już jeść?
Emilka spojrzała na niego z rozbawieniem.
- Dobrze, dobrze... pozwolę ci wziąć pierwszy kawałek - powiedziała, podając mu talerzyk.
- Naprawdę? - oczy Witka rozbłysły. - Dzięki!
Babcia usiadła przy stole i nalała herbaty do filiżanek.
- Widzisz, Witku - zaczęła łagodnie - czasem warto poczekać. Wspólne chwile smakują lepiej niż pośpiech.
Witek, zajęty już jedzeniem, tylko przytaknął z pełnymi ustami.
- Mmm... rzeczywiście - powiedział po chwili. - To najlepszy podwieczorek ever!
Emilka i babcia roześmiały się cicho. Za oknem słońce zaczynało powoli zachodzić, a w domu panowała ciepła, spokojna atmosfera, która sprawiała, że nawet najprostszy podwieczorek stawał się czymś wyjątkowym.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania