smarkate lata
witałem
całkiem smarkaty dzień
całkiem mały z gilem u nosa
niebo błękitem uśmiechało się do gwiazd
moje piąte lato
krzyczało głodne życia
matko daj kromkę z jajkiem smażonym
posyp szczypiorkiem
kawa zbożowa z mlekiem
zapach unosi chwile niezapomniane
z pełnym brzuchem
rozpędzonym rowerkiem
gnałem co sił leśną ścieżką
ptaki śpiewały piosnkę
o zielonym lesie o dzikiej łące
zrywałem jeżyny jadłem poziomki
zapach starego lasu nad jeziorem
mam gdzieś w sobie
Komentarze (2)
Banał: takich rzeczy się nie zapomina. Smak dzieciństwa zostaje z nami na zawsze. I podobno najmocniej się przypomina w późnej starości. Chyba na jej osłodę.
Niezły, szczery wiersz!
Dziękuję:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania