Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Smerfowa epidemia
Uwaga! Utwór jest ekstremalnie głupi i chamski, co było zamierzone. Jeśli nie chcecie czytać go dalej, to możecie pocałować mnie w wampirską dupę.
W chatce złego czarnoksiężnika o imieniu Gargamel odbyła się pijacką imprezka. Zaproszone czarownice zaparkowały przed domem swoje wypasione, latające miotły. Nie zabrakło również podłych magów, którzy po wypitym bimbrze oraz pożartej fasolce puszczali śmierdzące bąki. Następnie dla zabawy za pomocą czarów tworzyli niewielkie płomienie, które od pierdów z tyłków podpalały wąsy i futerko rudego kota Klakiera.
Biedny kocur wpadł w histerię i udawał, że nie żyje. Padł teatralnie na brudną podłogę, wyprostował swoje łapy ku górze i wywalił na zewnątrz jęzor. Myślał, że udając martwego, to niemili dla niego magowie odpuszczą tortury i głupie zabawy z ogniem. Jednak trudno jest udawać martwego, gdy kocie ciało płonie i biedny Klakier zamienił się w kulę ognia. Jak szaleniec w kaftanie odbijał się od ścian i tratował wszystkie krzesła oraz stoły z żarciem. Na podłogę spadły takie rarytasy jak np. świńskie oczy, szczurze peniski w galarecie czy lody z dodatkiem robali i zgniłym serkiem.
Niestety miarka się przebrała, gdy płonący Klakier rozpieprzył masywną szafę z alchemicznymi miksturami i wywarami. Wkurzony Gargamel pożyczył od jednej z czarownic miotłę i chciał uderzyć w rudy zadek swojego pupilka. Gargamel zamachnął się i niechcący strącił na podłogę fiolkę z tajemniczą miksturą. Zamknięta fiolka roztrzaskała się na drobne kawałki i jej zawartość zmieszała się z innymi rozlanymi miksturami. Z powstałej mieszanki powstała chmura zielonego dymu.
Wszyscy uczestnicy imprezki nawdychali się wspomnianym dymem, aż ich źrenice zrobiły się zielone. Następnie jeden z czarnoksiężników wyczarował lodową kulę i posłał ją w kierunku jednego z kolegów. Trafiony czarodziej zamienił się w lodowy posąg i został roztrzaskany na kawałki. Na podłogę spadły urwane ręce, nogi, głowa oraz jaja z zamrożonym penisem. Wredny mag zrobił to pod wpływem nawdychanego zielonego dymu. Już chciał powiedzieć słowo „fatality”, ale nie zdążył, bo inny z magów wsadził mu do dupy czarodziejską parasolkę i nawet udało mu się ją otworzyć, gdy utkwiła między pośladkami ugodzonego nieszczęśnika.
Wszyscy uczestnicy balangi zostali spryskani krwią i kałem z eksplodującego tyłka. Zanim wszyscy zrozumieli, że trujące, zielone obłoki powodują szaleństwo i zboczoną chęć mordu było już za późno. W chatce Gargamela doszło do masakry większej i krwawszej, niż w pieprzonej „Agonii w piwnicy sadysty”. Wszyscy napieprzali się jak na spotkaniu moherowych beretów z fanatykami lewicy i zwolennikami LGBT. Po podłodze walały się urwane kończyny i oczywiście penisy. Co za porąbana bajka o Smerfach? (uwaga własna autora). No właśnie, co stanie się ze Smerfami?
Gdy wszyscy powyrzynali się nawzajem, to przez otwarte okno wydostał się na zewnątrz zielony dym i zarażał chęcią mordu wszystkich mieszkańców lasu. Dwa miłe jelenie naćpały się zielonym szajsem i zaczęły walić na siebie porożami. W norze sympatycznej rodzinki zająców doszło do zbiorowej masakry. Natomiast pewien dzięcioł pod wpływem dymu tak napieprzał dziobem w drzewo, aż pękła mu głowa i widać było móżdżek, który był większy od niektórych posłów. Niech żyje Pan Kaczor! (uwaga własna autora).
Tymczasem epidemia dotarła w końcu do wioski wesołych Smerfów. Jaka tam będzie jatka! Pierwszy został zainfekowany Smerf Łasuch, który przyrządził pyszny tort ze smerf jagód i dodatkiem arszeniku. Potem zaprosił jednego ze Smerfów na „atrakcyjne” ciacho… Głodny Smerf zżarł całą potrawę i po chwili zaczął rzygać krwią. Z ust pieniła się piana. Otruty Smerf upadł i dostał wstrząsu.
Nagle całą wioską Smerfów wstrząsnęła potężna eksplozja. To Smerf Zgrywus „podarował” paczkę w formie prezentu małym Smerfikom. Niestety Nat, Gapik i Złośnik zostali rozerwani na strzępy w wyniku wybuchu bomby domowej roboty. Czas na Smerfa Doktora, który postanowił pod wpływem zielonego świństwa leczyć pozostałe Smerfy innymi metodami, niż zazwyczaj. Porwał Smerfetkę i przywiązał ją do krzesła. Następnie podpiął do jej pięknej główki kable oraz przewody elektryczne podłączone do akumulatora. Takiego szoku dla mózgu biedna Smerfetka nie wytrzymała…
Tymczasem Smerf Strażak niczym Jack Nicholson w „Lśnieniu” próbował zabić innych swoją siekierą. Smerf Architekt podniecony zbudował gilotynę i ściął łeb Smerfa Lalusia. Ten debil już nigdy nie zobaczy swojej twarzy w lusterku, ponieważ jej już nie ma. Na koniec tej chorej parodii Smerfów czas na Papę Smerfa, który powiedział „O Wielki Smerfie” i zabił Smerfa Ważniaka. Ja też zabiłbym takiego dupka, który cały czas pierdzieliłby mi o swoich rozważaniach.
Mam nadzieję, że ten utwór nie będzie inspiracją do nakręcenia nowej bajki o Smerfach dla dorosłych, bo boję się zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym…
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania