Śmiech

Słońce wzeszło nad zapomnianymi krainami, napawając się przepiękną melodią, którą słowiki wygrywały specjalnie dla niego, wszakże niebawem znów zniknie, pozostawiając okolicę w nieprzeniknionym mroku. Wtem, całkiem niespodziewanie, spokój przeszył cichutki śmiech, który swą niezmąconą barwą był jeszcze piękniejszy od śpiewu ptaków.

- Sprawdźmy, jaka to istota śmie ośmieszać nasz ptasi ród. – rozkazał jeden z nich, który zniesmaczony faktem, że czyjś głos mógł być piękniejszy od ptasiego, bardzo się zdenerwował.

Ptaki nie czekając ni chwili dłużej, pofrunęły zaciekawione w głąb starego boru, skąd dochodził ten przepiękny śmiech, tak delikatny i słodki w swym brzmieniu, że niejednemu coś zadrżało w sercu, jakby właśnie żegnał bliskiego sobie pobratymca. Leciały tak przez długi czas, wciąż słysząc niewinny śmiech, który niby promienie porannego słońca, przebijał się przez korony drzew i rozbrzmiewał echem w całej puszczy. Wcześniejszy gniew i zazdrość, które towarzyszyły pogoni za głosem, zniknęły, rozpływając się w poranku jak trawiący umysł koszmar. Teraz jedynym uczuciem była ciekawość, pchająca ptaki do brnięcia w coraz mroczniejszy las, wszak przez zauroczenie nie pamiętały, że był on bardzo niebezpiecznym miejscem, czekającym za zagubionych podróżników. Niejeden z nich z przerażeniem odkrył, że słońca już nie widać i jedynym źródłem światła były małe grzyby, które przez wieki życia w cieniu ogromnych drzew, nauczyły się splatać własne światło, dzielnie stawiające opór ciemności. Wiele z nich również zawróciło, pamiętając zamierzchłe opowieści przodków o borze, jednakże część z nich wciąż brnęła dalej, szukając źródła „swego” głosu, wszakże tak go od tej pory nazywały. Coraz bardziej zauroczone jego magią brnęły dalej, w głąb lasu, który coraz zajadlej utrudniał im drogę, jakby chciał je przed czymś uchronić. Wszystkie, prócz jednego, złożyły swe ciała w miękki podszyt, wykończone morderczą podróżą, wymuszoną przez przepiękny śmiech, wciąż unoszący się nad starym lasem. Ostatnim z żyjących był ten, który tak ochoczo nawoływał do sprawdzenia, kim była istota, wydające z siebie tak przepiękny dźwięk. Po wielu godzinach morderczej podróży, okupionej wieloma ofiarami i cierpieniem, znalazł to czego szukał i jego oczom ukazało się elfie dziewczę, które było niczym gwiazda, świecąca w pełni dnia. Nieznajomy mu znak, połyskujący na czole kobiety, przykuł jego uwagę na tak długo, że prawie nie dostrzegł śnieżnobiałych, długich włosów, siejących najprawdziwsze światło. Nieznajoma podeszła do niego lekkim, bezdźwięcznym krokiem i muskając jego główkę opuszkiem palca, tak rzekła..

- Nie zawsze warto podążać za czymś na pozór pięknym, wszak nie wszystko co piękne, warte jest takich poświęceń. – To prawiąc odeszła, niosąc za sobą ten sam przepiękny śmiech.

Ptak zmarł pod niedługim czasie, wykończony bezsensowną podróżą i sumieniem, które zraniło go najmocniej. Od tamtych dni nie słyszano już pięknego śmiechu, a ptaki wystrzegały się starego lasu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania