Śmierć
Dotknęłam jej kiedyś,
Była zimna, jak lód.
Miała płaszcz srebrny,
A w oczach głód.
Przeszła obok,
Nie zatrzymała się.
Pamiętam jej zapach-
Gorzki, jak piołun,
Ciężki, jak mgła o poranku,
W którym trawy płoną.
Nie zmienia go od lat,
Choć sama się dusi.
Spotykam ją często,
Przychodzi z chorym.
Odwiedza szpitale,
Niektóre domy.
Witają ją płaczem
I czarnym dywanem.
Smutna jest,
Wdycha łapczywie
Powietrze życia,
Ale ucieka jej.
Wszystko na nic,
Nie może duszy zatrzymać.
Wędruje więc dalej,
Wiatr rozwiewa jej włosy,
Czarne, jak smoła.
Zbiera pokłosie,
Starannie układając
Kłos do kłosu.
Kiedyś i Ty poczujesz jej oddech,
Niczym zimny szal na karku.
W odbiciu pojawi się nagle,
Jak niespodziewana kochanka
Przytuli Cię mocno,
Aż zmysły stracisz.
Nie wierz jej kłamstwom,
Przysięgom namiętnym,
Pocałunkom gorącym
I oczom przeklętym.
Nie zatrzyma Cię,
Jesteś już wolny...
Komentarze (5)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania