śmiertelna powszedniość
świeży czas upojny
niby poranny kubek czarnej kawy
bez słodzika
przekonuje do urzędowego uśmiechu
choć moje ciało nie przyznaje się
do dobrobytu
z utraconym człowiekiem
nie pozostał na lustrze
jeden pełnokrwisty ślad
na nieprzemakalnej skórze oblekającej
duszę zbliżoną do wiatru
jakiej nie przekona pamiątka
miłości kupiona w butiku
za rogiem
powrócę jeszcze
zanim odpłynie niebo
póki zwyczajność nie odbierze mi
wiary a normalność nie wtargnie
na pięciolinię lęku
który słyszę ja
z wyjątkiem wszystkich
wzejdę perskim księżycem
wbrew akwarelom
stworzonym we śnie szaleńca
który uwolnił się od losu
w skorupie zacnego człowieka bez usterki
ze stwierdzoną śmiertelną
powszedniością
Komentarze (1)
Płynnie się czyta. Wszystko ma swoje miejsce. Najlepsze są wersy, które na chwilę 'wybijają', aby z powrotem wrócić do tematu tekstu. Lubię tą pozorną 'nieścisłość'. Utwór nie jest jednostajny i nieoczywisty, krótko mówiąc: dzieje się ??
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania