Śmiertelna pułapka
Szedłem pustą, nieoświetloną ulicą. Wszędzie roiło się od bezpańskich psów. Trudno mi było je dostrzec, a one na dodatek w ogóle nie szczekały, jakby chciały zaatakować mnie znienacka. Próbowałem ukryć się w kamienicach i blokach, ale były zamknięte. Nagle poczułem okropny ból w łydce. Spojrzałem w dół i zdążyłem zobaczyć jedynie ostre białe kły wyszarpujący kawał mięsa z mojej nogi. Upadłem prosto na rozbitą butelkę obok śmietnika. Kawałki szkła wbiły się w moje plecy. Wtedy usłyszałem przerażające warczenie kilkunastu psów, które z każdą chwilą stawało się głośniejsze. Kątem oka zauważyłem po drugiej stronie ulicy otwarty sklep. Bez namysłu z całej siły zacząłem dosłownie turlać się przez jezdnię na drugą stronę. Na moje szczęście żaden samochód nie nadjechał. Gdy jednak toczyłem się po szosie, kawałki szkła jeszcze mocniej zagłębiały się w moją skórę, rozcinając kolejne mięśnie. Jednak ból opłacił się. Udało mi się dotrzeć po samiutki próg sklepu. Sfora kundli była zajęta jeszcze przez chwilę jedzeniem mojej łydki, więc miałem trochę czasu. Od razu zacząłem walić w szklane drzwi, które już tylko czekały, kiedy pękną. Podszedł do nich dziwny jegomość w skórzanej kurtce i z zasłoniętą twarzą. Wskazał natychmiast na informacje, że sklep jest o tej porze zamknięty. Nie wzruszył go nawet mój krytyczny stan. Na zewnątrz nie miałem żadnych szans. Mogłem się wykrwawić na śmierć lub zostać doszczętnie pożartym przez wygłodniałe psiska, które w tej właśnie chwili skończyły swoje ucztowanie i rzuciły się na mnie po więcej. Nie pozostało mi nic innego. Choć facetowi to nie przystało, zacząłem ze łzami w oczach błagać go by wpuścił mnie, choć na chwilę do czasu wezwania karetki. Kundle były już coraz bliżej, a on nie wykazywał nawet minimalnego politowania. Cały czas wskazywał na napis na drzwiach zamknięte i udawał, że nie słyszy moich próśb. Zmusił mnie tym do ostateczności. Zebrałem się w sobie i najmocniej jak tylko mogłem zaszlochałem głos. Wtedy ujrzałem w jego oczach nikłe światło, które dawało równie nikło, ale jednak zawsze jakąś nadzieję na ratunek. Gdy mężczyzna otworzył i mnie wpuścił, do tego w ostatniej chwili moje błagalne łzy zmieniły się w łzy szczęścia i radości, która jednak nie trwała długo. Bowiem sprzedawca, zamiast zadzwonić po karetkę pośpiesznie udał się do działu wyposażenia kuchennego. Nie wiedziałem czemu, ale było to nieistotne w tamtej chwili, bo jednak przeżyłem. Psy nieustannie szturmowały drzwi sklepu, jednak nie miały dosyć siły, by je zbić. Gdy mężczyzna wrócił już miałem mu podziękować za okazaną pomoc, ale moje szczęście wygasło w jednej chwili, gdy ujrzałem, jak zza skórzanej kurtki wyjmuje nowiutki tasak, który samym wyglądem potrafił przerazić. Pierwsze co mi się nasuwało do głowy to, że może chce on odpędzić tę sforę. Jednak on podszedł do mnie i szyderczo się uśmiechając, wbił mi go, raz w jedną nogę i raz w drugą. To wystarczyło, żebym został kaleką do końca życia, które jednak nie zapowiadało się na aż tak długie. Sprzedawca wziął je obie i jakby nigdy nic rzucił na pożarcie psom, zwracając się do każdego po imieniu. Wtedy zrozumiałem, że te kundle są jego, a ja wpadłem w śmiertelną pułapkę. Krzyczałem, a nie z bólu tylko ze wściekłości, która nawet nie pozwalała mi go odczuwać. On jednak podszedł do mnie i na moich oczach oblizał zakrwawiony tasak, po czym wbił go w moją rękę i gdy tylko ją poćwiartował, śmiejąc się jak opętany szaleniec, odciął mi głowę.
Komentarze (5)
najmocniej jak tylko mogłem zaszlochałem głos. - na głos? głośniej? w każdym razie czegoś brakuje,
Technicznie, trochę siada styl, dziwnie konstruujesz niektóre zdania. Co do treści myślałem, że skoro horror to będzie coś ciężkiego, ale nie. Jest całkiem zabawne 3,5/5
"Od razu zacząłem walić w szklane drzwi, które już tylko czekały, kiedy pękną. " (to zdanie nie ma sensu)- opowiadał facet z odrąbaną głową...
Tym razem jestem na nie, ale nie oceniam. Pomysł był, ale do przemyslenia raz jeszcze.;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania