Smutek tych, którzy...nie umierają -Drabble
Zebrały się przy łóżku umierającego Zygmunta wszystkie pokolenia jego bliskich. Jeszcze piękni i młodzi. Skala emocji była rozpięta od parzących, żałobnych łez po cieknącą ślinkę na myśl o podziale tortu, pozostałym po zmarłym. Wszyscy czekali w napięciu na ostatnie słowa nestora rodu.
Jednakże niezależnie od tego śmierć Zygmunta wstrzykiwała w ich umysły bolesną świadomość, że kostucha dekapituje każdego. Zygmunt był opoką rodziny więc spodziewali się pocieszenia z nutką ironii, że po jego śmierci zwolnią się trzy miejsca przy stole.
Lecz zamiast tego Zygmunt omiótł zebranych gasnącym wzrokiem i wybuchnął gromkim śmiechem, w którego towarzystwie powędrował w ostatnią krainę niepodległą człowiekowi.
Komentarze (10)
Ciekawie ujęta, życiowa historia... Pozdrawiam.
Dziękuję, że przeczytałeś i zostawiłeś komentarz. Pozozdrowiam. :)
Zabawne, bo jak jeszcze miał siłę na „gromki śmiech”, to czemu kostucha go dopadła? Ale z drugiej strony jest to absurdalny, lecz często powtarzany motyw: śmiać się w godzinę śmierci. Zmieniłbym kolejność kilku słów, ale to może kwestia gustu, więc zatwierdzam do publikacji i daję 5.
Dziękuję Panie Redaktorze. :)
Po tym dłuższym wstępie spodziewałem się, że Zygmunt ozdrowieje i zrobi psikusa rodzinie, ale zakończenie mnie zaskoczyło, że jednak umarł. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Tak, to przykre, że człowiek odchodzi a niektórzy już myślą o podziale majątku. Pozdrawiam Vincencie.
Dziękuję bardzo, pozdrawiam serdecznie. :)
No, ciekawe. Spotkanie ze śmiercią w otoczeniu najbliższych, czyli ostatnia lekcja zmarłego dla jeszcze żywych. Nawet spoko.
Dziękuję bardzo za wizytę. :)
Vincent Vega↔Zakręcone nieco, ale ja na jego miejscu, chyba postąpiłbym tak samo.
Niech by później dociekali, co chciałem przekazać tym gestem wesołości.
Pouczające drabble, w pewnym sensie:)→Pozdrawiam:)↔%
5→dałem wcześniej:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania