Snajper

Wiesz co ma wspólnego snajper i malarz? Umiejętność widzenia detali. Zarówno jeden jak i drugi potrafi stwierdzić kiedy nie pasuje jakiś cień czy kolor. Zwraca uwagę na każdy szczegół by stwierdzić, czy nie zagraża on jego pracy. Z tą różnicą, że życie malarza nie zależy od jednego szczegółu. Malarz nie musi siedzieć godzinami w śniegu, piasku czy błocie żeby czekać na tą jedną chwilę, gdy cel znajdzie się w dogodnej pozycji. Malarza nie zapomną przez jego dzieła, snajper natomiast jest anonimowym autorem. Autorem końca wielu żywotów, który w każdej chwili może zakończyć swój. Obydwoje są szkoleni do swojego fachu, który potem ma się przysłużyć ludzkości. Niestety snajper ma do dyspozycji jedynie czerwoną farbę...

Mam zamiar pomalować nią śnieg jeszcze dzisiaj. Poluję na tego człowieka już drugi miesiąc i wreszcie nadarza się okazja. Powoli tracę czucie w prawej ręce, której palec wskazujący leży nad spustem. Czuję na policzku zimno przemarzniętej kolby. W ustach trzymam śnieg.

Dzisiaj jest ten dzień, muszę wytrzymać.

Z prawej nadjeżdżają ciężarówki, wszystko idzie zgodnie z planem. Zatrzymują się. Wysiada ośmiu... nie, dziewięciu mężczyzn. Siedmiu trzyma karabiny typu AK, jeden pistolet, Colt M1911. Nasz Colciarz z kimś rozmawia. Człowiek w czarnym garniturze i okularach, dobrze znam jego twarz, ale to nie na niego dzisiaj poluję. Przyjeżdża kolejna ciężarówka, tym razem od lewej. Wysiada z niech trzech ludzi, dwóch ma broń. Trzeci to mężczyzna w skórzanym płaszczu. Zerkam lewym okiem na zdjęcie celu przymocowane do mojego nadgarstka. To on, to na pewno on.

Mocno mocuję kolbę przy barku i czekam.

Cel rozmawia z człowiekiem garniturze, uśmiecha się do Colciarza i podaje mu rękę. Jeden z uzbrojonej siódemki podchodzi do nich z walizką, kładzie ją na masce jednego z samochodów i odchodzi. Colciarz otwiera i pokazuje zawartość mężczyźnie w skórzanym płaszczu... cholera, nie co jest w środku, ten dupek zasłania całą walizkę... zaraz, to moja okazja.

Kładę palec na spuście. Chcę pociągnąć. Szlag.

Cel zamyka walizkę i oddala się z nią w stronę swojego wozu. Zatrzymał się. Co on robi? Wiąże buta? Ha, teraz albo nigdy. Pomyśleć, że zgubi go rozwiązane sznurowadło.

Pociągam za spust. Słychać kliknięcie tłumika. Widzę tylko czerwoną plamę na śniegu za upadającym ciałem denata. Sięgam lewą ręką do zamka i pociągam za rygiel. Z komory wyskakuje łuska i z głuchym dźwiękiem odbija się od kamieni przy których leżę, po czym spada na śnieg.

Moja robota skończona. W oddali widzę tylko małe postacie przeszukujące teren. Wykrzykujące coś w obcym języku. Zanim tu dotrą będę już daleko. Nigdy nie dowiedzą się który artysta tego dokonał.

Wstaję do pozycji klęczącej i podnoszę łuskę z wybitym po drugiej stronie dna numerem .222. Zacieram ślady swojego pobytu i udaję się na południe.

Bow przeciwieństwie do malarza lepiej, żeby snajper pozostał anonimowy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania