Śniadanie ze szczurami (trochę czarnego humoru)
Cała rodzina Wilsonów spożywała posiłek. Doug z żoną Marią, babcia Creepa i jej wnuczek, Darling, znaleziony w koszu na śmieci pod domem Wilsonów i przygarnięty do stukniętej rodzinki.
- Babciu, szczur mi się utopił w zupie – zgłosił Darling.
- W tym domu nawet pieprzone szczury popełniają samobójstwa. Nie wytrzymam tu ani chwili dłużej.
- I gdzie pójdziesz?
- Nigdzie. Skoczę z dachu.
- To nie nigdzie, tylko do Piekła.
- W takim razie musze to jeszcze rozważyć.
- A gdzie Charles?
- Wykańcza tego dostawcę pizzy. Biedak z niego.
- Tak, biedny Charles. Ten dostawca jest strasznie twardy.
- Wasz tata jest taki romantyczny, że zamiast do kina zabiera mnie na cmentarz – westchnęła Maria.
- Chce się przyzwyczaić.
- Przecież jego tam nie pochowają. Drugi raz? Zapomnij.
- Halo? Halo? Ja tu jestem – rzekł poirytowany Doug.
- No i co z tego? Planujemy twoją przyszłość.
Nagle w całym domu rozbrzmiał dźwięk kościelnych dzwonów.
- Kogo to przygnało o tej porze? – zdenerwował się Doug i poszedł otworzyć drzwi. Przybyłymi gośćmi okazali się dwaj naciągacze, Stars i Huggins.
- Dzień dobry – powiedzieli równocześnie.
- Wynocha!
- Zajmiemy tylko chwilkę. Czy przypadkiem ostatnio nie natrafił pan na… nieśmiertelne przedmioty? – Huggins dwa ostatnie słowa prawie wyszeptał.
- Nie wiem, o czym mówicie. Chwila minęła. Do widzenia.
- To jeszcze nie koniec! – zawołał Huggins, ale potem zamknięte z impetem drzwi złamały mu nos.
Doug poczuł, że musi jak najszybciej pozbyć się tajemniczych przedmiotów, które znalazł całkiem niedawno za domem. Wcześniej jednak chciał jeszcze zrobić coś innego.
- Mario, ubieraj się! Idziemy na cmentarz!
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania