Sny
Poranek zatopiony we mgle, spowity zimą,
gdzie oddechy, choć kruche, w cichej łasce panowały.
Burza, niegdyś ślepa wściekłością, której nie potrafiła nazwać,
przeminęła i pozostawiła świat ogołocony z płomieni.
Jezioro leżało nieruchomo, jego cisza była rozległa i głęboka,
dwoje nawiedzonych oczu podniosło się z niespokojnego snu.
Długo wyćwiczone strachem, drżeniem, które stało się ich własnością,
szukały spokoju, jakiego nie znał żaden wędrowiec.
Las majaczył niczym ponura, starożytna twierdza,
jego gałęzie skrywały mroczne i strome sekrety.
Kamień rzucony w tę zacienioną szczelinę
przedzierał się przez ciszę niczym ruiny we śnie.
Wzrok został przyciągnięty tam, gdzie zmierzch i korzenie się splatały,
topnienie śniegu chłodem tchnęło w umysł.
Zamieszkać w nim, uwolnić się od władzy grozy,
i oswoić najstarsze stworzenia tej krainy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania