Prawie sonet dla L z elementami kwazi krotochwilnymi

Wielbicielek było wiele,

ale żadna nie mogła stanąć przy tym aniele*.

 

Bardzo o mnie się troskała.

Do mnie o tym nie pisała,

bo się bała.

Że z przypadłościami mymi i posranym życia rysem sama rady nie da.

Dała znać kolektywowi

jakie ze mną ma kłopoty.

Okazało się, że to leniwe niemoty

i

i wolą w nosach dłubać.

 

Nie poddała się.

Moja rozwielitka kochana, jaka ona udana.

Pisze, pichci, smaży, dusi.

Piękna tak, że wszystkich kusi.

 

Ale zaraz, chwila, moment!

Chce ona mnie bardziej poznać.

Po pisaniu to poznałem.

Wziąłem soku po ogórkach się napiłem,

wkrótce potem się zesrałem

prosto w majty,

które jej wysłałem.

 

I tak całkowicie

ją ze sobą zapoznałem.

 

*mała parafraza tekstu Turgieniewa. Chyba.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • pansowa pół roku temu
    Daj sobie spokój.
    Zaliczyła już szczyt kompromitacji.
  • Opalony Ernest pół roku temu
    Fikcja literacka.
    Poddaję pod ocenę kunsztowne rymy i nadzyczaj zręczną żonglerkę słów.
  • Szpilka pół roku temu
    sonet o majtach,
    ludzie czytajta!

    ?
  • Opalony Ernest pół roku temu
    Prawie sonet.
    Trzymajmy się nomenklatury, prawda, tego...
    Bo słowniki jedno, twórcy drugie i ino kwasy
  • pansowa pół roku temu
    Opalony Ernest Po prostu żenada wyszła.
    I bynajmniej nie piszę o tym wiekopomnym dziele :)
  • Pan Buczybór pół roku temu
    Nieco koślawe, ale dosyć celne... Nawet jak się nie zna całego kontekstu

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania