Spacer.
Spaceruję ze wspomnieniami po mieście. Na ulicach panuje mrok, jest
za wcześnie na zapalenie latarni. Zimno deszczowego wieczoru sprawia, że
nareszcie czuję się żywa. Toczy się burza. Nad jeziorem już widać grzmoty, które
uderzając o taflę wody, powodują mały sztorm. Odbite światło księżyca
goni po niebie, uciekając przed błyskami. Jego jedynym drogowskazem
są rozwichrzone przez wiatr korony drzew. Powoli wracam do domu.
Idę wzdłuż szosy, omijając błotniste kałuże. Dzień zbliża się ku
końcowi. Przedzieram się przez warstwy szarej mgiełki, gdy zauważam
pierwsze światła. Zatrzymuję się przy lśniącej od deszczu latarni i
wpatruję się w mój cień. Zdejmuję bawełniane rękawiczki z moich
szorstkich dłoni, wkładam je do kieszeni płaszcza. Podnoszę ręce
przed siebie i łapię chłodne krople. Jest w nich tyle spokoju...
Komentarze (5)
Nie wiem jak tam z rymami czy błędami, ale treść była bardzo ładna. Trafiła do mnie, naszła mnie nostalgia; 5 :)
Spacer, niby taka zwykła czynność, a człowiek ucieka daleko. Myśli spacerują osobno, dusza osobno, a serce? Idzie tylko sobie znanymi ścieżkami. 5
Ładnie napisane, mimo burzy dało się wyczuć ten spokój na koniec 5 :)
Dzięki :)
Dałam 5, ale dopiero teraz komentuje. Fajnie opisane. Z rozmysłem. Posiada głębie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania