spacerniak

Ja tam chodziłem od dawna. Od jak dawna, to nawet nie pamiętam. Pamiętam tylko, że chodziłem i było to naturalne. Nigdy się jakoś nie zastanawiałem po co tam idę, ani dlaczego w ogóle zacząłem tam chodzić. Po prostu szedłem. Wiadomo, że zanim ruszyłem w drogę, to zawsze jakoś się musiałem przygotować. W zasadzie to ja nie lubię wyjść z domu, jak jestem nieumyty albo źle ubrany. Także kąpiel, potem lekki ogar ryja, ciuchy wyprasować, ubrać się, buty założyć na nogi, jak nie było pogody, to jakiś płaszcz albo kurtka i dawaj - lecimy w drogę. Niby sporo czasu, żeby nad tym pomyśleć, ale zawsze myślałem o czymś innym. Rzadko o czymś konkretnym. Konkretne myślenie to jest przesada w tym sensie, że konkretne myślenie musi mieć jakieś realne zakończenie. A najlepiej kończy się działaniem. A jak miałem już zaplanowane działanie, no to nie mogłem myśleć konkretnie, bo wtedy musiałbym zmienić plany i pewnie nigdzie bym nie poszedł. Skoro teraz tak o tym myślę, to może nawet wtedy bardzo chciałem pójść, iść się tam wybrać, gdzieś wyskoczyć, a była to jedyna, dostępna dla mnie opcja, no więc chętnie z niej korzystałem.

 

Raz nie poszedłem i myślałem, a co ja się będę spowiadał z tego. Nie miałem wyrzutów sumienia, po prostu nie poszedłem. Trochę dlatego, że mi się nie chciało, trochę byłem słaby, zmęczony i stwierdziłem, a dobra, dzisiaj sobie odpuszczam. Ale w myśl wyższej zasady, która nie jest moją zasadą, a tylko jakimś wymysłem, który należy przestrzegać, popełniłem wykroczenie. No ale nie byłem pewien, czy spowiadać się trzeba z tego, co człowiek faktycznie postrzega jako swoją winę, czy z tego, że ktoś mu po prostu dał instrukcję postępowania, a przy odstępstwach, należy się jasno przyznać do przewinienia. Jeśli nie mam wyrzutów sumienia, to nie jest już kwestia mojej moralności. Jeśli mam się przyznać w imię zasad, to jestem od tych zasad zależny, poddany kontroli i nie ważne jest, co czuję, ważne jest, co powinienem był zrobić, a czego nie zrobiłem. I w sumie tyle. Nie chciało mi się szczególnie buntować. Nie chciało mi się szczególnie spowiadać. Poszedłem zaczerpnąć powietrza i tak szedłem przed siebie, najpierw uliczkami, tutaj dom, tam dom, tutaj furtka, tam ogrodzenie, tutaj pies, tam pies i rzeka, most, droga asfaltowa, potem skręciłem w lewo, potem wszedłem do parku i tak szedłem. I w sumie spodobało mi się chodzenie tak bardzo, że przestałem już tam chodzić, a zacząłem wychodzić, żeby się przejść bez celu, chociaż miałem cel w formie miejsca, do którego docierałem, a tam nawrotka i do domu. Ale nie, że specjalnie tam szedłem, po prostu było to na tyle daleko, że spacer w jedną stronę zajmował nie wiem, znacznie mniej, jak godzinkę. Ale w obie strony przejść, to już czułem, że szedłem. I chodziłem, coś sobie myślałem i podobało mi się chodzenie, i myślenie. Nic szczególnego, życie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Barmaria

    Po prostu, chodzenie dla samego chodzenia albo dla rozruszania kości na świeżym powietrzu

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania