spadniemy deszczem na połoniny
rozbeloniona rozbieszczadzona
tęsknię
za bukiem siwarnikiem
i sianem do snu
za smakiem
owocu leszczyny i byle czego
na szlaku
zakwasami wraz z kacem
brodatymi Józkami w knajpie co za łyka częstowali historią
zmyśloną
a my
grzane piwo
a my śmiech
boso ratujemy małe pstrągi które potok po deszczu zostawił w kałuży
zaciągamy się dymem z ogniska
tęsknię
do Cześka co wisiał na pasku
kim byłeś Cześku?
czy byłeś?
chlebię wiersz ku pamięci
twojej i innych budowniczych świątków
wdychaczy połonin chłodnej kory buków
i gitarowych strun
wszystkich ludzi z mgły
niech kiedyś deszczem spadną na połoniny
_____________________________________
https://youtu.be/7cONGtotXxs
Komentarze (82)
Wspomnienia Bieszczad, jak nic dla Harcerza - aż takie zajebiście są dobre. Ginie ten świat.
Yanko, ostatni raz byłam ponad dwadzieścia lat temu. Wiem, że to już nie to samo miejsce, ale i tak tęsknica mnie naszła.
Dzięki za koment!
Ekstra nostalgiczny tekst! Bardzo dobry pomysł, oryginalny i klimatyczny! Przypomniały mi się biwaki i różne wyprawy na łono natury: na ogródki działkowe, nad jezioro, nad morze, do lasu, na wieś. 5, pozdrawiam :-)
Cieszę się, że poczułeś klimat! Niezapomniane czasy, niezapomniane miejsce...
Dziękuję za wpis!
rozbieszczadzona tęsknię
za bukiem siwarnikiem
i sianem nasennym
i może zaczyniam - nie chlebię
Dzięki za propozycje poprawy wiersza, Grain. Wiem, że może miejscami brzmieć chropawo, może jak ostygnie, to jeszcze coś pozmieniam. Choć dość świadomie "stawiałam słowa".
Dziękuję za koment!
Zostawiam piosnkę, której nie słuchałam lata, a która mnie tak nagle rozsentymentalniła. Do niej nawiązują zwroty, które Cię rażą.
https://youtu.be/7cONGtotXxs
Tjeri
Piękny wiersz i nie brzmi chropawo, tylko "chlebić" kojarzy się ze staropolskim - schlebiać, zatem propozycja celna ?
https://spxvi.edu.pl/indeks/haslo/45850
Szpilka O! To niezamierzone, a fantastycznie spasowało. Podoba mi się! Także dlatego, że jeszcze podkreśla mój zamiar :).
Dzięki, Szpilko!
Tjeri
To super, podniosłam średnią, małostkowi mszczą się na wierszu ?
Szpilka ano są tacy (wiemy kto), którym to sprawia przyjemność - nie zabraniajmy im tego, może to jedyna przyjemność w ich życiu. ;).
A na oceny nie ma co patrzeć.
Piękny :)
Ślicznie dziękuję Aga!
a ciepłe teksty tak mają - moje nigdy nie stygną
Dziękuję za wspomnienia i za chleb się chlebie. Bieszczady moją młodość i wędrowanie. Piwo U Żyda na zakręcie w Dołżycy i kwaśne mleko u Maryjki. Pięknie namalowałaś. Tyle lat minęło kiedy tam wędrowałam, a ty sprawiłaś jakby to było wczoraj.
Pozdrawiam serdecznie
Bieszczady skradły serce wielu osobom, to nie tylko wspominanie świetnego czasu, ale i magicznego miejsca... Dziękuję, Pasjo za wizytę!
Cześć, Tjeri. Twój wiersz spowodował, że sięgnęłam na półkę po teksty Jerzego Harasymowicza, a konkretnie po niewielki tomik ilustrowany pięknymi fotografiami, zatytułowany "Bieszczady". A w tym tomiku - dwie zakładki! Zajrzałam - co mi się tam tak spodobało? I już wiem. W wierszu "Zagajnik jak żaglowiec" - dwie ostatnie strofy:
przez las swoich lat chodzę
coraz większy
że trudno się rozeznać
Dopóki nie upadnę
jak ta wioska w dolinie
na wznak.
Druga zakładka siedziała przy wierszu tytułowym: "Bieszczady". Napisałam kiedyś opowiadanko, w którym zaistniał ten wiersz. Znalazłam ją i zaraz zamieszczę na portalu.
...
Co do Twojego wiersza - rzeczywiście - piękny i robi wrażenie. Ale też jest miejsce, które trochę mi nie leży. Chodzi o ten fragment:
tęsknię
do Cześka co wisiał na pasku
kim byłeś Cześku?
czy byłeś?
Wysłuchałam 'Ballady o Cześku Piekarzu, który w złym okresie swojego żywota "czerniał na obraz razowca", i "kruszał podobnie bułce sflaczałej", aż wreszcie zawisł "na pasku z wojska".to znaczy - umarł na własne życzenie...
I tak myślę, że dziwnie jest tęsknić za kimś, kto wisi na pasku. może dobrze by było wziąć w cudzysłów te słowa: "co wisiał na pasku"? Może wtedy oznaczałoby to, że tęsknisz do tej atmosfery, do tego śpiewania przy ognisku? Wtedy ten cytat sugerowałby, że to jest przytoczony tekst, a nie prawdziwy, wiszący, martwy człowiek.
Ależ się cieszę, Trzy Cztery, że tekst otworzył furteczkę pamięci! Dzięki za skojarzenia i przytoczone strofy.
Co do Cześka... Te frazy napisałam z premedytacją i ze świadomością ryzyka. Zależało mi na pewnym dysonansie, wywołaniu dyskomfortu, choć chyba nie aż takiego jak u Cię :). Pierwotnie, link do ballady miał być przytoczony pod wierszem. Może rezygnacja z tego pomysłu była błędem? Przemyślę!
Dziękuję za komentarz!
Trzy Cztery, dopisałam link.
Jeszcze raz dzięki!
Jeszcze grzebię. Zastanawiam się nad wersją
"do Cześka co skończył na pasku"
Czy nie uładziłoby to fragmentu za bardzo? (Pamiętając, że wyjście z sielankowości było tu moim celem). Czy z Twojej perspektywy byłoby lepiej?
Tjeri Biedny Wojtek.
Wpisuje się w klimat takich wrażliwców co źle skończyli.
pansowa właśnie nie wiem jak się natknęłam na niego wczoraj... i jakoś na wspominki mnie wzięło. Źle skończył dzięki sobie, ale i przez błąd lekarzy.
Bieszczady są pełne opowieści o takich Wojtkach i Cześkach.
Tjeri Wiem.
To dobre było miejsce dla takich przypadków.
Jego nie znałem, ale już Bregułę tak.
Podobne, chore dusze.
pansowa
Breguła pół pokolenia później, klimat już inny, ale tragizm ten sam.
Tjeri Kwestia konstrukcji.
Raczej takie same.
pansowa to ja jeszcze dodam, nawiązując do bieszczadzkich dusz, że przedstawicielem "brodatych Józków" był Józek Polański. Kto czytywał Potockiego będzie wiedział kto zacz.
Tjeri Dla mnie Kielce, to Massalski i Frankowicz,
pansowa Andrzeja miałam na myśli, bieszczadzkiego piewcę, który opisał kilka mgielnych dusz, między innymi Józka.
Tjeri Wiem.
Napisałem swoje skojarzenia postaci z Bieszczadami.
pansowa niestety aż tak dobrze nie znam/ nie pamiętam. Józek został mi w głowie, bo towarzyszył nam codziennie wieczorem w barze Kremenaros w Ustrzykach Górnych. Nasłuchaliśmy się.
Tjeri Frankowicz to autor piosenek Wołosatek, a Massalski to komendant hufca.
pansowa o Massalskim zdążyłam coś znaleźć, a o Frankowiczu nie – nie zdołałam przebić się przez porady dla frankowiczów, którymi gugle mnie opluły...
Tjeri No tak...
A mnie Bieszczady zawsze kojarzyć się będą z "Deszczem w Cisnej" Krystyny Prońko.
I z koloniami w Dynowie.
I z Wernerem z Gliwic, z którym stałam na zaporze w Solinie.
Los mnie rzucił na drugi koniec Polski, ale Bieszczady kocham.
Przed profesor Prońko 99 procent dzisiejszych gwiazdeczek powinno klękać... A w Bieszczadach jest coś magicznego. Kurna, jak wirus da, jeszcze w tym roku tam pojadę!
Dzięki za wizytę, Ernest!
Tjeri No to witam grupę miłośników Bieszczad.
Ja stary harcerz i Wołosate długo było mi domem.
Gdyby nie ten nieszczęsny spływ... (((:
pansowa ano pamiętam... Nie dziwię się "urazie" po czymś takim. Ale może warto odczarować?
Dzięki za wizytę!
Tjeri To rezerwuj czas :)))
Tjeri, dopiszę jeszcze, że gdybym znała balladę, może odebrałabym tamten fragment inaczej, ale nie znałam. Dlatego jak czytam "tęsknię (...) za brodatymi Józkami w knajpie", i dalej: "tęsknię do Cześka co wisiał na pasku", to naprawdę mam przed oczami tę knajpę, w niej brodatych Józków, i tego biednego piekarza, też z nimi, gdzieś w kącie, pod belką. Tak dużo słów, żebyś chociaż się nie obraziła za tę uwagę. Myślę, że cudzysłów jest potrzebny.
No właśnie w odpowiedzi na poprzedni Twój wpis zastanawiałam się, czy nie umieszczenie linku do ballady było błędem.
"żebyś chociaż się nie obraziła za tę uwagę" – hihi, ja nie z tych! :))
Wdzięcznam za uwagi i sugestie!
Cóż mogę powiedzieć? Ładne to :)
A ja mogę ślicznie podziękować, Maurycy!
Piękny wiersz; nostalgiczny; mówiący o przyrodzie. Pozdrawiam 5
Ścisnęło mnie tęsknie, Marku za Bieszczadami...
Dziękuję za komentarz!
Hej, hej, hej! Przyłączam się do chóru pochwał, a choć kocham polskie góry, to - wstyd się przyznać - w Bieszczadach jeszcze nie byłem, Beskidy eksplorowałem za to fest i Sudety, serdeczności! Maćko :))
Ha! To czas nadrobić! Wprawdzie dzisiaj na pewno tam jest inaczej – więcej ludzi, sklepów, hoteli. Ale góry te same :). Dzięki, Maćku za wizytę!
Moja ocena: 5!
:))) Zachwycona "druidka aba" :)))
Ślicznie dziękuję, Befano!
refluks był na koloniach w Dynowie. Część dzieci była od kolejarzy, czyli dziady i gołodupcy, w tym gronie refluks i część od prywaciarzy z Częstochowy, dzieci kuśnierzy, właścicieli salonów sukni ślubnych.
I pojechaliśmy autokarem w góry.
A tam żukiem zajeżdzal sprzedawca artykułów spożywczych.
I jesteśmy w wiosce, i przyjechał pan żukiem, i śliczna pani z dziećmi podeszła i zakupy robiła.
A dzieci prywacarzy się śmiały, że lizaki się z auta kupuje.
I wstał Grzesiek, syn kolejarzy, i walnął w ryja Maćka, syna prywaciarzy.
Za śmiech.
A śliczna pani poszła z dziećmi i lizakami.
Ale słyszała tę kpiny.
Miała w uszach kolczyki muszelki.
A tak mi się przypomniało.
Ja za bardzo na kolonie się nie najeździłam, w Bieszczadach byłam dopiero na studiach. A co do dzieci kolejarzy – wszystkie najlepsze zabawy z dzieciństwa z koleją były związane, a kompanami zabaw kolejarskie dzieci były (bo się przy węźle kolejowym mieszkało). A to eksploracja wagonów bocznicowych, a to skoki na rampie, uczieczki przed sokistami... Włażenie wszędzie gdzie się dało i nie dało... Bajka.
Mnie też coś się przypomniało.
Pierwszy raz w Bieszczadach byłam z wycieczką szkolną, w podstawówce. To nie była wycieczka klasowa, a szkolna. Pojechały dzieci, które wygrały jakieś konkursy. Ja akurat matematyczny, chociaż najbardziej lubiłam polski i biologię. Specjalnie podkreślam, że nie była to zgrana paczka z jednej klasy, a – zbieranina, z kilku. To ważne. Bo wspomnienie jest takie: autokar miał opóźnienie w trasie i bar, w którym zaplanowany był ciepły posiłek był już zamknięty. Trafiliśmy do baru nocnego. Kucharka rozłożyła ręce: mamy tylko kaszankę. Nauczycielka zaryzykowała i zamówiła tę kaszankę na gorąco dla wszystkich. W tamtym czasach kaszanka była synonimem biedy i wstydu. Pamiętam, jak grałam w dwa ognie na podwórku, a mama mojego kolegi pojawiła się w oknie na drugim piętrze i zawołała:
-Jędruś! Mareczek! Zbysiu! Kolacja!
Jakiś dzieciak odkrzyknął:
-Jędruś! Mareczek! Zbysiu! Do domu! Mama kaszankę dzieli!
Inne dzieci - w śmiech, a najmłodszy z tamtej trójki – w płacz. A najstarszy zaczął gonić krzykacza, zenu mu przywalić w łeb.
Wiadomo, mama trzech chłopców pracuje w pralni, tata chory, bieda... Lecz nikt się nie przyznaje, że u niego w domu podobnie. Że też zna ten smak.
No więc siedzimy w barze nocnym w Bieszczadach, a pani nakłada nam na talerze gorącą kaszankę prosto z wielkiej patelni. Druga pani idzie za nią z tacą i dokłada po przekrojonym na pół kiszonym ogórku. Do tego suchy chleb. Och... jak ta kaszanka wtedy ładnie pachniała, jak chciało się ją zjeść... Lecz nikt nawet nie dotknął widelcem. Wstyd jeść kaszankę. Gdyby to były dzieciaki z mojej klasy, pewnie żartując z siebie nawzajem zjedlibyśmy wszystko i już. Lecz że to była zbieranina – każdy się wstydził. Marzyłam, że ktoś się jednak przełamie, że spróbuje, powie - nawet dobra, ale nikt tego nie zrobił. Dzisiaj myślę, że wiele dzieci myślało jak ja.
Nauczycielka jadła. Później zapłaciła za dwadzieścia porcji, które zostały na talerzach, i pojechaliśmy do jakiejś szkoły, gdzie w sali gimnastycznej mieliśmy nocleg. Zasypialiśmy głodni.
O, tak było w tych Bieszczadach:)
Niezła opowieść... Też do końca tekstu miałam nadzieję, że ktoś się przełamie... Szkoda kaszanki.
U mnie chyba nie było takich różnic. Choć może już nie pamiętam...
Ach, Bieszczady... Długie marsze, stopy moczone w zimnych strumieniach, rozwalające się buty. Nocleg w stodole na sianie, rankiem żaby w wiadrze do płukania włosów. Ostatni raz byłem tam na weselu siostrzenicy w Ustrzykach. Wódka się lała, panna młoda tańcowała. Twój wiersz znakomicie oddaję atmosferę tego miejsca i tamtych dni. Potęga słowa!
Stodoła/y w Ustrzykach G. nie jest mi obca (trochę głupio brzmi) :)). To było najlepsze nocowanie! Świeże siano, gwiazdy w szczelinach desek i najlepsze towarzystwo. Bajka.
Cieszę się, że tak wiele tu osób Bieszczady zadrapały... To cudowne miejsce. Dziękuję, za wizytę, Narratorze!
Bardzo ładny.
Wielkie dzięki, Zaciekawiony! :)
Co tam się będę rozpisywał, podobuje mnie się, jak nie wiem co!
Bardzo mi miło :), dziękuję, Akwa!
Tjeri weź poprawkę, że ja ignorant i tylko na czuja... czuję :)
Akwadar Ty mię nie umniejszaj radości z komplementa!
Tjeri jakże bym śmiał!
Akwadar :))
Cóż powiedzieć? Ładne, bardzo ładne wspomnienia i pamięć.
Ps te historije, to chyba nie zawsze zmyślone były ;)
Ano. Część historii była miejscami prawdziwa :). Józek miał gadane! A my nie mieliśmy mu tego za złe. :)
Dziękuję, Sho!
Tjeri↔Jednosłowem potrójnym↔ładnie, "namacalnie" napisane:))!↔Pozdrawiam:)↔%
Po trzykroć dziękuję, DeDo! :)
Piękny, ciepły- pełen jasności.
Za tytuł dodatkowa piątka.
Ślicznie dziękuję, Kikimoro!
Ależ to denne.
Dzięki za koment, Celina.
Tjeri :)))
Bellon pewnie łzy łyka ukradkiem...
Wojtek Belon nie przejmował się takimi tekstami. Ani tym bardziej takimi kometami.
Dziękuję za kolejny wpis, Celina.
*komentami
Tjeri najśmieszniejsze jest to, że nie mam pojęcia, czemu zwracasz się do mnie per Celina. Może od razu Margot? Nie mam problemu z własną tożsamością płciowa. Skąd tyle jadu?
Dead_Dog
Jad z mojej strony? :))
Pozdrawiam Cię serdecznie :))
Tjeri i wzajemnie.
Dead_Dog
Kurka się denerwuje
Morrus, Celinko... Niech Ci na zdrowie wyjdzie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania