Śpiew syren na jebanej pułce
Znowu zszywam krajalnice tępym węzłem. Nic tu po mnie nic tu ze mnie.
Zew natury za mną szlocha.
Pustka, rozpad , trwoga.
Me serce z chrupków na dnie.
Koszę siano twoim gównem.
Zwijam je w rulon i wciągam amfe.
Jestem niczym robót.
Atakuje każdego po każdym.
Kolejna awantura.
Grają mi purpurowe skrzypce.
Trzymają mnie za bark.
A ja piję wino leśne.
Gdzieś w przesmyku. Gdzie kurwa stoi na kurwie. i jest mi sromotnie żałośnie.
Nadejdzie nie nadejdzie, wszystko minie we śnie. Lubieżnie skręcam wędkę. Szykuje się gruby połów. Nałowię syren i postawie je na pułce, będą mi grały pięknie i ślicznie jak jakaś pozytywka. Teraz leżę w bocznej nawie najebany a ksiądz mówi że jestem przegrany. Ja ubieram aksamit i ryje w ziemię jak kret i tam spoczywam w jamie na wieki wieków amen.
Na wieki tysiącleć i er amen. Boga nie ma a śmierć się śmieje z nas wszystkich. Koniec?
Komentarze (1)
Czy "pułka" jest tutaj celowo przez u otwarte?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania