Śpiew syren na jebanej pułce

Znowu zszywam krajalnice tępym węzłem. Nic tu po mnie nic tu ze mnie.

Zew natury za mną szlocha.

Pustka, rozpad , trwoga.

Me serce z chrupków na dnie.

Koszę siano twoim gównem.

Zwijam je w rulon i wciągam amfe.

Jestem niczym robót.

Atakuje każdego po każdym.

Kolejna awantura.

Grają mi purpurowe skrzypce.

Trzymają mnie za bark.

A ja piję wino leśne.

Gdzieś w przesmyku. Gdzie kurwa stoi na kurwie. i jest mi sromotnie żałośnie.

Nadejdzie nie nadejdzie, wszystko minie we śnie. Lubieżnie skręcam wędkę. Szykuje się gruby połów. Nałowię syren i postawie je na pułce, będą mi grały pięknie i ślicznie jak jakaś pozytywka. Teraz leżę w bocznej nawie najebany a ksiądz mówi że jestem przegrany. Ja ubieram aksamit i ryje w ziemię jak kret i tam spoczywam w jamie na wieki wieków amen.

Na wieki tysiącleć i er amen. Boga nie ma a śmierć się śmieje z nas wszystkich. Koniec?

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • drolaf

    Czy "pułka" jest tutaj celowo przez u otwarte?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania