śpiewający kaloryfer
o drugiej trzynaście
kaloryfer
który zwykle
tylko stukał
i mruczał
jak stary niedźwiedź
w rurach
nagle
wziął oddech
bardzo głęboki
aż firanka
się wyprostowała
i zaśpiewał
aaaaaa
tak wysoko
że kurz
odleciał z półki
i przez chwilę
udawał mewy
pierwszy akt
był o wielkiej miłości
między rurą
a zaworem
niestety
rodziny były przeciwne
jedna z ciepłej wody
druga z zimnej
drugi akt
opowiadał
o tragicznym losie
łyżeczki
która zakochała się
w zupie
ale zupa
wyjechała
na wakacje
do talerza
na Mazurach
najbardziej wzruszył się
czajnik
stał w kuchni
i gwizdał
do chusteczki
wieczorem
na parapecie
pojawiły się
gołębie
w smokingach
i dwa wróble
z lornetkami
jeden z nich
powiedział
że czegoś takiego
nie słyszał
od czasu
wielkiego koncertu
szaf
w 1984
trzeci akt
był tak smutny
że nawet zegar
spóźnił się
o pięć minut
żeby nie musieć
słuchać końca
a potem
nastała cisza
kaloryfer
westchnął
ostatni raz
i wrócił
do zwykłego
grzania
jakby nic
się nie wydarzyło
tylko następnego ranka
na rurze
znalazłem
autograf
zrobiony z pary
i nutę
która do dziś
krąży po mieszkaniu
szukając
właściwego ucha
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania