"Spod nonszalanckiego wąsa" autor Paweł Sawicki

Paweł Sawicki

 

SPOD NONSZALANCKIEGO WĄSA

 

Dzień to był nawet zwyczajny

Od innych się nie różniący

Wiatr wiał wciąż jednostajny

czasami nazbyt gorący

Nikt nie wie, jak się zaczęła

Cała ta dziwna historia

Wiecznosć by cała minęła

(wybaczcie - to jest alegoria)

Ona - wyniosła osoba

Sukcesów odniosła bez liku

I czy się to komuś podoba

Mieszkała w swym pokoiku

On - wariat był romantyczny

Co wierzył w karmę i życie

Mógłbyś go nazwać "antycznym"

Bo w Miłośc uwierzył skrycie

Ona pragnęła pieniędzy

Władzy i niezależności

A on - w dostatku czy w nędzy

Pragnął jedynie Miłości

Pewnego dnia, w końcu lata

A może w początku wiosny

(nieważna wszakże jest data

Kiedy ten dzień był radosny)

Los splótł w uścisku ich palce

Ich ścieżki się skrzyżowały

Serca ich nagle urosły

Dzień Świata był to wspaniały

Teraz to jest tajemnica

Która jest jeszcze otwarta

Czy Ona jego zachwyca?

Czy jego uczuć jest warta?

A on? Kim będzie w Jej sercu?

Czy godzien Jej będzie uwagi?

Czy stanie na ślubnym kobiercu

W całej sytuacji powagi?

Czy Ona się nie zachłysnęła

Na chwilkę jego słowami?

Czy łza, co w Jej oku błysnęła

Bedzie go w stanie omamić?

Życie splata ich drogi

W pięknym świetle księżyca

Jej przy nim drżą nawet nogi

On się piegami zachwyca

Czego tak pragną? Gdzie biegną?

Widz z boku stojąc zapyta

Czy Wreszcie Miłości ulegną?

Czy strach ich w swe sidła schwyta?

Znam ich oboje - lecz mało

Więc trudno mi będzie zgadywać

Czy serce mu będzie drżało?

Czy ona się będzie wyrywać?

Wiem jednak, że nic nie pomoże

Dla niego nie ma odwrotu

Zanurzył się w oczu jeziorze

Chce krople całować Jej potu

Czy nadszedł ten moment krytyczny

Na który czekali oboje?

Oboje są tak romantyczni?

Chcą razem iść w życiu? We dwoje?

Czas powie, osądzi historia

słowa te są oklepane

Czy stworzą Miłości "memoriał"

Pijąc z pustych dwóch szklanek?

Ja wiem już, lecz to tajemnica

Jak się ta bajka zakończy

Co powie piękna dziewica

Rycerzowi swemu w opończy

Spojrzał jej rycerz w oczy

Łza w jego oku błysnęła

Serce mu znowu krwią broczy

lecz wtem ona krzyknęła!

Stój! Skończ swą niedolę!

Zostań przy mnie, bo skonam!

Kochać Ci siebie pozwolę

I tulić masz mnie w ramionach!

Tak jemu w twarz wykrzyczała

Bór stary tego był świadkiem

Jak ona, krucha i mała

Całusa mu dała ukradkiem

I ponoć po dziś dzień gdzieś żyją

Pod rękę trzymając się stale

Czasem się wina napiją

A czasem nie piją wcale...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania