spoglądać w dół
tulę dzisiejsze łzy
do kamienia poduszki
przesyconej
twoim serdecznym ciepłem
i delikatnym uśmierzającym zapachem
wszystkie marzenia wymknęły się
z serca
pozostało kilka
nieposłusznych pocałunków
i oswojonych zderzeń myśli
czy mam oddać ci całe niebo
moje słońce
żebyś zauważył pełnokrwiste łzy
zadurzoną w sobie melancholię?
nie karm mojego ciała myślami
nieznającymi odpowiednich
na tę okazję sylab
otwartą ranę ust pragnę doprawić
paroma wykrzyknikami
i kilkoma opuszczonymi wielokropkami
nie dawaj mojej wierności
na pożarcie
przytrzymaj duszę gdy będę spoglądać
w dół
Komentarze (2)
Przeczytałem ten wiersz kilkukrotnie. O ile nie mam zastrzeżeń do wkomponowanych przerzutni klauzulowych z racji konsekwencji Autora (stosuje je to od pierwszej do ostatniej strofy) , o tyle mój niesmak budzą wplecione metafory. Otwarta rana ust i pełnokrwiste łzy to widoczny obraz zblazowania i zmanierowania twórcy rzutujący (in minus) na całość zapisu. Nie idźmy tą drogą! Choć, skoro twórca wygrał cośtam, gdzieśtam, to pewnikiem znajdą się i wielbiciele jego talentu. Wszak o gustach się nie dyskutuje. Pozdrawiam.
Kamień poduszki kłóci mi się z ciepłem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania