Spotkanie
- Co chcesz do picia? Piwo?
- Nie, dziękuję.
- Wódkę?
- Nie piję alkoholu. Lekarz mi zabronił. Ale mogę napić się kawy.
- Jasne, stary. Kelner! – zawołał otyły mężczyzna, podnosząc rękę. Młoda kobieta w czarnym fartuchu skinęła głową i pokazała, że zaraz podejdzie.
- Dawno się nie widzieliśmy – powiedział drugi z mężczyzn siedzących przy stoliku. Miał na sobie gładką, czerwoną koszulę i skórzaną, startą kamizelkę.
- A prawda, będzie już z… cholera, piętnaście lat? – Otyły mężczyzna zapalił papierosa. – Chcesz jednego?
- Siedemnaście. I nie, dziękuję. Nie palę.
- Nie pijesz, nie palisz… jakie ty przyjemności jeszcze znajdujesz na tym gównianym świecie?
- Dużo sypiam.
- To dobra taktyka. Niektórzy mówią, że kiedy się śpi, to umysł przechodzi do innego świata.
- Cóż, może coś w tym jest. Co u ciebie, stary?
Zanim jednak otyły mężczyzna zdążył odpowiedzieć, do ich stolika podeszła kelnerka. Uśmiechnęła się wyćwiczonym przez tysiące obsłużonych stolików uśmiechem.
- Co panom podać? – zapytała.
- Dla mnie frytki i piwo, a dla mojego kolegi kawę.
- Czarną? Białą?
- Czarną. I bez cukru – powiedział szybko mężczyzna w kamizelce.
- Oczywiście. Zaraz wszystko przyniosę. – To powiedziawszy, wzięła karty dań i żwawym krokiem ruszyła do baru. Otyły mężczyzna odprowadził ją wzrokiem.
- No, jak ci się układa? – zapytał po chwili.
- Cóż, szału nie ma. Grywam czasem w jakichś knajpach za psie grosze…
- To wieczorami, a co robisz za dnia?
- Pracuję jako stróż w spożywczaku. A ty? Jak przędziesz?
- Jakoś idzie. Założyłem taką jedną burgerownię na obrzeżach miasta… no, i tak to się toczy.
Na kilka chwil zapanowała cisza, podczas której mężczyzna w kamizelce wsłuchał się w gwar kawiarni, w której siedzieli. W tym czasie otyły zagasił jednego i zapalił kolejnego papierosa. W momencie, w którym wypuszczał pierwszy haust dymu, do ich stolika podeszła kelnerka, niosąc piwo i kawę.
- Frytki będą za kilka minut.
- Jasne, dziękujemy – odparł otyły mężczyzna, uśmiechając się do niej. Drugi tylko kiwnął głową. Kiedy kelnerka odeszła, podniósł filiżankę z kawą i powąchał ją.
- Niezła – rzucił.
- O tak, widziałeś, jak chodzi? Ma świetne nogi…
- Miałem na myśli kawę, nie kelnerkę – rzucił. Otyły spojrzał na niego i uśmiechnął się szelmowsko.
- Masz kogoś?
- Nie, jestem sam. Chyba że liczymy współlokatorów.
- Nie, ich nie liczymy. Ja też nikogo nie mam. Nigdy nie mieliśmy szczęścia do kobiet, co?
- Tak, ale z różnych powodów. Do ciebie żadna się nie zbliżała, a ja trafiałem na same suki – powiedział mężczyzna w kamizelce, uśmiechając się krzywo.
- Z dwojga złego zawsze wolałem twoje ,,nieszczęście” do kobiet.
- Kwestia perspektywy. I tego, że zawsze chcemy tego, czego nie mamy.
- Masz rację.
Słońce wyszło zza chmur i jego promienie wpadły przez okno, oświetlając stolik mężczyzn. Oboje zmrużyli oczy, uderzone przez odbijające się od jasnego obrusu światło. Kelnerka przyniosła talerz frytek i dwa sosy, po czym uśmiechnęła się i odeszła obsługiwać inny stolik.
- Świetne frytki, powinieneś spróbować – powiedział z pełnymi ustami otyły.
- Może kiedyś. Jestem po sytym śniadaniu.
- Założę się, że nie było nawet w połowie tak dobre jak te frytki. Muszę zapytać, skąd je sprowadzają i wprowadzić do menu w mojej burgerowni… masz kontakt z kimś jeszcze z naszego kierunku?
- Z Małym, czasami gramy razem w knajpach. Oprócz tego… jakieś trzy lata temu widziałem się z Jędzą. To znaczy spotkałem ją na przejściu dla pieszych i to tyle… a ty?
- Jeleń jada u mnie czasem obiady, kiedy żona nie chce go wpuścić do domu.
- Co u niego?
- Ożenił się i siedzi pod miotłą. Nie może robić nic, jeśli jego stara mu nie pozwoli.
- Biedak…
- Biedak.
- Dobra – powiedział mężczyzna w startej kamizelce po dopiciu kawy – czas na mnie.
- Już? Przecież jest niedziela.
- Tak, ale muszę wstąpić jeszcze do znajomego, bo w gitarze mi wajcha skrzypi, a we wtorek mam grać w takiej jednej tawernie.
- Rozumiem, w porządku. Może daj mi swój numer telefonu, to zdzwonimy się w razie czego?
- Nie trzeba. Ja mam twój, zadzwonię kiedyś. Trzymaj się, stary!
- Cześć!
Otyły mężczyzna został w kawiarni, jedząc frytki, a drugi wyszedł szybkim krokiem. Tak naprawdę nie miał numeru telefonu i nie zamierzał dzwonić. Odetchnął głęboko, kiedy znalazł się kilka przecznic dalej, wyciągnął papierosa i zaciągnął się dymem.
Komentarze (17)
Hm, to nawet trochę... smutne?, choć bardzo prawdziwe, że dwójka mężczyzn, dawnych znajomych i to raczej dobrych, spotyka się po latach i nagle pomiędzy nimi pojawia się przepaść. Wszystko to, co dawniej ich łączyło, przepadło, życie każdego z nich potoczyło się całkiem inaczej. Mężczyzna w kamizelce najwyraźniej szybko to dostrzegł, szybciej niż ten drugi. Ciekawie przedstawiłeś obie postaci na zasadzie kontrastu, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak profesję, nastawienie, spojrzenie na świat, właściwie wszystko.
,,Niektórzy mówię, że kiedy się śpi to umysł przechodzi do innego świata" - ,,mówią";
,,To powiedziawszy (przecinek) wzięła karty dań";
,,Grywam czasem w jakichś knajpach za psie gorsze" - ,,grosze";
,,wsłuchał się w gwar kawiarni (przecinek) w której siedzieli";
,,odparł otyły mężczyzna (przecinek) uśmiechając się do niej";
,,Muszę zapytać (przecinek) skąd je sprowadzają". 5 :)
Dziękuję bardzo Lucindo, już poprawiam błędy :)
Zgadzam się całkowicie z Lucindą... Właściwie to nie wiem, co więcej mogłabym dodać. Bardzo smutne... 5 :)
Czy ja wiem czy takie smutne... niemniej, dziękuję :D
A ja się lekko uśmiechnęłam; spodziewałam się tego. Przyjaciele przychodzą i odchodzą, to fakt. Trzeba się z tym pogodzić. Na ich miejsce znajdą się nowi. Teraz mi już nie jest wesoło :( 5
Ludzie przychodzą i odchodzą. Są jak fale wzburzonego oceanu uderzajace o brzeg :D Dziękuję bardzo!
Szymon Szczechowicz to fragment wiersza? Z oceanem? Czytałem gdzieś. Dobry tekst napisałeś 5
Neurotyk czytałeś, kiedy napisałem Ci to w wiadomości. Nie wiem czy ktoś przede mną porównał ludzi do fal wzburzonego oceanu, które uderzają o brzeg, przychodzą i odchodzą i tak dalej.
Szymon Szczechowicz pamiętam:)a skojarzyło mi się z Tobą, tylko nie mogłem sobie przypomnieć.
Moim zdaniem smutne jest to, że żadnemu z nich nie ułożyło się jakoś super. To zakończenie dość dołujące. Powinno to być w kategorii "o życiu". Według mnie oczywiście. Bardzo przyjemnie się to czytało, lekko, czuło się klimat. Lucinda z laserem w oczach wyręczyła wszystkich z szukaniem błędów. Zostawiam zasłużone 5.
Tak, żadnemu z nich. Fajnie, że ktoś to zauważył i podkreślił :D Dzięki!
Jarmush, Jarmush, Jarmush, nic nie przesadziłeś Szymonie. Mocne 5 ode mnie :D
Dziękuję bardzo! Do Ciebie spróbuję zajrzeć jutro :)
Ludzie często po latach i po braku kontaktu ze sobą stają się sobie obcy. Człowiek dorasta i pewien etap życia zastępuje poprzedni. Fajnie to zoobrazowałeś :), jak i to, że niejednokrotnie udajemy kogoś kim nie jesteśmy, 5
Dziękuję bardzo! :)
Może trochę spodziewałam się jakiegoś mocniejszego akcentu na koniec, ale poza tym sam tekst ma przyjemny dla wyobraźni klimat. Ucięłabym też końcówkę i nie wyjaśniała tego, że nie zadzwoni, bo to według mnie już z ostatniej wypowiedzi można było wywnioskować (w końcu taka szybka wymiana zdań i "ucieczka" jest oczywistym zwiastunem tego, że dalszego ciągu relacji nie będzie. Podobnie jak słynne "Och, dawno się nie widzieliśmy, musimy się kiedyś spotkać!" i nie spotykacie się nigdy). No ale to tylko taka moja sugestia. Fajne ujęcie tematu, powiedziałabym, że takie bardzo "na czasie", bo w dobie komputeryzacji te relacje sypią się tym bardziej jak domek z kart :) Zostawiam 5 z małym minusem.
No i tylko jedna uwaga jeszcze: "że kiedy się śpi to umysł przechodzi" - przecinek po "śpi"
O, jesteś! Jakże mi miło! Dziękuję za komentarz i wyjaśnię tylko, że chciałem tutaj ukazać to, że ludzie zmieniają się i ktoś, do kogo możemy czuć wielką sympatię w liceum dziesięć lat później okaże się być zupełnie na drugim biegunie naszych zainteresowań. Sypanie się relacji przez komputeryzację to temat na inne opowiadanie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania