Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Spotkanie autobusowe cz.4

Sami w Lesie

Paulina ocknęła się ze strasznym bólem głowy, ostatnie co pamiętała to strach, uczucie bezradności, próba ukrycia paniki przez Marka oraz drzewo. Pień drzewa, który zbliżał się do nich bardzo szybko. Nigdy wcześniej nie czuła niczego podobnego, pamięta moment, w którym zdała sobie sprawę, z jaką prędkością zmierzali prosto na to drzewo. Działo się to za szybko, aby w jakikolwiek sposób mogła zareagować, jednak zdążyła uświadomić sobie tę prędkość. W jednej chwili wypełnił ją dziwny spokój: część jej zdawała się poddawać losowi.

Ponownie poczuła ucisk w całej głowie. Przestraszyła się, że coś mogło jej się stać. Nigdy wcześniej nie uczestniczyła w żadnym. Poza kilkoma siniakami i otarciami nic takiego jej nie spotkało. Bała się, jakie będą konsekwencje tego zdarzenia, ale mimo ogarniającego ją lęku postanowiła sprawdzić stan swojego ciała. Wzięła głęboki oddech i wyciągnęła rękę w stronę głowy. Nagle poczuła opór – nie mogła poruszyć dłonią. Zaczęła się szarpać, próbując ją ruszyć, lecz wszystko na nic. Po chwili uświadomiła sobie, że jej nadgarstki są mocno związane z tyłu do pnia drzewa, a sama siedzi bezradnie na ziemi.

Nie mogła, a raczej nie chciała uwierzyć w to, co się dzieje. Nie wiele widziała, wokoło panował mrok, księżyc ledwo przedzierał się przez korony drzew. Próbowała zorientować się w otoczeniu, lecz nie widziała nic poza drzewami, w pobliżu nie było Marka, nie było nikogo, z różnych stron dobiegały ją szelesty i szmery tętniącego nocnym życiem lasu. Wstrzymała oddech i nasłuchiwała czy na pewno jest sama. Gdy utwierdziła się w przekonaniu, że Marka nie ma w pobliżu, stwierdziła, że to dobry moment, aby próbować się oswobodzić.

Lina — bo w tym momencie poczuła, że to właśnie za jej pomocą została związana — była mocno zaciśnięta na jej nadgarstkach, próbowała różnych ruchów rękami, które były mocno ograniczone, ale wszystkie zdawały się na nic. Stawała się coraz bardziej zirytowana i coraz mocniej odczuwała swoją bezradność, co prowadziło do jeszcze większej frustracji. Ruchy stawały się bardziej chaotyczne i mniej przemyślane, wkładała w nie więcej i więcej energii. Nie przynosiły skutku, Paulina jednak nie dawała za wygraną, poczuła ciepło na nadgarstkach, ściśle zawiązana lina mocno tarła o delikatną skórę. Nierówna walka z liną nabierała coraz bardziej personalnej relacji, dotąd milcząca — gdzie usłyszeć się dało tylko szybkie i głębokie oddechy — wydobyła z siebie głośny szarpany krzyk, krzyk rozpaczy, bezradności oraz niedowierzania. Po czym swobodnie opadła całym ciężarem ciała na ziemię, był to symbol przegranej; jedynie ręce nienaturalnie wykrzywione do tyłu „nie poddały się”.

Wiedziała, że ten krzyk był nie mądry, gdziekolwiek Marek był, teraz wiedział, że dziewczyna odzyskała przytomność, a co jeśli to wcale nie jego sprawka? Jeśli on też jest gdzieś obezwładniony? Może nawet w gorszej sytuacji? Sama w to nie wierzyła, nie wierzyła, też w to, że tak to się skończyło. No bo jak mogło się skończyć inaczej? Młoda dziewczyna w środku nocy w samochodzie obcego mężczyzny, który pojawił się znikąd? Jak można było być tak głupią?

Czas mijał, ból w rękach wydawał się odchodzić, tylko po to, aby za chwilę wrócić ze zdwojoną siłą, ten promieniujący ból wydawał się robić na złość, jakby specjalnie na chwilę odchodził tylko po to, żeby znów o sobie przypomnieć, jego regularność była nie do zniesienia. Paulina wyczuwała moment, w którym się pojawi i dokładnie wtedy się zjawiał, ta punktualność doprowadzała ją do szału. Ciało jakby wiszące na dłoniach skrępowanych za plecami było zmęczone tym stanem, mimo iż kompletnie rozluźnione, nie potrafiło odpocząć. Dziewczyna przypominała sobie wydarzenia sprzed poznania mężczyzny. Imprezę, na której była, znajomych...wyobraziła sobie scenariusz, w którym zdążyła na autobus i teraz śpi w domu. Śpi w bezpiecznym miejscu, pomyślała, że może to wszystko jej się śni. Może alkohol i zmęczenie sprawiły, że ma najbardziej realistyczny sen, jakiego kiedykolwiek doświadczyła, ale wciąż sen. Była bardzo zmęczona, czuła się otępiała; to za pewnie rezultat wypadku, w którym uczestniczyła, nawet nie wiedziała, jakie ma obrażenia, ale czy to teraz ważne? Najważniejsze jest to, aby wyjść z tej sytuacji. Co zrobić jak przyjdzie Marek? Może po prostu szczerze z nim porozmawia, spróbuje zrozumieć sytuacje, zrozumieć jego i przekonać go, że jest jeszcze odwrót od tego, co się stało. Paulina poczuła zmęczenie, ogarnęło jej całą głowę, jakby nagle fala wyczerpania wylała się na nią, jej powieki stały się ciężkie, głowa również, ból rąk, jak i całego ciała przestał raptem przeszkadzać. Poczuła ulgę, po czym straciła przytomność.

Poczuła bardzo silne pragnienie, je usta były suche, niemal wyschnięte. Wiele by dała za pół łyka wody. Przeszła ją myśl, że mógłby się pojawić teraz Marek, byle miał ze sobą coś do picia. Suchość w ustach przeszkadzała, Paulina spróbowała nawilżyć usta i język własną śliną, trochę pomogło, ale nie zaspokoiło to bynajmniej pragnienia. Ból ramion i nadgarstków zaczął o sobie przypominać, poczuła, że zaczyna się wybudzać, ból narastał, a powrót do rzeczywistości był teraz nagły, ból się zwiększał, pojawił się również strach, zaczęła nerwowo reagować na otoczenie. Adrenalina toczyła zaciętą walkę z wyczerpaniem i lękiem. Była wycieńczona, a jednak jednoczenie nieludzko pobudzona. Jej serce kołatało, jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi.

Znów wróciło niedowierzanie, na chwilę ból fizyczny ustąpił miejsca rozczarowaniu nad własnymi decyzjami i niemożnością pogodzenia się z sytuacją, w której się znalazła. Pojawiła się cicha nadzieja na to, że jej wyobrażenie co się dzieje, jest błędne, i wszystko w jakiś pokrętny sposób się za chwilę wyjaśni.

Paulina nie wiedziała, która jest godzina. Zaczęło ją to zastanawiać, pamiętała, że mniej więcej o 2 w nocy była na przystanku autobusowym, bo ostatni autobus odjeżdżał o 1:55 - gdyby tylko na niego zdążyła, nic z tego, co się stało później, nie miałoby miejsca, pieprzony autobus, pieprzone spóźnianie się — na samym przystanku nie siedziała zbyt długo, zanim pojawił się ten psychol, minęło z piętnaście może dwadzieścia minut, no maksymalnie dwadzieścia pięć. Zanim wsiadła do samochodu, minęła dosłownie chwila — jak mogła tak szybko zdecydować się, aby wsiąść do samochodu z obcym mężczyzną w nocy, wydarzyło się to zdecydowanie zbyt szybko. Od tego przystanku autobusowego do jej domu jechało się około 30 minut. No i na jakieś 10 minut drogi przed celem, zdarzył się wypadek. Ile czasu mogła być nieprzytomna? Zaczęła się zastanawiać, próbować to jakoś wywnioskować, ale jak? Przecież nie mogła mieć pojęcia, ile czasu minęło. Było jeszcze zupełnie ciemno, o której godzinie teraz wstaje słońce? Chyba jakoś koło 6, a może 5? Wtedy już się chyba robi jaśniej.

W ogóle wszystko przez tego jebanego jelenia przecież wcześniej wszystko było ok, Marek nie mógł ustawić, wyreżyserować wypadku z jeleniem...czy planował to od początku?

Czy gdyby nie ten wypadek to by ją po prostu odwiózł do domu? Czy to w ogóle był jeleń?. Paulinę ogarnął potok myśli, lawina pytań, jedno wyprzedzało drugie. Zanim zastanowiła się nad odpowiedzią, pojawiały się dwa kolejne. A może to była jej wina? Czym go sprowokowała? Czy powiedziała coś źle? Nie okazała szacunku? Przecież to nie usprawiedliwia tego, co zrobił, to nie jej wina! Może to wszystko nie jest tak jak myśli, może sytuacja jeszcze się wyjaśni i mimo tego, że wszystko teraz wydaje się beznadziejne, jeszcze będzie się z tego kiedyś śmiała.

Usłyszała szelest liści, ale nie taki jak dotąd, ten był inny, został wzburzony przez coś lub przez kogoś. W tym samym momencie odwróciła wzrok w kierunku dźwięku, czekała, co teraz nastąpi, paradoksalnie pierwsze czego się obawiała to, że to jakieś zwierzę, bo z tym kojarzył jej się las w nocy. Po chwili zastanowienia stwierdziła, że chyba nie tego powinna się najbardziej obawiać. Znowu usłyszała dźwięk, jakby stąpanie po lesie, ale był to pojedynczy dźwięk, jednak szybko nastąpił kolejny, dźwięki dochodziły zza jej pleców. W swojej obecnej sytuacji nie mogła się obrócić, aby zlokalizować skąd on pochodzi. Kręciła głową w lewo i prawo chaotycznie, maksymalnie się wychylając, na tyle, o ile pozwalała jej niewygodna pozycja. Dźwięki kroków zbliżały się i znajdowały się za jej plecami, co było budzące strach, a niemożność ich zlokalizowania wprawiała w irytacje i potęgowało to jej strach. Teraz dostrzegła również światło.

- Dawno temu się obudziłaś? - Usłyszała znajomy, jednak już zupełnie inaczej odbierany głos. Głos, który od ostatniego razu zmienił diametralnie, a raczej to jak na niego reagowała.

Nic nie mówiła, była zbyt przestraszona.

- Dawno temu odzyskałaś przytomność? - Zapytał.

Kroki zbliżały się z jej lewej strony, jeszcze zza pleców. Nie widziała go, ale wiedziała, że lada moment będzie w zasięgu jej wzroku. Z ciemności między drzewami wyłonił się Marek. Ubranie miał podarte, twarz pociętą szkłem. Mimo to, spojrzenie miał spokojne. Zbyt spokojne. W ręce trzymał latarkę, którą w dziwny sposób zasłaniał drugą ręką. Dostrzegła krople potu na jego czole. Miała w głowie dziesiątki pytań, czuła się jakby zaraz miała otworzyć usta i zacząć zadawać jedno za drugim. Była jednak sparaliżowana strachem. Miała cały czas nadzieje, że ta sytuacja jakoś się wyjaśni, że to nieporozumienie. Mimo że podświadomie w to nie wierzyła. Odraczała wyrok, nie chciała poznać prawdy. Nie była na to jeszcze gotowa. Milczała i obserwowała każdy jego ruch. Każdy gest. Próbowała cokolwiek zrozumieć, znaleźć punkt zaczepienia.

Marek spojrzał się na dziewczynę, ta od razu, gdy to zobaczyła, spojrzała mu w oczy, oczekując wyjaśnień, ale on tylko głośno westchnął. Zrobił w jej kierunku dwa kroki, Paulina zadrżała.

- Mieliśmy wypadek — powiedział w końcu.

- To dlaczego mnie związałeś?

Marek kucnął, ich oczy był teraz na tym samym poziomie. Skierował wzrok ku ziemi, jakby szukał odpowiedzi na zadane pytanie.

- Bo muszę.

- Co? Co musisz?

- Zabić kogoś.

Nastała cisza. Głucha. Ciężka. Jakby świat na chwilę wstrzymał oddech.

-Co?

- Po prostu muszę. Nie potrafię inaczej.

- Ale...dlaczego? Nie rozumiem.

Paulinę oblał zimny dreszcz. Do jej oczu zaczęły napływać łzy. Mimowolnie zaczęła się trząść.

- To nieistotne. Nie musisz rozumieć.

- Ale chce! Dlaczego musisz mnie zabić? Co Ci to da?

Marek się zawahał. Nie chciał się tłumaczyć, nie jej.

-To...to uczucie. Ta potrzeba chodzi za mną, prześladuje mnie od dawna. Jak byłem młodszy, to były zwierzęta. Koty, psy, zabijałem, a potem patrzyłem. Patrzyłem jak umierają.

Paulina wyobraziła to sobie, przeraziło ją to. Nie wiedziała, jak ktoś może robić coś takiego, czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność.

- Dlaczego? Po co to robiłeś?

- Dlaczego!? Bo musiałem! - Krzyknął, ewidentnie poirytowany. Wstał raptownie, zaczął nerwowo chodzić, obracając się w różnych kierunkach. Paulinę to przeraziło, spodziewała się najgorszego. Widziała, że jest wyprowadzony z równowagi.

- Przepraszam, ale nie rozumiem, dlaczego akurat ja?

- Nie zrozumiesz. Nikt nie rozumie.

Marek przystanął, wziął głęboki wdech, po czym z zamkniętymi oczami wypuścił powietrze.

- Dobra, nie ma co — powiedział, jakby zadecydował co się teraz stanie.

Paulinie ponownie serce zadudniło. Marek podszedł do leżącego w obok plecaka i przykucnął przy nim. Paulina dopiero teraz dostrzegła, że był tam plecak, gdy został oświetlony latarką z telefonu. Marek chwilę grzebał w plecaku, po czym wstał. Odwrócił się w jej kierunku. W tym momencie po oczach błysnęło jej jasne światło z wysokości ręki Marka, ale nie tej, w której trzymał telefon. W ręce trzymał nóż. Ręka mu drżała na tyle, że nóż co chwilę odbijał światło z latarki pod innym kątem.

Poczuła się słabo, jej głowa samoistnie opadła. Patrzyła w dół, widziała teraz tylko ziemie i swoje nogi. Zaczęła przełykać ślinę. Czuła się, jakby miała zaraz zwymiotować. Zakręciło jej się w głowie. Podniosła głowę, wpatrywała się teraz w nóż. Każda sekunda wydawała się trwać teraz dużo dłużej, a mimo to wydawała jej się być na wagę złota, jakby chciała się zachłysnąć każdą kolejną. Nerwowo szukała w głowie czegoś, czym mogłaby zwrócić uwagę Marka.

- A wypadek? -Zapytała stanowczo — Wszystko to wymyśliłeś?

Marek cały czas na nią patrzył, ale jakby dalej, jakby patrzył nie na nią a przez nią. Teraz ten wzrok się zmienił. Paulina miała jego uwagę.

- Chcesz odwrócić moją uwagę?

- Uwagę? Od czego? Jakby miało mi to cokolwiek dać. Jestem ciekawa, chyba mogę to wiedzieć. Co się właściwie stało?

- Wypadek był przypadkiem. Na drogę wyskoczyło jakieś zwierze. Chyba sarna.

Wzrok Pauliny wędrował to na nóż to na twarz potencjalnego oprawcy.

- Więc zabije mnie sarna. Świetnie.

- Nie, Ja cię zabiję.

- Ale gdyby nie sarna...

- Gdyby nie sarna i tak byś... i tak bym Cię zabił. - poprawił się Marek.

- Czyli nie tak planowałeś mnie zabić. Znaczy związać. Znaczy, nawet nie wiem, czy planowałeś mnie związać. Nie wiem, co planowałeś — tutaj zrobiła krótką przerwę, zabrakło jej tchu — Jak planowałeś... mnie...zabić?

- Czy to ważne?

- Tak! Dla mnie ważne.

Marek był zaskoczony, chociaż sam nie wiedział dlaczego. W zasadzie nie miał żadnych oczekiwań względem tego, jak będzie się zachowywać ktoś, komu będzie chciał odebrać życie. Nie zastanawiał się nad tym. Jego plan z jakiegoś powodu nie uwzględniał rozmowy i potencjalnego zachowania. Pytań, jakie mogą paść. Dlatego też nie miał przygotowanych odpowiedzi.

Marek wyjął telefon, spojrzał na niego, po czym schował do kieszeni. Usiadł przed Pauliną po turecku, położył przed sobą nóż, leżał teraz między ofiarą a sprawcą i zaczął opowiadać swój plan. Po chwili Paulina mu przerwała

- Masz coś do picia? Strasznie mi się chce pić.

Marek wstał, podszedł do plecaka i wyjął małą butelkę wody, po czym podał jej Paulinie. Spojrzała się na niego, nic nie mówiąc.

- Aa, sorry – zapomniał, że Paulina ma związane ręce. Odkręcił butelkę i przyłożył do jej ust. Paulina, gdy poczuła ustami wodę, odczuła ulgę, zaczęła brać duże łyki wody, zbyt duże, zachłysnęła się, zaczęła kaszleć. Marek cofnął butelkę i czekał, aż jej przejdzie. Chciał jej podać jeszcze raz, ale zorientował się, że butelka jest już prawie pusta.

- Masz coś do jedzenia? Umieram z głodu – powiedziała, po czym pomyślała, że to zły dobór słów.

Marek ponownie sięgnął do plecaka i ponownie chciał jej podać batonika, teraz jednak zreflektował się nieco szybciej. Przykucnął przy niej, odpakował, po czym podstawił jej batonika pod twarz. Paulina ugryzła kawałek, nie spojrzała nawet co je, nie obchodziło jej to. Była zbyt głodna. Gdy poczuła jego smak, od razu wzięła kolejny kęs. Wyjątkowo jej smakował, zdawała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie jest to zwykły batonik, niespecjalnie smaczny, a jest po prostu bardzo głodna. Zjadła go szybko, po czym miała ochotę na więcej, ale już nie poprosiła.

- Dziękuje.

Marek tylko skinął głową. Usiadł ponownie przed nią i kontynuował tam swoją opowieść od momentu, w którym skończył. Opowiedział swój cały plan, skupiając się na konkretach i nie zagłębiając się w szczegóły.

- No i co? Gdybyś mnie poddusił co potem? Schowałbyś mnie do bagażnika? Wywiózł do lasu?

- Coś w tym stylu?

- W tym stylu? - spojrzała się na niego podejrzliwie — czyli nie wiesz.

- Wiem.

- No to jak?

- Co?

- Jak byś mnie zabił? W jaki sposób? Gdzie?

- A co to kurwa za różnica? Po prostu bym Cię zabił i tyle!

Paulina spojrzała się na Marka, teraz zaczął wydawać się bardziej ludzki. Nie przestał jednak wzbudzać w niej lęku.

- Trochę dziwne, wszystko tak skrupulatnie planowałeś, każdy szczegół, a jak przychodzi do najważniejszego momentu, to zdałeś się na improwizacje.

Paulina starał się obserwować jego twarz, mimikę, ruch oczami, subtelne gesty. Oglądał taki film na YouTube, w którym mówiono, że z twarzy ludzkiej, jej ruchów mięśni czy oczu da się wyczytać, jeśli ktoś się stresuje, czy mówi prawdę, jest zrelaksowany lub spięty albo jak się boi. Wydawało jej się, że Marek coś ukrywa, że drzemią w nim jakieś emocje, których nie chce do siebie dopuścić i nie była to chęć odebrania życia.

- Nie myśl, że uda Ci się mnie odwieść od tego. Co ma się stać i tak się stanie. To nieuniknione. Nic co powiesz, tego nie zmieni.

- Ciekawe jak to jest odebrać życie — powiedziała z opuszczoną głową, patrząc się w nicość — Mieć świadomość, że pozbawiło się człowieka tylu szans, przeżyć, możliwości, zniszczyło się marzenia. Tak dużo możliwości, tak dużo życia, zgaszone w jeden chwili, bezpowrotnie...

- Myślisz, że tego chce!? - powiedział uniesionym tonem, po czym raptownie wstał — że nigdy nie przeszło mi to przez myśl? Ja tego nie wybrałem! To wybrało mnie!

Podszedł do niej i się nachylił. Jego twarz znajdowała się teraz paręnaście centymetrów od twarzy dziewczyny.

- Nigdy się o to nie prosiłem! - teraz już krzyczał — Nie chciałem taki być! Chciałbym żyć normalnie, odczuwać to, co inni, cieszyć się z tego, co inni. Nie mogę, nie potrafię! Cały czas myślę tylko o tym!

Nóż cały czas leżał na ziemi przed nią, starała się na niego nie patrzeć, żeby nie zwrócić Marka uwagi, może zapomni, może uda jej się przykryć go stopą. Jeszcze nie wiedziała, czy będzie próbować coś z nim zrobić.

- Może da Ci się pomóc? - Paulina poczuła coś, co jeszcze nie było współczuciem, ale zmierzało w tym kierunku.

- Pomóc? Znasz przykład jakiegokolwiek mordercy, którego wyleczono? Zamknęliby mnie w zakładzie zamkniętym, gdzie bym tylko się dusił do końca swoich dni, myśląc o zabiciu kogoś i tak do końca życia. Tylko by mnie faszerowali jakimś gównem i zrobili ze mnie warzywo. Zresztą jak Ty to sobie w ogóle wyobrażasz? Że pójdę na policję i powiem, dzień dobry mam potrzebę kogoś zabić, pomóżcie?

- Wiesz, że nie o to mi chodzi. Na prawdę, może da się z tym coś zrobić? Mógłbyś porozmawiać z kimś, nie wiem, z psychologiem na przykład.

- Ha – Parsknął kpiąco – Ja myślę, że od razu z psychiatrą. Lepiej, może przyjdę na taką rozmowę od razu w kaftanie.

- No z takim podejściem to ja się dziwie, że jeszcze nikogo nie zabiłeś. Może z 10 osób, a potem na końcu siebie.

- Nie kpij, dobrze?

Marek wyciągnął telefon, spojrzał na niego, po czym podniósł głowę i spojrzał w dal.

- Która godzina? – Spytała Paulina, sądząc, że to właśnie o tym myśli. Ile czasu mu zostało. Zdawała sobie sprawę, że w miarę możliwości chce mieć wszystko pod kontrolą.

- Nie ważne.

- Chcesz to zrobić, póki jest noc, prawda?

Marek nie odpowiedział.

Paulina zaczęła się wiercić, coś robiła rękoma, nogami, jakby starała się podeprzeć.

- Co Ty robisz?!

Paulina nie reagowała, dalej się wierciła, teraz jeszcze bardziej intensywnie.

-Przestań!

Paulina nie zwracała na niego uwagi, dalej robiła swoje, z każdym ruchem jakby wkładała więcej siły w swoje próby.

- Hej! Słyszysz?! Mówię do Ciebie! - Marek chwycił ją za bark i lekko odepchnął, ale wystarczająco mocno, żeby Paulina w swojej niestabilnej pozycji przewróciła się — na tyle, o ile przywiązanie pozwalało jej się wywrócić. Paulina leżała tak przez dwie, trzy sekundy, po czym raptownie i energicznie podniosła się na tyle na ile była w stanie, zrobiła to nad wyraz sprawnie.

- Wszystko mnie boli! - Krzyknęła w stronę Marka, po raz pierwszy odkąd się obudziła, z jej twarzy zniknął strach i niepokój, a na ich miejscu malował się gniew. Prawdziwy w swojej najsurowszej formie gniew.

- Mam zdrętwiałe ręce! Nogi też, boli mnie kręgosłup! Łeb mi pęka, jest mi cholernie niewygodnie — krzyczała dalej, jej głos niósł się po lesie, jakby nie miał zamiaru nigdy ucichnąć — A Ty nie możesz mi odpowiedzieć, nie chcesz słuchać! Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Jakie to ma znaczenie, co mi powiesz? Przecież...przecież i tak mnie zabijesz.

Paulina zaczęła płakać, ale nie tak jak wcześniej, tak jak jeszcze nie płakała. Jakby jej wszystkie zebrane do tej pory emocje, żale i niewypowiedziane smutki postanowiły zacząć krzyczeć, a każdy następny zobaczywszy, że można być wolnym, przyłączał się do wspólnej arii, potęgując ją.

Marek teraz stał nad nią, patrzył się na nią, ale jednak przez nią, chyba jeszcze nie do końca przetrawił ten rollercoaster emocji. Nic nie mówił, nie był w stanie. Dzisiejszy dzień rozpoczęty z konkretnym zamiarem, skrupulatnie zaplanowany — na tyle na ile był w stanie — legł w gruzach, teraz po raz drugi.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania