Spotkanie cz. 1
Ławka w parku. A może to było na bulwarach?
Początek czerwca. A może połowa maja?
Ptaki głośno obwieszczały początek ciepłego popołudnia, śpiewając w rytm kołyszących się liści i latających tu i ówdzie motyli. Owładnięty otaczającą naturą szedłem wprost na spotkanie, jednak sam nie wiedziałem że się z kimś spotykam. Rozglądałem się dookoła jakbym pierwszy raz po długiej zimie zobaczył zielone liście czy łodygi. Nie zaczepiając na dłużej nigdzie wzroku kroczyłem przed siebie. Z głową uniesioną do góry ale oczami skierowanymi pod nogi. Głównie z powodu słońca. Trochę z powodu tego co w niej.
Mijałem wielu ludzi. Wielu ludzi mijało mnie. Takie życie. Widzisz kogoś przed sobą. Wasze linie nieubłaganie biegną ku sobie na spotkanie. Aż w końcu łączą się, tworząc idealną prostą. Przez chwilę, przez sekundę jesteście jednością. Ty jednym końcem, a ktoś drugim. I już zaraz mijacie się – oddalacie. Coraz dalej. Coraz mniej widocznie. Możesz odwrócić głowę, żeby zobaczyć. Jednak rzadko zdarza się, że zawracacie.
Szedłem dalej. Tworząc co chwilę idealne proste. I co chwile je traciłem. Nie przejmowałem się tym. Kroczyłem na umówione spotkanie, chociaż nic o tym nie wiedziałem.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania